Czytając kolejne artykuły zamieszczone w czasopiśmie MAT 4(36) 2013, zwróciłem uwagę na kilka aspektów przewijających się w wypowiedzi prezesa Tomasza Delegi. Dwa z nich chciałbym tu poruszyć. Przy okazji jak bumerang wracam do mojej wcześniejszej uwagi o nienajlepszej manierze zwracania się do siebie per Ty zarówno w sytuacjach oficjalnych, jak i obecnie, w wywiadzie przeprowadzonym przez Piotra Kaima dla czasopisma związkowego MAT. „Ty-kanie” i „jedzenie sobie z dzióbków” pozostawił bym raczej na chwile nieoficjalne.
Nowo wybrany prezes zapytany o sposoby ratowania prestiżu silnych (ale podupadających openów) odpowiedział, iż pomoc dla organizatorów takich imprez szachowych nie powinna polegać na finansowym wspieraniu ich przez Polski Związek Szachowy. Zastrzegł że rolą PZSzachu jest jedynie pokazywanie palcem co dobre, a co nie (parafrazuję), i co można zrobić aby pozyskać fundusze na takie turnieje. Typowy jednokierunkowy przepływ pieniędzy i sposobu myślenia urzędniczego – PZSzach łupi prowincjonalne kluby za pomocą wysokich składek i opłat klasyfikacyjno-rankingowych, ale jak ta sama „prowincja” zwróci się do niego o pomoc finansową w celu wspomożenia turnieju, to naraz okazuje się że związek nie może przychylić się do tej prośby. Nie może / nie chce / nie potrafi – niepotrzebne skreślić. Cóż, nikt nie lubi wypuszczać z rąk pieniędzy, a szczególnie urzędnicy.
Równie dyskusyjną sprawą jest wielka chęć Tomasza Delegi do przyznania członkom zarządu pensji za pełnione funkcje. Co więcej, kwestię tą nowy prezes włączył do swojego programu wyborczego i zaliczył do priorytetów obecnej kadencji. Wiadomo, że generalnie za pracę należy się wynagrodzenie, ale należy tu oddzielić od siebie pracę zarobkową i tą, wykonywaną bez wynagrodzenia przez członków różnych stowarzyszeń. Właśnie o niej mówi ustawa „Prawo o stowarzyszeniach”, której zapisy stara się odczytać na własną korzyść nowo wybrany prezes. Zapewnił on iż nie jest prawnikiem, co jednak nie przeszkadza mu w interpretowaniu odpowiedniego zapisu prawnego. Dobrze wiemy, że w prawie polskim (i nie tylko polskim) czarne nie musi być czarne, a białe może nie być białe, bo to zależy od interpretacji zapisu w odpowiednim kodeksie. Z racji posiadanych kompetencji zwykle zajmują się tym prawnicy, i dlatego na miejscu prezesa Delegi właśnie im powierzyłbym ocenę zgodności z prawem zagadnienia możliwości pobierania wynagrodzenia przez członków zarządu PZSzach.
Domyślam się, że prezesowi bardzo zależy na pozytywnym dla niego załatwieniu tej kwestii, ale w przypadku pobierania pieniędzy publicznych (PZSzach jest współfinansowany z budżetu państwa), to radziłbym zachować daleko idącą ostrożność połączoną ze skonsultowaniem zagadnienia z którymś z warszawskich prawników. Lepiej zrobić to teraz, niż później „gęsto” tłumaczyć się panom w eleganckich garniturach skrojonych na potrzeby CBA lub CBŚ.
Krzysztof Kledzik











