wrz
22

Od wielu lat obserwuję grę polskiej młodzieży w silnych turniejach i dzięki temu wyrobilem sobie opinię, że faza debiutowa jest najsłabszym ogniwem w ich grze. Młodzież gra praktycznie wszystko na zasadzie „ćwiczenia oburęczności”. Sprawdza się szeroki wachlarz otwarć lub wariantów. W rezultacie często dochodzi do wpadek debiutowych, choć to nie zawsze decyduje o wyniki partii. Nasza młodzież jest bardzo waleczna i tak szybko się nie poddaje. To są ważne plusy. Jednakże taka gra jest skuteczna tylko na krótką metę, bez szans na osiąganie znacznych sukcesów.

O tych problemach wielokrotnie pisałem na blogu, także na stronie: link.

W 7 rundzie tegorocznych mistrzostw świata juniorów nasz doświadczony zawodnik Marcel Kanarek (2483) zagrał 1.c4, ale z przebiegu partii było wyraźnie widać, że nie ma żadnej wiedzy i doświadczenia w tym debiucie. Słabszy przeciwnik (2412) szybko wyrównał i następnie uzyskał wygraną pozycje. Kanarkowi uśmiechnęło się szczęście. Czarne popełniły wiele błędów w końcowej fazie gry i partię ostatecznie przegrały. Miał nasz szachista satysfakcję z odniesionego zwycięstwa?

Obejrzyjmy tę partię.

wrz
22

New Picture (2)

Spotkanie z Akibą Rubinsteinem

wrz
21

- tylko zaczynać...

– i tylko zaczynać –

wrz
20

W 6 rundzie tegorocznych mistrzostw świata juniorów w Kocaeli nasz młody arcymistrz Jan-Krzysztof Duda (2534) uratował w partii przeciwko Idani (2480) trudną wieżówkę. Trzeba przyznać, że rozegrał znakomicie końcową fazę partii. Był to sukces? Przecież jego przeciwnik miał znacznie słabszy ranking.

Problem jest w tym, że nadzieja polskich szachów wybrała wariant, w którym nie jest łatwo walczyć o przewagę debiutową. Dla mnie jest zadziwiające, że wariant jest dość często grywany przez nasze czołowe juniorki i juniorów.

W Panoramie Szachowej (2-225) opublikowałem partię Świercz-Yilmaz, Moskwa 2012, w której białe zagrały też 6.Ge2 i nie uzyskały żadnej przewagi. Przeciwnik rozegrał świetnie fazę debiutową, uzyskał wygraną pozycję i ostatecznie wskutek błędów w końcówce partię przegrał. Można się z tego cieszyć, że nasze talenty ratują trudne końcówki ze słabszymi przeciwnikami? Że w fazie początkowej nie uzyskują żadnej przewagi? Na pewno nie!

Komentując partię Darka napisałem po 6.Ge2 tak: „Moim podopiecznym zawsze polecałem bardziej agresywne kontynuacje 6.Ge3 i 6.Gg5 z przygotowaniem ataku na króla. Ruch w partii nie ma takiej dynamiki i wymaga więcej pozycyjnego wyczucia, a w takich sytuacjach młodzi i jeszcze z małym stażem turniejowym zawodnicy nie zawsze znajdują najlepsze rozwiązania”.

Natomiast po 9.We1 dałem następujący komentarz: „Celem tego wariantu jest pozycyjne wzmocnienie kontroli nad punktem d5: białe stawiają gońca na f3 i następnie poprzez pole f1 przemanewrują skoczka na e3. Czarnym będzie wtedy trudno przeprowadzić wyzwalający manewr w centrum d6-d5. Moja rada dla młodych adeptów sztuki szachowej-grajcie aktywniejsze warianty po następujących kontynuacjach 9.Kh1 lub 9.Ge3.”.

W obu partiach przeciwnicy Świercza i Dudy jednak bez problemu przeprowadzili ruch d6-d5 i uzyskali wygrane pozycje.

Moje pytanie brzmi: kto przygotował ten o pozycyjnym charakterze wariant młodym zawodnikom, którzy powinni grać  aktywne szachy? Te przykłady jasno ilustrują znaczenie początkowej fazy gry. Nasi młodzi arcymistrzowie przegrali batalię debiutową wskutek niedostatecznego przygotowania wariantu. Partie uratowali tylko dzięki doskonałej technice w końcówce.

Czy na tym mają polegać nasze szachy?

 

wrz
20

Neues Bild

Anna Uszenina została w minionym roku w Chanty Mansyjsk mistrzynią świata w turnieju rozegranym systemem k.0. – link.

Obrończyni tytułu Yifan Hou została już w drugiej rundzie sensacyjnie wyeliminowana przez Monikę Soćko. Jednakże Chinka została zwycięzczynią w ogólnej klasyfikacji serii Grand-Prix i tym samym wywalczyła prawo do gry z Ukrainką.

Mecz o absolutny tytuł mistrzyni świata odbył się w dniach 10-2o września 2013 w chińskim Taizhou i zakończył się wcześniej wysokim zwycięstwem Yifan Hou w stosunku 5.5-1.5.  Spotkanie miało składać się z 10 partii + ewentualne dogrywki. Fundusz wyniósł 200.000 Euro i został podzielony w taki sposób: 60:40 na korzyść zwyciężczyni. Tempo gry: 90+30 minut oraz 30 sekund na ruch.

Strona meczu

ChessBase News

Regulamin

wrz
19

Neues Bild (15)

Oto jaki fragment możemy przeczytać w „Wyznaniach” Jeana Jaquesa Rousseau:

„Bawił w miasteczku pewien Genewczyk nazwiskiem Bagueret, który dawniej, za Piotra Wielkiego, był urzędnikiem przy dworze w Rosji. Licha figura, przy tym jeden z największych szaleńców, jakich zdarzyło mi się oglądać, zawsze pełen projektów równie wariackich jak on sam,  u którego miliony leciały z nieba jak deszcz, ile że zera nic go nie kosztowały. Ten człowiek, przybywszy do Chambéry dla jakiegoś procesu, opętał, jak łatwo sobie wyobrazić, mamusię, i za bogactwa swoich zer, którymi raczył ją hojnie, wyciągał z niej, sztuka po sztuce, jej biedne talary. Nie lubiłem go, widział to; ze mną nie było to trudno. Otóż, nie było służalstwa, którego by nie próbował, by mnie ugłaskać. Wpadł na pomysł nauczenia mnie szachów, w które grywał nieco. Spróbowałem prawie wbrew woli, ale skoro tylko nauczyłem się jako tako poruszeń, czyniłem tak szybkie postępy, że pod koniec pierwszego seansu dawałem mu wieżę for, którą on mi dawał na początku. Nie trzeba było więcej: zwariowałem na punkcie szachów. Kupuję sobie szachownicę, podręcznik, zamykam się w pokoju, trawię dnie i noce, usiłując się wyuczyć na pamięć wszystkich partii, wpakować je sobie w głowę dobrowolnie lub przemocą, grywając sam ze sobą bez wytchnienia. Po dwóch czy trzech miesiącach takiej pięknej pracy i niepojętych wysiłków idę do kawiarni wychudły, żółty, niemal ogłupiały. Próbuję się z Bagueretem, ponawiam próbę – bije mnie raz, dwa razy, dwadzieścia razy. Tyle kombinacji pomieszało mi się w głowie; mózg miałem tak osłabiony, że ciemno mi się po prostu robiło przed oczami. Za każdym razem, kiedy z książką Philidora albo Stammy chciałem ćwiczyć się w rozgrywaniu partyj, przytrafiło mi się to samo; wyczerpawszy się wysiłkiem, zamiast grać lepiej, grałem gorzej niż wprzódy. Zresztą, czy zaniedbywałem szachy, czy też, grywając więcej, znów przypominałem je sobie, nigdy o włos nie postąpiłem o ten pierwszy sukces i zawsze odnalazłem się w tym pierwszym punkcie. Gdybym się ćwiczył tysiąc wieków, wszystko, co mógłbym osiągnąć, byłaby wieża for Bagueretowi i nic więcej. To mi piękne użycie czasu! Powiecie. A wierzajcie mi, zużyłem go niemało. Przerwałem tę pierwszą próbę dopiero wówczas, kiedy mi już zupełnie sił nie stało. Kiedy wyszedłem wreszcie z pokoju, wyglądałem jak nieboszczyk i z pewnością przy tym trybie byłbym nim został niedługo. Przyznacie, że z taką głową trudno, zwłaszcza w zapalnej młodości, cieszyć się jednostajnie dobrym zdrowiem.” [Jean Jaques Rousseau, „Wyznania”, s.181, Wyd.Zielona Sowa, Kraków 2003.]

Przy nazwisku Philidora  jest przypis tłumacza Tadeusza Boya – Żeleńskiego, który brzmi tak: „François-André Dancian-Philidor (1726-95) – kompozytor francuski, wybitny szachista i teoretyk szachów swojej epoki, autor Analizy gry w szachy (1748), która pozostała dziełem klasycznym w tej dziedzinie (Rousseau nie mógł w tym czasie czytać Analizy, lecz poznał jej autora w Paryżu.)”[s.181.] Przytoczony obszerny cytat z „Wyznań” jest umieszczony w księdze piątej (1732 – 1738),  a więc jest raczej tak jak pisze o tym Boy. Ale nie wyklucza to wcale tego, że mogła to być (co chyba jest bardziej prawdopodobne) właśnie książka Stammy pt., „Essai sur le jeu des echecs” (1737).

Rasowy historyk w kontekście przytoczonego fragmentu z „Wyznań” mógłby rozważać pewne alternatywy i zapytać np., a co by było gdyby autor „Uwag nad rządem Polski” (1772, ale obecnie też są one aktualne) jednak miał trochę więcej rozsądku i bardziej racjonalnie podszedł do swojego szachowego treningu? Albo co by było gdyby spotkał on osobę, która umiała by go właściwie pokierować na początku jego szachowej drogi? I gdyby tak było, to czy mógłby on kiedyś pokonać sławnego Philidora, a później zagrać w Londynie ze Stammą? Być może wtedy zamiast „Nowej Heloizy”, czytalibyśmy dziś „Nowe idee debiutowe” i nie zaglądalibyśmy w „Marzenia samotnego wędrowca”, lecz analizowalibyśmy „Kombinacje znanego szachisty”, a  rozprawa „Emil, czyli o wychowaniu”, brzmiała by: „Król, czyli o matowaniu”. W szachowej bazie danych jest nawet   partia (czy autentyczna?) rozegrana między Rousseau, a Davidem Humem – przeprowadzono w niej piękną kombinację opartą na temacie: „mat Beniowskiego”.

Z jednej więc strony można powiedzieć tak: być może straciliśmy szachistę, ale zyskaliśmy filozofa; z drugiej zaś strony można pomyśleć –  zyskaliśmy filozofa, ale być może straciliśmy szachistę. Jakkolwiek patrzeć na tę sprawę, dobrze jest, że ostał się przynajmniej jeden, bo czasami jest tak, że nie zostaje nawet jeden.

Rafał Jawor, 2013, IX, 18, Zagorzyn