gru
28
Logo_al_ain
W dniach 17-29 grudnia 2013 roku odbyły się w Al-Ain w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Mistrzostwa Świata Juniorów w grupach wiekowych od 8 do 18 lat (11 rund).

Polskę reprezentowali: Kamil Dragun, Jan Krzysztof Duda, Kacper Drozdowski, Łukasz Licznerski, Damian Lewtak, Łukasz Jarmuła, Ryszard Eggink, Mikołaj Tomczak, Maria Leks, Mariola Woźniak, Oliwia Kiołbasa, Ewa Harazińska, Magdalena Harazińska, Alicja Śliwicka, Tymon Czernek, Oskar Ogłaza, Arkadiusz Babiarz, Paweł Kozłowski, Paweł Teclaf, Laura Czernikowska, Lidia Czarnecka.

Ekipa trenerska: Marek Matlak,  Leszek Ostrowski, Maciej Nurkiewicz, Kamila Klimaszewska, Michał Smoła i Marcin Taboła.

Ostatecznie zdobyliśmy tylko jeden brązowy krążek. Dokonał tego Paweł Teclaf. Serdeczne gratulacje!

Zawiedli nas niestety zawodnicy, na których bardzo liczyliśmy: Jan Krzysztof Duda i Kacper Drozdowski. Duże słowa uznania należą się natomiast Marioli Woźniak i Oliwii Kiołbasy, które zajęły doskonałe 4 miejsce w swych grupach.
Wyniki naszej reprezentacji
MSJ-2013-wyniki
Czekamy teraz na oficjalne podsumowanie mistrzostw ze strony Polskiego Związku Szachowego.

Informacja na stronie ChessBase News.

Strona mistrzostw

Źródło

Wyniki

Akademia

 

 

 

gru
28

Wygląda na to, że Waldemar Świć sam sobie strzelił gola. Jego oskarżenie mnie o namawianie szachistów w Polsce do pójścia drogą Fischera czyli rzucenia szkoły okazało się wymyśloną historyjką i niepodpartą dowodami.

Jak na ironię przytoczył niepodpisany artykuł, który został mu pomyłkowo przypisany przez kilku Internautów. Muszę wyjaśnić, że autorem tego tekstu nie jest Waldemar Świć, lecz  jego kolega znany szachowy historyk z Warszawy Tomasz Lissowski, który to opublikował na swojej stronie w 2002 roku.

Iskrą zapalną do napisania tego felietonu był mój artykuł w Panoramie Szachowej (9-2002) Peter Leko pretedentem! dotyczący turnieju w Dortmundzie i rozegranego w dniach 6-21 lipca 2002 roku, który był jednocześnie eliminacją do meczu o mistrzostwo świata z Kramnikiem.

W finale Leko pokonał Topałowa 2.5-1.5, co dało mu prawo walki z Kramnikiem i wzbogaciło jego kieszeń o 100 00 $. Fragment z mojego artykułu

Leko1

bardzo zdenerwował Tomasza Lissowskiego, który – z pewnością bez czytania wywiadu w Panoramie Szachowej 1/1999 – w swoim opracowaniu Fałszywe równanie oskarżył mnie o złe intencje, co okazało się jednak nieprawdą.

W trakcie mistrzostw świata juniorów w Goa (grudzień 2002), gdzie byłem trenerem polskiej ekipy (Radosław Wojtaszek, Kamil Mitoń i Agnieszka Matras) otrzymałem email z Polski z informacją o tym artykule. Zapoznałem się z jego treścią, ale nie potraktowałem go zbyt poważnie. Tomasza Lissowskiego cenię za jego osiągnięcia badawcze w zakresie historii królewskiej gry, ale jako amator szachowy nie powinien – moim zdaniem – zabierać głosu w kwestiach, w których nie ma rozeznania. Problematyka współczesnych szachów różni się od tych sprzed 100 lat!

Czas pokazał jednak, że powinienem wtedy zareagować. W trakcie dyskusji na forum Polskiego Związku Szachowego o unowocześnieniu Młodzieżowej Akademii Szachowej Bartłomiej Macieja i Krzysztof Pytel oskarżyli mnie o namawianiu młodzieży do rzucania szkół na rzecz szachów.

Artykuł Tomasza Lissowskiego spowodował ugruntowanie pewnej negatywnej opini o mnie w Polsce, która trwa do dnia dzisiejszego. Jeszcze dwa dni temu jeden z kolegów napisał mi w emailu, że nawet moje sprostowanie nie zmieni jej.

Według błędnego osądu, jestem rzekomo autorem stwierdzenia, że jeśli ktoś chce osiągać sukcesy w szachach, to musi wybrać drogę Fischera!

Może nawet dobrze się stało, że Waldemar Świć przypomniał to zagadnienie i dał mi możliwość jego wyjaśnienia. Chyba teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że Tomasz Lissowski mocno zniekształcił problem i przedstawił mnie w negatywnym świetle.

Można zadać tylko pytanie, jaki miał w tym cel?

A swoją drogą, gdyby Bartłomiej Macieja posłuchał mojej rady, to wtedy wybrałby na pewno tę właściwą drogę życiową. A tak studiów nie skończył i nigdy jako fizyk nie pracował, natomiast szachistą jest przeciętnym.

To właśnie ja – jako trener – przestrzegałem swoich podopiecznych przed takimi przypadkami!

gru
27

Zagadnienie literatury szachowej w Polsce jest tuż obok sprawy naszych juniorów, drugim bardzo ważnym problemem dotykającym wszystkich szachistów. Ostatnio na znanych blogach starły się dwa poglądy, dające początek burzliwej dyskusji internetowej. Pierwszy pogląd reprezentowany był przez Krzysztofa Jopka, który wskazywał na niedostatek polskojęzycznej literatury szachowej w Polsce. Drugi pogląd, zdecydowanie odmienny, był mojego autorstwa. Myślę, że dla dobra sprawy warto jeszcze raz powrócić do tego tematu, tak aby sprecyzować nasze (a przynajmniej moje) stanowisko.

Na swoim blogu w artykule pt. „O postawie sportowej i antysportowej” Krzysztof Jopek zadał pytanie o ilość przetłumaczonych na j. polski książek rosyjsko- i angielskojęzycznych. Następnie wymienił kilka ciekawych pozycji książkowych, część z nich już nie pierwszej młodości. Z kolei w jednym ze swoich komentarzy pod wspomnianym wpisem zaproponował przeglądnięcie oferty książkowej sklepu internetowego Caissa (oczywiście chodziło o przykładowy sklep, gdyż sprawa jest natury ogólnej i nie zawęża się jedynie do oferty firmy Caissa) i dokonaniu zliczenia ilości książek polsko- i obcojęzycznych.

Uważam, że nie należy „wprost” zliczać ilości tych książek. Trzeba uwzględnić pewne istotne proporcje. Polskojęzyczni szachiści stanowią bardzo mały ułamek całkowitej ilości szachistów na świecie. Polska jest małym krajem i jej udział w wydawanych (oraz tłumaczonych i potem wydawanych) książkach nie może równać się z analogiczną działalnością wydawniczą w wielkiej Rosji i jeszcze większym angielskojęzycznym świecie. Dlatego myślę, że na ilość dostępnej literatury rodzimej polskiej i przetłumaczonej na j. polski trzeba patrzyć z uwzględnieniem powyżej opisanych różnic. Obawiam się, że nasz kraj nigdy nie będzie potentatem w literaturze szachowej tym bardziej, że ze względów finansowych wydawnictwa prawdopodobnie nie zdecydują się na wydanie starszych tytułów, m.in. tych wymienionych przez KJ w swoim artykule. Pomimo dysproporcji w dostępnej literaturze polskiej oraz przetłumaczonej na j. polski, a obcojęzycznej dostępnej w wersji oryginalnej, myślę że oferty naszych internetowych sklepów szachowych są naprawdę zadowalające, bo obejmują materiały szkoleniowe, prace analityczne, zagadnienia strategii, taktyki, debiutów, gry środkowej, końcówek, a także biografie, ciekawostki, materiały historyczne, itp.

Oczywiście oferta literatury polskiej i przetłumaczonej na j. polski jest przydatna i wręcz niezbędna dla każdego szachisty. Zarówno dla amatora traktującego szachy jedynie jako hobby, jak i dla juniorów szkolących się w tej grze, jak i dla osób bardziej zaawansowanych starających się poszerzyć swoje horyzonty szachowe. Ale warto zauważyć, że szachiści z górnej półki czyli arcymistrzowie nie mogą ograniczyć się wyłącznie do tej oferty wydawniczej. W celu kontynuowania treningu szachowego, podnoszeniu i tak wysokich umiejętności szachowych oraz przygotowywaniu się do ważnych turniejów czy meczów, niezbędne stanie się sięgnięcie po zaawansowaną literaturę obcojęzyczną, rosyjską bądź angielskojęzyczną.

Krzysztof Kledzik

///////////////////////////////////////

Uzupełniające materiały

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4

gru
27

Mam nadzieję, że okres świąteczny był znakomitą możliwością odpoczynku od codziennych problemów oraz dał Państwu wiele pozytywnych myśli i energii. Był także impulsem do znalezienia pożytecznych rozwiązań.

Po świątecznym odpoczynku powracam do mojego hobby, czyli prowadzenia bloga. Zaczynam od wyjaśnienia zarzutów Waldemara Świcia o namawianiu przeze mnie młodzieży do pójścia drogą Fischera czyli rzucenie szkoły. Tę teorię miałem rzekomo ogłosić w Panoramie Szachowej (styczeń 1999).

Przypominam, że jako trener nie tylko zajmowałem się pracą szkoleniową. Interesowały mnie także różne kwestie życiowe moich podopiecznych, np. odwiedzałem szkoły, kiedy były jakieś problemy w nauce, interesowałem się sprawami bytowymi zawodników.

Kiedy stwierdziłem, że najlepszy junior kraju nie ma warunków do trenowania w domu, poruszyłem tę sprawę w czasie spotkania z władzami miasta. Obiecano pomoc i rzeczywiście w ciągu dwóch lat młody zawodnik stał się posiadaczem swego mieszkania. Ci co pamiętają czasy PRL, wiedzą że wtedy była to wielka sprawa: junior-szachista otrzymał w tak krótkim czasie kawalerkę!

Często poruszałem w kontaktach z moimi podopiecznymi sprawy edukacji szkolnej i sytuację zawodowego szachisty. Podkreślałem, że jest to bardzo ciężki chleb i że na taką karierę mogą się zdecydować tylko zawodnicy o dużym talencie, którzy są gotowi podjąć się bardzo trudnemu reżimowi, jakim jest samoszkolenie szachisty: trzeba trenować około 8-10 godzin dziennie i uczestniczyć aktywnie w silnych turniejach. To wymaga wielkiego samozaparcia, ogromnej pracy oraz odpowiednich środków finansowych. Życie szachowego profesjonała nie jest łatwe i związane z dużym ryzykiem!

Moja rada była taka. Jeśli jesteś zdecydowany na taki trud, to zrób to natychmiast po szkole średniej. Spróbuj przez 2-3 lata życia zawodowca, ale jeśli ci się nie uda stanąć mocno na ziemi, to idź na studia. Ale po ich ukończeniu natychmiast podejmij pracę w uzyskanym zawodzie, a szachy traktuj wtedy jako hobby. Natomiast przestrzegałem przed wyborem kariery zawodowca po skończeniu studiów. Bez praktyki zawodowej wasz dyplom wyższej uczelni będzie tylko symbolicznym papierkiem!

Życie wielu polskich szachistów-zawodowców pokazało, że miałem rację…

Teraz zamieszczam fragment mojego wywiadu, który został przeprowadzony przez Jerzego Morasia i opublikowany w dwóch częściach w Panoramie Szachowej (grudzień 1998 i styczeń 1999).

Niech Waldemar Świć dokładnie zaznajomi się z załączonym tekstem i udowodni, że namawiałem szachistów w Polsce do pójścia drogą Fischera czyli rzucić szkołę i już…

Wywiad1A (Kopie 2)Wywiad1A (Kopie)Wywiad2A (Kopie)Wywiad2A (Kopie 2)

 

gru
26

Pan Antoni Huczyński ma ukończone 91 lat i jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej.

Ćwiczy codziennie w poniższy sposób: film.

Nic tylko brać z Niego przykład!

gru
26

lustro

 

Przeglądając zasoby internetu w poszukiwaniu różnych informacji o szachach, natknąłem się na kilka dyskusji o problemie gry w szachy przeciwko sobie. Oczywiście nie chodzi mi o sytuację przedstawioną na załączonym zdjęciu, gdyż jest ona jedynie żartobliwą ilustracją tego artykułu i aluzją do samotności, niezrozumienia i wynikającego stąd wyalienowania niektórych szachistów. Zagadnienie o którym teraz piszę, poddaję pod dyskusję całkiem na poważnie. W niektórych internetowych wypowiedziach pojawiają się głosy, iż gra w szachy przeciwko sobie jest pozbawiona sensu, gdyż gracz będący jednocześnie przeciwnikiem siebie, nie może stworzyć właściwego planu gry, na tyle dobrego aby skutecznie walczyć z oponentem, czyli ze sobą. Czyli to jakby stać na ringu i boksować samego siebie.

Ale druga strona w dyskusji też ma sporo racji, bo taki osobliwy rodzaj pojedynku szachowego można traktować jako formę rozszerzonej i pogłębionej analizy gry oboma kolorami bierek. W trakcie tej specyficznej partii szachowej zawodnik(?) wciela się naprzemiennie w siebie i własnego przeciwnika, starając się znaleźć najlepszy plan gry dla obu stron. Omawianą partię można więc potraktować jako bardzo rozszerzone studium szachowe, będące niezłym wyzwaniem intelektualnym dla entuzjastów naszej gry.

Jestem ciekawy co Czytelnicy tego blogu sądzą o rozgrywaniu partii szachowej tylko z samym sobą, i czy kiedykolwiek tego próbowali? Zapraszam do podzielenia się własnymi spostrzeżeniami.

Krzysztof Kledzik

 

 

gru
23

Mój ostatni wpis pt. „Szachy, juniorzy i brak perspektyw” wywołał sporo emocji, między innymi na blogu Krzysztofa Jopka. Bloger ten zamieścił ripostę na mój wpis, która pomimo że jest bardzo emocjonalna, jest jednak dialogiem z moimi poglądami, z czego się cieszę. Nie oczekuję bezwarunkowego aplauzu dla moich opinii, i zdaję sobie sprawę z tego że napotkam też postawę contra. Nigdy nie twierdziłem że mam absolutną rację we wszystkim. Mylę się tak jak każdy z nas, ale pomimo to pragnę dzielić się z Czytelnikami swoimi przemyśleniami. Tym razem wywołały one żywiołową reakcję Krzysztofa Jopka, który bardzo ostro odpowiedział mi w swoim wpisie. Nigdy nie było moim zamierzeniem personalne atakowanie KJ, a jeżeli tak to odebrał, to przepraszam go. Moim celem była i jest jedynie polemika z poglądami Krzysztofa, szczególnie z tymi, które uważam za błędnie interpretujące polską rzeczywistość szachową.

Czytając wypowiedź Krzysztofa Jopka zamieszczoną w postaci dłuższego wpisu jak i jego komentarzy pod wspomnianym artykułem, dochodzę do wniosku iż moja wcześniejsza wypowiedź została opacznie zinterpretowana. Pisząc o juniorach oraz upadku ich dalszej kariery szachowej w wieku seniorskim, nie miałem na myśli wszystkich juniorów. Byłoby całkowicie błędne namawianie wszystkich juniorów do poświęcenia np. studiów aby zajęli się dalszą, ale ryzykowną karierą w szachach. Duża część juniorów nie ma wystarczających predyspozycji aby kontynuować pracę nad tą dziedziną w stopniu zapewniającym im dostatni byt i wyrobienie marki w świecie. Nie każdy jest tak uzdolniony szachowo aby stać się wybijającym się seniorem. Dlatego pisząc mój poprzedni artykuł miałem na myśli jedynie czołowych juniorów, na przykład tych którzy wchodzili w skład Wojtaszek Comarch Team, ale oczywiście nie tylko. Tylko najzdolniejsi juniorzy mają szansę stać się dojrzałymi szachistami, których nazwiska będą znane i cenione na świecie. Być może zbyt słabo zaakcentowałem ten element mojej wcześniejszej wypowiedzi, stąd wynikło nieporozumienie i błędna interpretacja mojego stanowiska w omawianej sprawie.

Krzysztof Kledzik