Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

mar
02

New Picture (3)

W dniach 23 lutego – 3 marca w Cappelle la Grande odbył się już 29 tradycyjny międzynarodowy turniej otwarty z udziałem 564 zawodniczek i zawodników.

Polskie szachy reprezentowali: WGM Jolanta Zawadzka, WGM Katarzyna Toma, WIM Anna Gasik, WIM Anna Iwanow, WIM Klaudia Kulon, WFM Ewa Przeździecka, FM Michał Bartel, Artur Czyż, Maria Leks, Ewa Harazińska, Radosław Gajek, Mikołaj Winiarski, Łukasz Jarmuła i Aleksander Kaczmarek.

Dokładne wyniki są podane na stronie turnieju: Link

Normy uzyskane przez naszą młodzież – serdeczne gratulacje!

New Picture (4)

Łukasz Jarmuła – norma IM

New Picture (5)

Radosław Gajek – norma IM

New Picture (6)

Ewa Harazińska – norma mistrzyni FIDE

ChessBase News 1

ChessBase News 2

 

lut
28

Kiedyś ktoś mi powiedział, że dewizą trenerów w Polsce jest hasło: „Uczcie się gry środkowej i końcówek, a w debiucie dacie sobie radę”. Natychmiast zareagowałem: To jest dogmat i to bardzo szkodliwy!

Obserwuję grę naszych szachistek i szachistów od wielu lat, analizuję ich partie i publikuję moje komentarze w krajowych pismach specjalistycznych. Od dawna wiem, że faza debiutowa jest najsłabszym ogniwem w grze naszych kadr, zarówno młodzieżowych jak i seniorskich. Zresztą to samo stwierdził niedawno szef naszych trenerów arcymistrz Włodzimierz Schmidt. Na ten temat polecam cykl polemicznych artykułów „Odkrycie” Włodzimierza Schmidta w kategorii Szachy w Polsce, np.

Link 1 

Link 2 

Kilka lat temu zwrócono mi uwagę na juniora Kacpra Pioruna, którego wtedy oceniano na miarę talentu Wasyla Iwańczuka. Przejrzałem wiele jego partii i stwierdziłem, że jego najsłabszą stroną są właśnie debiuty. Wniosek był jasny: był niedostatecznie szkolony i dlatego ten utalentowany zawodnik  stanął w pewnym momencie w swym twórczym rozwoju. Być może to spowodowało, że Piorun w pewnym momencie zajął się solvingiem, gdzie uzyskiwanie dobrych wyników nie wymaga tyle pracy, którą musi normalnie wykonać szachista z dużymi ambicjami sportowymi!

Mój wniosek: Czas najwyższy zmodernizować system szkolenia młodzieży w Polsce. Proponuję zmianę hasła: „Uczcie się gry środkowej i końcówek, a w debiucie dacie sobie radę” na „Uczcie się debiutów, a w grze środkowej i końcowej dacie sobie radę”.  

Oczywiście w tym przypadku nie można też podejść schematycznie. Po opanowaniu początkowej fazy partii i opracowaniu podstawowego repertuaru debiutowego –  trzeba poznawać ważne końcówki i ogólne elementy strategii szachów. Tę wiedzę trzeba systematycznie uzupełniać!

 

lut
27

New Picture (10)

W dniach 19-27 lutego odbył się turniej otwarty w Reykjaviku z udziałem 150 zawodników. Polskie szachy reprezentowali: Grzegorz Gajewski, Bartosz Soćko oraz Marcin Dziuba.

Miejsca naszych arcymistrzów:

7. Marcin Dziuba 7.5 pkt.
14. Grzegorz Gajewski 7 pkt.
46. Bartosz Soćko 6 pkt.

Dokładne rezultaty:

Strona turnieju

Wyniki

ChessBase News 1
ChessBase News 2
ChessBase News 3
ChessBase News 4
ChessBase News 5
ChessBase News 6
ChessBase News 7

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

lut
26

Witam!

Od jakiegoś czasu czytam Pańskiego bloga dosyć regularnie i znajduje w nim wiele ciekawostek o szachach za co serdecznie dziękuje. Jest w nim sporo tematów od aktualnych wydarzeń, kartek z kalendarza, przypomnienie znanych i tych mniej znanych sylwetek szachowych po materiały typowo szkoleniowe. Sporo się mówi o tym, że chociaż kariera szachisty może trwać znacznie dłużej niż w innych sportach wyczynowych, to bardzo ważne jest, by młody dobrze zapowiadający się szachista podjął wraz z trenerem prawidłowe kroki do rozwoju swojej kariery, ponieważ w późniejszych latach ciężej mu będzie rywalizować z czołówką światową i zawodnik może podzielić losy dobrze zapowiadających się juniorów w Polsce, którzy  po pięknym początku szachowej aktywności nie nawiążą do tych sukcesów w wieku seniorskim. Jednak jako, że szachy są wolne od przedziałów wiekowych wiedzą o tym wszyscy i jest jednym z wielu argumentów, czemu ta gra ma w sobie tyle magii. Ja ją zauważyłem także w sylwetce Andora Lilenthala, który niestety zmarł w wielu 99 lat 3 lata temu, a był świadkiem i sprawcą wielu bardzo ciekawych wydarzeń w świecie szachowym (jako jedyny pokonał tylu mistrzów świata, mimo że nigdy nim nie był). Będąc w bardzo zaawansowanym już wieku dalej poświęcał się szachom. Takich przykładów jest więcej i człowiek aż się zastanawia jaki to jest lek na długowieczność i ciągle sprawny umysł do silnej gry. Innym takim przykładem jest Korcznoj. Moja wiedza niestety jest dosyć ogólnikowa i mam sporo braków, ponieważ szachistów podobnego pokroju znalazło by się jeszcze na pewno. Najbardziej przykuł moją uwagę gracz: http://ratings.fide.com/card.phtml?event=2809150. Jeszcze w 2011 roku ten Pan grał w Polanicy Zdroju. Wiem, że doskonale zna język polski, co świadczy, że być może przed wojną był z naszym krajem bardzo blisko związany. Wspominam o tym, ponieważ interesujące jest to, że mimo wieku można w dalszym ciągu czerpać radość z gry w szachy na solidnym poziomie. Jest to temat rzeka, ja czytam o tym jako ciekawostkę, podobnie jak fakt, że Korcznoj jest aktywnym palaczem przez długi okres czasu swojego życia. Mój email jest pisany w nadziei, że jak najdłużej będzie można czytać na Pańskim blogu o świecie szachowym i zaznaczam, że tematy sylwetek szachowych są jedne z moich ulubionych. Oby takich szachistów o których chce się czytać i patrzeć z podziwem na ich dokonania było jak najwięcej!

Serdecznie pozdrawiam

Andrzej Słabicki

lut
25

Zadano mi pytanie, jak powinno się więc – według mnie – uczyć dzieci szachów?

Trzeba zacząć oczywiście od podstaw:

1. Oznaczanie pól szachownicy. Ćwiczenia.
2. Ruchy poszczególnych figur i ich wartość. Ćwiczenia.
3. Możliwości pionków (promocja i bicie w przelocie). Ćwiczenia.
4. Roszady. Ćwiczenia.
5. Cel gry. Ćwiczenia.
5a. Mat. Ćwiczenia.
5b. Szach (podwójny szach). Ćwiczenia.
5c. Pat. Ćwiczenia.
6. Różne obrazki matowe.
6a. Matowanie hetmanem, dwiema wieżami itd. Ćwiczenia.
6b. Matowanie dwoma gońcami. Ćwiczenia.
6c. Pokazanie mata skoczkiem i gońcem bez większych analiz. Wyjaśnienie tylko w jaki sposób powinno się dążyć do siatki matowej. Widziałem na własne oczy treningi trenerów, którzy zamęczali swych podopiecznych takimi końcówkami. Jako ćwiczenia proponuję kilka bardzo prostych pozycji.
6d. Pokazanie różnych sytuacji matowych w pozycjach z większą ilością bierek. Ćwiczenia.
7. Pokazanie krótkich partii przykładowych z typowymi pułapkami (szewski mat itd.). Ćwiczenia.
8. Proste motywy kombinacyjne. Ćwiczenia.
9. Ogólne wyjaśnienie trzech faz gry. Ćwiczenia.
10. Wyjaśnienie znaczenia centrum i rozwoju figur. Ćwiczenia.

Po tym wstępnym przygotowaniu trzeba wreszcie nauczyć ucznia grać w szachy z żywym przeciwnikiem. Większość trenerów pracuje teraz według wskazań starych mistrzów. Na tapetę idą nudne końcówki, co  zniechęca wielu młodych adeptów królewskiej gry do dalszych treningów.  Wiem z własnych wieloletnich obserwacji, że po takich treningach sporo młodzieży przestało interesować się szachami i uczęszczać na zajęcia trenerów-nudziarzy.

Młodzieży trzeba pokazać piękno szachów i w takim kierunku powinny być przeprowadzone dalsze szkolenia. W pierwszym rzędzie trzeba  opracowac podopiecznemu repertuar debiutowy, aby mógł możliwie szybko i poprawnie rozgrywać swe pierwsze partie turniejowe i oczywiście odnosić sukcesy. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że zwycięstwa są motywacją do dalszej pracy i zajmowania się szachami.

Indywidualny styl zawodniczki i zawodnika wykrystalizuje się dopiero po pewnym czasie. Dlatego na początku trener musi to narzucić swemu podopiecznemu. Zaczynamy od posunięcia 1.e4! Musimy najpierw wyjaśnić sens i zalety tego ruchu. Po odpowiedzi 1…e5 proponuję 2.f4 czyli gambit królewski. Trener przygotowuje zbiór kombinacyjnych partii na ten temat i na ich podstawie wyjaśnia główne plany, motywy kombinacyjne oraz sposoby ataku białym kolorem. Oczywiście trzeba wskazać możliwości obronne drugiej strony. Wszystko wyjaśniamy na bazie całych partii. Uczeń musi mieć możliwość prześledzenia także faz przejściowych do gry środkowej i nawet końcówki. Gambit królewski daje duże możliwości zapoznania się z taktyką i nawet strategicznymi elementami szachów. Można też przygotować debiut centralny po ruchach 1.e4 e5 2.d4 exd4 3.Hxd4 Sc6 4.He3 z jasnym planem Gc1-d2, 0-0-0 i atakiem na nieprzyjacielskiego króla. W tym otwarciu jest również wiele kombinacyjnych elementów. Dopiero później można wprowadzić do gry ruch skoczka na f3 (1.e4 e5 2.Sf3) z następnym rozwojem gońca na c4. Ostatnim etapem szkolenia po 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 jest ruch 3.Gb5. Mistrz świata Capablanca nazywał partię hiszpańską kamieniem węgielnym zrozumienia gry pozycyjnej i manewrowania i z tą tezą można się zgodzić!

Uzupełnienie 

 

 

 

 

lut
22

Pierwszy krążek olimpijski w szachach po II wojnie światowej zdobyła drużyna kobieca na Malcie w 1980 roku. Byłem szefem tej ekipy i wraz z zawodniczkami zostałem uhonorowany – za trzecie miejsce – brązowym medalem.

Olimpia1

Olimpia2blog

Już pisałem raz na blogu  o tym największym w moim życiu wydarzeniu, że jako trener kadry dokonałem wtedy niespodziewanego wyboru. Zamiast 54-letniej doświadczonej Anny Jurczyńskiej wstawiłem do składu 18-letnią Agnieszkę Brustman. Dla wielu była to superniespodzianka. Anna Jurczyńska była pięć razy mistrzynią Polski. Na olimpiadzie w Buenos Aires w 1978 roku zdobyła brązowy medal za indywidualny wynik na III szachownicy. Łącznie rozegrała 17 olimpijskich partii, w których zdobyła 12 punktów.

Panią Annę znałem od wielu lat. Przygotowałem ją w 1978 roku do meczu z Małgorzatą Wiese o mistrzostwo Polski. W czasie tego pojedynku byłem jej sekundantem. Anna Jurczyńska zdobyła kolejny tytuł mistrzyni kraju. A tutaj taka decyzja! Dla samej Jurczyńskiej był to szok. Była pewna, że Malta jest w jej zasięgu.

Nie było łatwo uzyskać uznania mojego postanowienia. Zostałem wezwany do ówczesnego prezesa Polskiego Związku Szachowego Czesława Wiśniewskiego. Zadał pytanie: Dlaczego Brustman a nie Jurczyńska? Odpowiedziałem: Agnieszka to jest nasza przyszłość i musimy stawiać na młodzież. Prezes ostatecznie poparł mnie i w ten sposób juniorka, która do tej pory miała na koncie tylko jeden sukces międzynarodowy – mistrzostwo Europy juniorek w 1980 roku – znalazła się w drużynie olimpijskiej.

Na Malcie okazało się, że moja decyzja była znakomita. Agnieszka zdobyła 8 z 11 partii. Pokonała m.in. drugą szachistkę świata Aleksandriję i uzyskała srebrny medal na swojej szachownicy! Natomiast w konkurencji drużynowej Polki zdobyły brązowy medal – pierwszy po II wojnie światowej medal olimpijski i pierwszy w konkurencji kobiet!

Anna Jurczyńska nigdy nie wybaczyła mojego kroku. Ignorowala mnie i nie reagowała na moje gesty powitalne. Na jednym zgrupowaniu kadry w grze korespondencyjnej w Warszawie w trakcie mojego wykładu na temat „Jak rodzi się nowinka debiutowa?” przeszkadzała zadawaniem jakiś pytań, które nie były związane z problematyką zajęć.

Rola trenera nie jest łatwa. Pod warunkiem, że podejmuje samodzielnie decyzje i nie daje sobą manipulować przez działaczy i zawodników. A są tacy, którzy dla „świętego spokoju” wolą się nie narażać i akceptują wszelkie dogodne dla siebie rozwiązania.

 

lut
21

Polski Związek Szachowy przekazał do wiadomości publicznej protokół z zebrania Zarządu z dnia 19 stycznia 2013 roku. Z ciekawością zapoznałem się z jego treścią, bo szukałem w nim informacji o deklarowanym przez am Schmidta nadzorze nad przygotowaniem debiutowym naszej czołówki szachowej. Zagadnienie to związane z ważnym, ale zaniedbanym aspektem polskiego szkolenia szachowego, zostało przedstawione w cyklu artykułów pt. „Odkrycie Włodzimierza Schmidta” (2012/11/17/ i następne). Niestety, w obecnie przedstawionym protokole brak jest jakiejkolwiek wzmianki o realizacji tego zobowiązania. Jakie są tego przyczyny? Czy na razie sprawa „jest rozwojowa”,  i w najbliższym czasie dowiemy się o konkretnych postanowieniach wiceprezesa ds. sportowych, czy może wręcz przeciwnie, pomysł upadł i został odłożony ad acta? Miejmy nadzieję, że am Schmidt wykaże się zaangażowaniem i wytrwałością w realizacji swojego ambitnego, choć niestety mocno spóźnionego zamierzenia.

Moją uwagę przykuły też inne zagadnienia, wymienione w protokole PZSzach-u. Jednym z nich jest uwaga Agnieszki Fornal-Urban, będąca sprostowaniem jej wypowiedzi, zaprotokołowanej w analogicznym dokumencie z dnia 27 października 2012 roku. W tamtym protokole jej wypowiedź brzmiała: „Agnieszka Fornal-Urban wyraziła opinię, że szkolenie kobiet prowadzone jest w stopniu wysoce niezadowalającym”. Obecnie pani Fornal-Urban zamieściła prostowanie, iż „w poprzednim protokole została nieprecyzyjnie zapisana jej wypowiedź, która dotyczyła niewłaściwej organizacji szkolenia kobiet, a nie jego jakości, jak zostało zapisane”. Niewłaściwe szkolenie (w sensie jego jakości) a niewłaściwa organizacja szkolenia, to dwa całkiem odmienne zagadnienia i dziwne jest, jak można je pomylić w trakcie protokołowania. Przecież dyskusja o tych problemach ma całkiem odmienny charakter, i porusza się w niej diametralnie inne sprawy. Warto zauważyć, iż zagadnienie niewłaściwej organizacji jest sprawą techniczną o mniejszej wadze, natomiast problem złej jakości szkolenia to już rzecz o dużym „ciężarze gatunkowym”, mająca bezpośredni wpływ na rezultaty osiągane przez nasze czołowe zawodniczki. W tym miejscu pragnę polecić uwadze Czytelników kwestię braku większych sukcesów naszych pań, trenowanych przez Marka Matlaka. Poza epizodycznymi wygranymi ze światową czołówką, nasze zawodniczki nie liczą się w świecie i zajmują dalekie miejsca na liście rankingowej FIDE (honor kraju ratuje Monika Soćko). Czy zatem Agnieszka Fornal-Urban ma wystarczające podstawy aby być zadowoloną z jakości, a co za tym idzie, (nie)skuteczności szkolenia naszej kobiecej drużyny?

W akapicie poświęconym strategii organizacyjnej, am Schmidt wyraził następującą opinię: „Należy zoptymalizować działania PZSzach, dla osiągnięcia przez nasze zespoły najlepszych rezultatów. Aby osiągnąć ten cel należy wyłonić najlepsze składy drużyn (co w dużym stopniu umożliwia Regulamin Kadry Narodowej) i zapewnić zawodnikom optymalne przygotowanie do tych mistrzostw. Potrzebne więc będą odpowiednio wysokie nakłady finansowe i działania organizacyjne. Należy więc się liczyć z tym, że może być wskazane zmniejszenie środków finansowych na szachy juniorskie i solving”. Aby nasze zespoły osiągnęły najlepsze rezultaty potrzebna jest reorganizacja i unowocześnienie systemu szkolenia szachowego, wciąż opartego na dawnych i mało efektywnych metodach. Natomiast Regulamin Kadry Narodowej jest tak skonstruowany, że umożliwia powołanie tych zawodników, którzy go stworzyli. Zatem nie można tu oczekiwać jakiś spektakularnych posunięć w doborze składu naszych reprezentantów. Natomiast czy te składy są najlepsze? Przy obecnym regulaminie powołania do kadry oraz systemie szkolenia, te składy są najlepsze, bo są jedyne, innych nie będzie.

Mam poważne wątpliwości, czy wpompowanie kolejnych środków pieniężnych w naszą kadrę narodową rzeczywiście przyczyni się do osiągnięcia przez nią najlepszych rezultatów. Czy pieniądze przekazane przez sponsorów oraz specjalne laptopy ofiarowane przez firmę HP rzeczywiście umożliwiły podniesienie poziomu szachowego i sportowego naszych reprezentantów? Jeśli tak, to w jaki sposób i w czym się to przejawia? Obecny poziom szachów juniorskich z pewnością nie jest taki, jakiego wszyscy oczekują. Niestety jest znacznie niższy niż kilka – kilkanaście lat temu. Obawiam się, że zapowiadane zmniejszenie finansowania juniorów negatywnie odbije się na rozwoju i funkcjonowaniu tej gałęzi szachów w Polsce.

W podpunkcie dotyczącym omówienia występów naszych reprezentantów zanotowano, iż: „Starty w Indiach nie były udane dla Radosława Wojtaszka. Arcymistrz wystartował w dwóch turniejach: openie w Kalkucie oraz turnieju kołowym w New Delhi. Niestety, w obydwu turniejach zanotował straty na rankingu. Jak przyznał sam zawodnik, tak długi wyjazd nie służy dobrze na grę i wynik sportowy”. Nie chcę używać zbyt dosadnych słów, ale powyższe tłumaczenie w ustach zawodowego sportowca jest niepoważne. Taką wypowiedź ma prawo przedstawić amator szachowy, nie przyzwyczajony do podróży i udziału w zawodach w dalekich krajach. Ale zawodowi sportowcy odbywają przygotowania psychofizyczne, które umożliwiają szybką aklimatyzację po podróży i odbudowanie swojego potencjału sportowego. W związku z przyjętym przez zarząd tłumaczeniem przyczyny niepowodzeń Radosława można liczyć się z tym, że każdy odleglejszy turniej zakończy się niepowodzeniem am Wojtaszka, usprawiedliwianym przez niego zbyt długim wyjazdem. Czyżby w takim razie do dyspozycji naszego czołowego szachisty pozostawały jedynie krótkotrwałe turnieje wyłącznie w krajach sąsiadujących z Polską?

Krzysztof Kledzik

lut
21

Królewska gra jest pełna przeróżnych „teorii”, które stworzono już bardzo dawno i zostały przez niektórych szkoleniowców przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające podważaniu. Hamuje to twórczy rozwój tych szachistów, którzy szkoleni przez mało elastycznych i nieoświeconych trenerów przejmują te nauki za pewnik.

Jedno jest pewne. Takich trenerów trzeba uświadamiać, że  królewska gra uległa od lat dużemu rozwojowi i obecnie gra się w inne szachy, niż to było 100 lat temu. W tej sytuacji jasne jest, że pewne dawne dogmaty straciły na swej pierwotniej „wartości”.

Kilka lat temu uczestniczyłem w zgrupowaniu szkoleniowym niemieckich trenerów. Ówczesny trener niemieckiej kadry arcymistrz Klaus Darga pokazał pewną swoją partię z młodości. W krytycznej sytuacji miał duży problem z wykonaniem posunięcia. Rozważał ruch skoczkiem na skraj szachownicy, lecz był do tego stopnia „skażony” wskazaniem Siegberta Tarrascha – skoczek na bandzie to hańba szachów – że tego posunięcia ostatecznie nie wykonał. A był to najlepszy ruch, który dawał mu wielką przewagę.

Szef niemieckich trenerów na koniec swojego wykładu dał nam radę: „Koledzy, nie dajcie się omamić dogmatami, których w szachach jest wiele. Bądźcie elastyczni i w takim duchu trenujcie swoich podopiecznych”!

W nowoczesnej teorii otwarć jest wiele przypadków, kiedy skoczek idzie na na skraj szachownicy, ponieważ jest to najlepsze lub nawet jedyne rozwiązanie w danej sytuacji. Znając dobrze teorię debiutów unikamy jakiś absurdalnych przykazań przeszłości!

Inne wskazanie dla początkujących szachistów jest: „Szybko rozwijaj wszystkie figury i zabezpiecz króla”. Tutaj trzeba także wyjaśnić swym podopiecznym, że to jest ogólna zasada. Tymczasem nie zawsze trzeba  tak fanatycznie podchodzić do tej kwestii. Są bowiem otwarcia i warianty, gdzie jedna strona zostawia króla w centrum i atakuje skromnymi środkami bojowymi. Trzeba więc młodych adeptów szachów uczulać na te problemy, że gra królewska jest bardzo bogata w twórcze możliwości i nie wolno ją traktować w sposób doktrynerski!

Przy tej okazji pewna historyjka opowiedziana przez Kazimierza Makarczyka na jednym obozie kadry juniorów z moim udziałem. Zapewniał nas, że jest ona prawdziwa. Mistrz Dawid Przepiórka był fanatykiem szybkiego wykonania roszady. Nawet jeśli pozycja tego nie wymagała, on zabezpieczał najpierw swego monarchę. Pewnego razu koledzy postanowili mu zrobić kawał. Ustawiono dość skomplikowaną pozycję i wszyscy udawali, że jest ona obiektem ich wspólnej analizy. Do klubu wszedł Dawid Przepiórka i z miejsca się tym zainteresował. „Mistrzu, co by pan zaproponował białym w tej pozycji?” – zapytał jeden z uczestników analizy. „Roszada jest możliwa do wykonania?” – wolał się upewnić  Przepiórka. „Tak jest” – padła odpowiedź. „No to panowie, nie ma się co zastanawiać” – i mistrz wykonał roszadę. W tym momencie wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem i ktoś wyjaśnił takie zachowanie. „Mistrzu nam się wydaje, że białe w tej pozycji matują w dwóch ruchach!”.

Oczywiście Dawid Przepiórka ze zrozumieniem przyjął  żart kolegów. Ale ten przykład świadczy, że w szachach naprawdę nie ma miejsca na jakieś dogmatyczne przyzwyczajenia. Szachista musi być szkolony wszechstronnie!

Jeszcze jedna doktryna: „Nie wprowadzaj za szybko do gry hetmana. Najpierw rozwijaj lekkie figury”. W obecnych czasach jest to absurdalna teoria. Jest bowiem wiele debiutów, gdzie do boju wkracza szybko nasza najsilniejsza figura i to ściśle jest związane z danym otwarciem czy wariantem.

Jako początkujący szachista przygotowałem białym  kolorem „Debiut centralny” po ruchach 1.e4 e5 2.d4 exd4 3.Hxd4 Sc6 4.He3 z następnym Gc1-d2, 0-0-0 i szybkim atakiem na partnera. Dla mało doświadczonego zawodnika było to idealne otwarcie, w którym strategia gry była prosta. Tym otwarciem odniosłem wiele zwycięstw.

W części 1 nowej serii Ciekawostki Debiutowe” wydawnictwa Penelopy zaproponowałem dwa interesujące otwarcia dla młodych i jeszcze mało doświadczonych graczy z łatwym do zrozumienia planem gry: 1.e4 c5 2.d4 cxd4 3.Hxd4 Sc6 4. He3 (lub 4.Ha4) z następnym Gc1-d2 i 0-0-0  oraz 1. e4 c6 2.Sc3 d5 3.Hf3  również z szybką roszadą w długą stronę.

W wprowadzeniu napisałem:” W obu grach biały hetman bardzo wcześnie wchodzi do akcji, co jest właściwie zaprzeczeniem ogólnych zasad w szachach, które zalecają włączenie najsilniejszej figury do działania dopiero w późniejszej fazie partii.

Współczesna teoria szachowa elastycznie podchodzi do tych problemów i wyklucza dogmatyczne traktowanie różnych otwarć. Są systemy, w których zaleca się właśnie szybką aktywizację hetmana, aby w ten sposób już na początku partii wkroczył do gry i wziął udział w bezpośrednim ataku na nieprzyjacielskiego króla.

Włączając do swego repertuaru debiutowego oba omawiane systemy – można ominąć bogato rozpracowane i bardzo znane główne warianty. W grę wchodzi jeszcze jeden ważny aspekt: zaskoczenie! Nawet, mało doświadczeni zawodnicy, mogą z powodzeniem wykorzystać ten motyw w swych pojedynkach. Przeciwnik, nawet silniejszy, z braku odpowiedniej wiedzy może się pogubić w zawiłych niuansach tych mało jeszcze znanych wariantów i wybrać słabsze rozwiązania. To są więc dodatkowe atuty młodych graczy, którzy mogą dzięki temu toczyć równorzędną walkę, nawet przeciwko silnym mistrzom…”. 

lut
20

Gość napisał: Przesyłam dwa ciekawe linki. Przypuszczam że są Panu znane, ale z pewnością nie wszyscy czytelnicy blogu wiedzą, co tam wypisywano. Szczególnie osoby młode, albo te które dopiero niedawno zaglądnęły na blog. Niech zobaczą co się działo.

Świadczą one o poziomie dyskusji szachistów o problemach polskich szachów. Nie śledzę forów dyskusyjnych dotyczących innych dziedzin sportu, więc nie wiem co tam się dzieje. Ale tu, pomijając wpisy anonimów, to największe zniewagi, obelgi i opluwanie pochodzi od czołowych szachistów z kadry narodowej oraz od jednego z wiodących trenerów akademii. To jest jakaś nienormalna sytuacja.

Kiedyś były ataki na Pana na forum PZSZach. Tutaj są inne naskakiwania w temacie związanym z Akademią Młodzieżową, w tym am Bartłomej Macieja znowu najeżdża na Pana.

http://forumszachowe.pl/showthread.php/88-Akademia-Szachowa

Natomiast tutaj są naskakiwania na Pana, związane m.in. z problemem debiutów.

http://forumszachowe.pl/showthread.php/870-Tata-Steel-Chess-2011

lut
19

W ostatnim czasie otrzymałem kilka emailów z zapytaniem, jak właściwie należy uczyć szachów początkujących adeptów królewskiej gry. Jest tyle teorii w tej kwestii, że właściwie trudno jest się w tym połapać. Sami trenerzy stosują różnorodne metody szkoleniowe i nie wiadomo, które są prawidłowe. Jak traktować pewne wskazania, które są często różnie interpretowane przez szkoleniowców, publicystów itd.

Zacznę od moim pewnych prywatnych „badań” na przestrzeni wielu lat wśród studentów, pracowników naukowych oraz personelu technicznego uniwersytetu w Dortmundzie. Zadawałem wszystkim dwa proste pytania:

1. Jaka twoim (pana) zdaniem jest najważniejsza faza partii szachowej: początek, środek czy końcówka? Wszyscy bez wahania odpowiadali: „Początek”. Na dodatkowe pytanie: dlaczego? „To jest przecież logiczne, jeśli początek będzie pomyślny, to inne części partii będą łatwiejsze do gry”.

2. To w takim razie od czego powinno rozpocząć się naukę szachów, oczywiście zakładając że znamy już poszczególne ruchy. Odpowiedź: „Od początkowych posunięć, bo to jest najważniejsze. Jak można grać w szachy nie wiedząc, w jaki sposób trzeba zaczynać?”

Podobne pytanie zadawałem graczom klubowym niższych klas. Tutaj odpowiedzi były różne. Ale najczęściej dominowała znana teza: końcówki, ponieważ tak zalecali wielcy mistrzowie przeszłości, np. Capablanca.

Mamy tutaj do czynienia z pewnym fenomenem. Zawodnicy klubowi, którzy mieli już kiedykolwiek do czynienia z trenerami są „zakażeni” pewną ideologią, która nie zawiera w sobie zdrowej logiki. Jest ona oparta o pewne wzorce z przeszłości. Głosili je wprawdzie najsilniejsi szachiści świata, ale to było około 100 lat temu. Oni nie byli szkoleniowcami z prawdziwego zdarzenia, opierali swoje dogmaty na bazie własnych doświadczeń i ówczesnej rzeczywistości.

Wtedy szachy były grą elitarną. Było mało szachistów i imprez szachowych. Trening mógł być prowadzony więc przez wiele lat. Teoria debiutów była dopiero w zalążkach. W turniejach szachowych startowali dojrzali wiekowo zawodnicy.

Obecnie szachy są sportem masowym i wiek nie odgrywa żadnej roli. W turniejach grają nawet dzieci. Każdy chce możliwie szybko odnosić sukcesy i to jest motywacją do dalszej pracy i zajmowania się szachami. Jednakże trudno jest to szybko osiągnąć, jeśli trening jest przeprowadzony w niewłaściwym kierunku.

Na mojej stronie w wspomnieniach opisałem moje własne podejście do szkolenia szachowego. Tylko dzięki temu, że nie uległem powszechnie rozpowszechnianym kanonom, udało mi się szybko dojść do ścisłej czołówki Pomorza w kategorii seniorów. Póżniej nadrabiałem systematycznie wiedzę z gry środkowej i końcowej. Takie podejście do szachów uważam za prawidłową drogę i tak też polecałem moim podopiecznym.

Może ktoś w tym momencie zadać pytanie: „Jeśli uważa pan taki sposób szkolenia za prawidłowy, to dlaczego nie osiągnął pan wielkich wyników sportowych”?

Życie zawodowego szachisty jednak mnie nie odpowiadało i dlatego dość wcześnie zająłem się działalnością szkoleniową. Ale jako zawodnik miałem też pewne sukcesy turniejowe. Przede wszystkim w grze błyskawicznej przez wiele lat zaliczałem się do ścisłej czołówki krajowej. Na polskiej liście rankingowej FIDE w 1981 roku znalazłem się na 10 miejscu z 2400 pkt. Otrzymałem wtedy klasę mistrzowską upoważniającą mnie do pobierania stypendium sportowego w wysokości 8000 zł.

O moich pierwszych doświadczeniach trenerskich pisałem na blogu w kategorii „W roli trenera”

Ten przypadek pogłębił jeszcze bardziej moje przekonanie, że pracę szkoleniową trzeba zaczynać od stadium początkowego, czyli debiutów.

Tak pracowałem z juniorami w punkcie szkoleniowym w Częstochowie. O osiągnięciach moich podopiecznych pisałem na stronie. Potem pracowałem jako trener około 25 lat w Niemczech, mi.in. z kadrą młodzieżową w Essen. Z tej grupy wyrosło dwóch olimpijczyków (GM Lutz i MM Heinbuch), trenowałem wicemistrzynię Niemiec kobiet Reginę Gadau, potem był roczny trening z Naiditschem, 4-letnie szkolenie internetowe  Wojtaszka. Byłem kilka lat trenerem kadry niemieckiej głuchoniemych itd. W mojej pracy trenerskiej kładłem główny nacisk na dobrze dobrane otwarcia i były sukcesy! Przypominam, że byłem tylko trzy lata trenerem zawodowym (1978-1981). W innym okresie była to praca hobbystyczna!

W Polsce jako trener miałem też swoje osiągnięcia. W 1979 roku Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu opublikował listę trenerów i instruktorów szachowych:

1. J.Konikowski 719 pkt.
2. W.Schinzel 665 pkt.
3. H.Śliwiński 657 pkt.
4. S.Witkowski 623 pkt.

Na dalszych miejsca znależli się: 8. W. Schmidt, 24. A.Sydor, 27. R.Grąbczewski, 28. J.Kostro, 34. W.Balcerowski itd.

Na  podobnej liście z 1981 roku stan czołówki był następujący:

1. J.Konikowski 1313 pkt.
2. K.Sikora 635 pkt.
3. W.Schinzel 593 pkt.
4. R.Drozd 475 pkt.
5. W.Jagodziński 472 pkt.
6. T.Tomalczyk 400 pkt.

Dwukrotnie w latach 1979 i 1980 byłem w piątce najlepszych trenerów w częstochowskim sporcie.

Miałem więc spore sukcesy jako szkoleniowiec i swoje doświadczenia oraz wiedzę przekazuję dalej –  w różnej formie – polskim szachistom. Mimo tego niektóre osoby w kraju próbują zdyskredytować moje zaangażowanie na tym polu i także moje osiągnięcia trenerskie!