Czasy się zmieniają – metody też!
Wybitny trener M.Dworecki: В каспаровские времена даже мои ученики, которые вроде бы знали методы и принципы моей работы, меня уверяли, что времена изменились, и сейчас уже без дебюта, отработанного детально на компьютере чёрт знает до какой глубины, уже невозможно. Просто сейчас такие шахматы, ничего не поделаешь, приходится всё время отдавать дебюту.
—————————————
Poniższą partię rozegrano w tegorocznych mistrzostwach akademickich Polski.
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
„Dlaczego kobiety nigdy nie będą grać tak dobrze w szachy, jak panowie i ile można zarobić biorąc udział w szachowych turniejach. O kulisach tego sportu opowiedziała w rozmowie z Maciejem Jermakowem Monika Soćko – jedyna w Polsce arcymistrz.
Maciej Jermakow: Jak nasi zawodnicy wypadają na tle światowej czołówki?
Monika Soćko: Nie wypadamy tak dobrze jak polscy siatkarze, ale nie jesteśmy też tak nisko, jak naszapiłka nożna. Ale trzeba rozdzielić to na szachy damskie i męskie. Nam udało się niedawno zdobyć brązowy medal na drużynowych mistrzostwach Europy, a panowie już od kilku lat nic dużego nie wygrali. Generalnie polskim szachom jeszcze sporo brakuje do wejścia do czołowej dziesiątki.
Mówi pani o szachach damskich i męskich. Dlaczego na zawodowym poziomie zwycięstwa pań nad mężczyznami są rzadkością. Przecież w tym sporcie czynnik fizyczny odgrywa bardzo małą rolę…
Wiele razy zadawano mi to pytanie, ja długo się nad tym zastanawiałam i myślę, że w grę wchodzi kilka czynników. Kobieta jest matką, więcej czasu poświęca rodzinie, mężczyzna potrafi więcej czasu oddać szachom, panie może trochę szybciej tracą cierpliwość. Ważne jest też myślenie przestrzenne – kobieta nie jest… nie chcę sobie robić pod górkę, mówić, że mózg kobiety jest mniej pojemny, no ale niestety w pierwszej setce rankingu jest tylko jedna kobieta.
Jakie czynniki odgrywają najważniejszą rolę w szachach. Fizyczne zmęczenie występuje?
Na pewno talent, ale przede wszystkim ciężka praca, musimy dużo trenować. Co ciekawe, fizyczne przygotowanie też jest niezbędne. Ja na przykład dużo jeżdżę na rowerze. Nasza partia trwa około 6 godzin, turniej składa się z 9 rund, do tego dochodzi analiza partii itp. 6. dnia jest już naprawdę duże zmęczenie. Nam dobre przygotowanie fizyczne bardzo się przydało na ostatnich mistrzostwach Europy, bez tego o sukces byłoby trudno.
Ile czasu trzeba poświęcić na treningi?
5 godzin dziennie. 3-4 szachowo i godzina ruchu.
W przypadku polskich czołowych szachistów możemy mówić o zawodowstwie? Da się z tego wyżyć?
Tak, w naszym kraju mamy co najmniej kilkunastu zawodowców. Są to ludzie po studiach, które dałyby im pracę, ale kochają szachy. Zarabiać możemy przede wszystkim grając w ligach zagranicznych. Czechy, niemiecka Bundesliga, liga w Islandii, liga w Grecji – jeździmy po całym świecie. Za ostatni brąz na mistrzostwach Europy dostałyśmy 3 tysiące euro.
Zdarzyły się przypadki dopingu w szachach?
Nie słyszałam o tym. Choć miałam ostatnio kontrolę, to nie wiem jakie są wytyczne.
Gdzie szachy cieszą się największą popularnością?
Nic się nie zmieniło od lat – w Rosji wciąż szaleją na punkcie szachów, ogromne trybuny są najczęściej wypełnione. Podobnie zaczyna być w Gruzji, Armenii – wszystko w bloku wschodnim. Coraz więcej o tym sporcie mówi się też w Indiach”.
Po ukazaniu się wpisu Przed końcówką jest debiut! (24) znowu rozgorzała na blogu dyskusja o znaczeniu debiutów we współczesnych szachach. Ten temat był tutaj już wielokrotnie omawiany.
Np. przypominam taki wątek:
Kilka lat temu studiując książkę Stanisława Gawlikowskiego „100 zwycięstw polskich szachistów“, Penelopa 1997, natknąłem się na stronie 122 na opis udziału Bogdana Śliwy w turnieju w Budapeszcie w 1952 roku.
Autor napisał: „Przez dwa powojenne dziesięciolecia w polskich szachach królował Bogdan Śliwa. Debiutując w pierwszych powojennych mistrzostwach Polski w Sopocie w 1946r., odniósł wielki sukces – zajął I miejsce i zdobył pierwszy (z sześciu w całej karierze) tytuł mistrza Polski. Po raz drugi zdobył tytuł w 1951 r., rozpoczynając całą serię zakończoną dopiero w 1954 r., a po raz ostatni został mistrzem kraju w 1960 r.
Gdy w 1952 r. Węgrzy organizowali wielki turniej poświęcony rok wcześniej zmarłemu jednemu z najsilniejszych szachistów okresu międzywojennego – Gezie Maróczy`emu, właśnie Śliwa miał bronić imienia polskich szachów. Trudno było liczyć na sukces, skoro startowali między innymi Keres, Geller, Botwinnik, Smysłow, Stahlberg, Szabo, Petrosjan, ale można się było wiele nauczyć, a przy okazji pokrzyżować plany nawet najwybitniejszym arcymistrzom. Wiadomo było, że najsilniejszą stroną Polaka jest gra środkowa, a najsłabszą debiut. Niestety, z losowania wynikało, że już na starcie nasz mistrz będzie walczył z całą czołówką. Obnażyła ona bezwzględnie braki w przygotowaniu teoretycznym Polaka. Efekt był tragiczny. Po 10 rundach na koncie Śliwy widniało tylko 1.5 punktu …
//////////////////////////////////////////////
Stanisław Gawlikowski przypomniał w swej książce problem przygotowania teoretycznego, który jest „odwieczną zmorą” polskich szachów. Już jako początkujący szachista zastanawiałem się, dlaczego nasi mistrzowie Polski z reguły zajmują końcowe lub nawet ostatnie miejsca w turniejach międzynarodowych. Dlaczego nasi czołowi zawodnicy są najsłabsi w tzw. „Krajach Demokracji Ludowej”? Rzadko byliśmy świadkami jakiś sukcesów turniejowych naszych asów.
Później już jako trener analizowałem tę kwestię i doszedłem do wniosku, że w innych krajach mocny nacisk kładziono na fazę debiutową. Tymczasem u nas ten problem traktowano mocno ulgowo i preferowano przede wszystkim grę środkową i końcówki. Modna była taka teza: „Studiuj grę środkową i końcówki, a w debiucie dasz sobie radę”.
Dlatego trenerzy często marginalnie zajmowali się tym zagadnieniem. Preferowano ogólne plany gry w otwarciach, co nie było wystarczające już na wyższym szczeblu. Kiedyś opisałem w „Magazynie Szachista” przypadek czołowego krajowego szkoleniowca, który „opracowywał” w słupku warianty debiutowe bez komentarza i kazał się uczyć ich na pamięć. Na kolejnym treningu sprawdzał, czy uczniowie wykonali zadania domowe.
Sam jako trener polecałem swoim podopiecznym pracę nad teorią debiutów polegającą na studiowaniu całych wzorcowych partii, aby w ten sposób prześledzić fazy przejściowe do gry środkowej i nawet końcówki. Można poznać przez to typowe plany gry i ważne struktury pionkowe. Ta wiedza ułatwi nam zrozumienie problemów strategicznych i taktycznych w granych przez nas otwarciach.
O tych problemach piszę w swojej najnowszej książce Szachy dla przyszłych mistrzów.
Problemy nauki debiutów poruszałem wielokrotnie w artykułach w fachowej prasie i książkach, także na tym blogu i stronie.
Tymczasem u nas w Polsce są osoby, które w dalszym ciągu preferują teorię Capablanki sprzed 100 lat!
W artykule „O statystyce i prognozowaniu” (Magazyn Szachista, luty 2005) pisałem, że od wielu lat zajmuję się analizą gry czołówki polskiej i moimi wnioskami dzielę się na łamach krajowej prasy fachowej.
Dlatego nie usprawiedliwiajmy często przeciętnych wyników naszych kadr w turniejach międzynarodowych przejściowym brakiem formy. Dokładna analiza rozegranych partii ilustruje ogólnie niedostateczne przygotowanie początkowego stadium gry.
To jest niepokojące zjawisko, ponieważ w wielu krajach już dawno zrozumiano, że bez dobrej znajomości otwarć szachowych oraz optymalnie opracowanego do stylu gry repertuaru debiutowego nie można liczyć na postęp zawodniczki i zawodnika. Bez tych umiejętności nie można oczekiwać na znaczące sukcesy międzynarodowe.
Dlatego my nadal mamy tylko jednego zawodnika potrafiącego walczyć z czołówką świata!
Nie ma znaczenia, jak dobrze grasz – nie możesz spodziewać się dobrych wyników, kiedy masz przegraną po debiucie.
Garri Kasparow, szachowy mistrz świata w latach 1985 – 2000
//////////////////////////////////////
Czołowy szachista świata Peter Svidler w dzisiejszej rundzie turnieju kandydatów w Moskwie nie doszedł do końcówki, ponieważ poległ wcześniej w otwarciu. Partia ta świadczy o tym, że nawet na wysokim szczeblu faza debiutowa odgrywa bardzo ważną rolę.
A swoją drogą, to były mistrz świata dalej z dużą energią rozgrywa swoje pojedynki po 1.e4! Na bazie jego twórczości powinni uczyć się walki nasi czołowi zawodnicy, przede wszystkim Jan-Krzysztof Duda, który obecnie ćwiczy tzw. „oburęczność”.










