Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

kw.
19

Bangkok_Chess_Open_Logo

W dniach 12-19 kwietnia w Pattayi (Tajlandia) odbył się 15. Bangkok Chess Club Open.

Świetnie spisał się młody arcymistrz Kamil Dragun, który został ostatecznie sklasyfikowany na 3 miejscu z 7.5 punktami.

Zawiódł Bartosz Soćko, który z 5 numerem startowym i zajął dopiero 24 lokatą z 5 punktami.

Bartłomiej Różycki był 68 z 5 punktami oraz Michał Bartel 87 z 4.5 punktami.

Dokładne wyniki

 

kw.
16

Monografie debiutowe, z uwagi na gotowy materiał, są pomocne w szybkim poznaniu ogólnych planów gry w danym otwarciu. Jednakże zawarty tam materiał musi być stale aktualizowany na bazie najnowszych partii, które należy wyszukiwać w fachowych pismach i w Internecie.

Dlatego zajęcia z otwarciami wymagają wielkiej pracy i to często zniechęca szachistów do tak intensywnego treningu. Podobnie niektórzy trenerzy ułatwiają sobie życie i wolą preferować „Teorię Capablanki”, gdyż tutaj nie potrzeba tyle wysiłku. Praktycznie można z jedną książką o grze końcowej całe życie przeprowadzać zajęcia.

W okresie juniorskim, tak mniej więcej do 12 lat, wiedza o debiutach i silny repertuar debiutowy nie mają jeszcze tak wielkiego znaczenia. Tutaj częściej dużą rolę odgrywa sam talent. Ale potem szkolenie powinno iść już w profesjonalnym kierunku, czyli systematyczna praca nad debiutami i własnym repertuarem.

Ten problem doskonale zrozumiał nasz najsilniejszy arcymistrz Radosław Wojtaszek, który w drugim numerze MATa 2015 przyznał się do codziennej 8-10 godzinnej pracy i to głównie nad debiutami.

Ale jak zmobilizować naszą młodzież do takiego treningu? W pierwszym rzędzie należałoby zmienić mentalność większości szkoleniowców i „ukierunkować” ich na właściwe tory.

Dużym problemem jest brak odpowiedniej literatury fachowej w języku polskim. Należałoby więc zmobilizować trenerów i nawet graczy do pisania książek debiutowych.

Sam wydałem w Polsce 7 takich książek. W latach 1998-1999 byłem redaktorem pisma „Kwartalnik teoretyczny”, który jednak długo nie egzystował. Wydałem też małe publikacje debiutowe w różnych krajowych wydawnictwach, np. „Caissa”, także liczne artykuły w „Magazynie Szachista”, „Panoramie Szachowej”, „Szachy-Chess” i „Przeglądzie Szachowym”.

Dla ciekawości moje publikacje debiutowe w innych krajach:

Niemcy – 30
USA – 9
Włochy – 3
Luksemburg – 2
Republika Czeska – 1

oraz 8 książek w formacie elektronicznym.

Miejmy nadzieję, że może ostatnia wypowiedź Radosława Wojtaszka w Macie 2-2015 zmobilizuje naszą młodzież do studiowania teorii debiutów!

Dodatkowy link

 

kw.
15

W najnowszym piśmie Polskiego Związku Szachowego MAT (2-2015) lider polskich szachów wypowiedział się na temat istoty debiutów we współczesnej praktyce turniejowej.

Specyfika szachów na najwyższym poziomie wymaga perfekcyjnie przygotowanych debiutów, żeby móc zaskoczyć przeciwnika, uzyskać przewagę i zwiększyć swoje szanse.

Oczywiście Radosław Wojtaszek „Ameryki nie odkrył”. Ten temat jest już od dawna znany i był także wielokrotnie omawiany na mojej stronie, blogu i wielu innych publikacjach w pismach fachowych. Byłem wiele razy krytykowany za to przez zwolenników „Teorii Capablanki”, która dominuje właściwie dalej w procesie szkolenia naszej młodzieży.

Zawsze uważałem, że rozwój twórczy i sportowy naszych młodych kadr jest hamowany przez ten przestarzały pogląd. Pisałem o tym nawet niedawno: link  

Zwracałem wielokrotnie w swoich komentarzach pojedynków naszej czołówki na ten aspekt i wskazywałem na przyczyny porażek. Częsty powód tych niepowodzeń to właśnie słabe przygotowanie początkowej fazy partii, niewłaściwie dopasowany do stylu gry repertuar debiutowy itd.

Dobrze więc, że głos zabrał w tej niezmiernie ważnej sprawie najlepszy polski zawodnik. Tylko ta wypowiedź jest bardzo nieprecyzyjna i może dać atuty przeciwnikom debiutów. „Wojtaszek mówi przecież o perfekcyjnym przygotowaniu debiutów na najwyższym poziomie, czyli młodzi nie potrzebują otwarć.”.

Nic mylnego. Właśnie młodzi zawodnicy muszą być bardzo wcześnie „zaszczepieni” problemem debiutów. To był priorytet w mojej wieloletniej pracy szkoleniowej.

W 1999 roku spotkałem wówczas 12-letniego Radka na sesji MASZ w Zakopanem. Uzgodniliśmy współpracę poprzez pocztę elektroniczną. W „Ankiecie” Radek wyraził swoje główne życzenie: ćwiczenie końcówek lekkofigurowych. W trakcie bezpośredniej rozmowy zorientowałem się, że młody zawodnik ma jednak duże luki w repertuarze debiutowym. Zaproponowałem więc zajęcie się głównie tym problemem. Wojtaszek zgodził się z tym i tak przez 4 lata do 14 sierpnia 2003 roku pracowaliśmy przede wszystkim nad doskonaleniem jego repertuaru.

Nie udało mi się namówić go do włączenia do gry ruchu 1.e4, który stosował jego wielki idol Anand. Ale wspólnie pracowaliśmy m.in. nad systemem Najdorfa w obronie sycylijskiej, który Radek stosuje dalej i to z wielkimi sukcesami. Po naszym rozstaniu opublikowałem w 2006 roku zebrany materiał w formie książki: Link

Pisałem już o tym, ale dla przypomnienia „Moje doświadczenia ze współpracy z Radosławem Wojtaszkiem” opisałem na mojej stronie:

Link 1

Link 2

Link 3

cdn

 

 

 

kw.
14

2015DO-Header1

W dniach 5-14 kwietnia 2015 odbył się w Dubai otwarty turniej (9 rund) z udziałem Polaków.

Słabo spisał się członek kadry Mateusz Bartel, który wystartował z 7 numerem startowym. Wynik arcymistrza 6 punktów z 9 partii i 19 miejsce z pewnością nie zadowolił brązowego medalisty ostatnich mistrzostw Europy. Trzeba zwrócić uwagę na to, że Bartel nie grał żadnej partii z silniejszym od siebie przeciwnikiem.

Natomiast doskonale spisał się przewodniczący Rady Przyjaciół Szachów Tomasz Sielicki. Były prezes wystartował z 122 pozycji i zajął z 4 punktami z 9 partii 104 miejsce. Grał aż 6 partii z lepszymi od siebie przeciwnikami. Brawo!

Strona turnieju

Wyniki

 

 

kw.
14

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

 

Przecież analiza rozmowy („Do gołych króli, MAT 4/2013) Kaim – Krasenkow jest prosta jak budowa cepa. Tu nie trzeba wyższej matematyki; wystarczy umiejętność interpretacji tekstu na poziomie podstawówki. Polecam to szczególnie zagorzałemu obrońcy uciśnionych: link. 

Czytamy cały tekst od początku – do końca („Do gołych króli, MAT 4/2013).

Wnioski:

Autor artykułu na początku postawił pytania: co zrobić aby grać lepiej? co polecić szachiście, który już trochę umie, a chce robić dalsze postępy?

Z tym pytaniem zwrócił się do trenera kadry GM Krasenkowa, a ten zaproponował książkę Dworeckiego mówiąc dalej ze studiowanie jej jest zawsze pozytywne. Cała dalsza rozmowa i kontekst wypowiedzi GM Krasenkowa kręci się wokół końcówek (szczególnie teoretycznych) i odnosi się do szachistów, którzy już trochę umieją a chcą robić postępy. Następnie w kontekście nacisku na studiowanie debiutów GM Krasenkow mówi, że studiowanie debiutów nie dotyczy graczy z 1 kat, czy kandydatów, ale tylko profesionalistów – ścisłej światowej czołówki – a w tej Polaków nie ma oprócz Wojtaszka. Oni muszą poświęcić czas na szlifowanie debiutów bo studiowanie końcówek już czynili za młodu. Szachiści 1 kat i kand. winni studować końcówki a profesionałowie ze światowej czołówki debiuty.

Reasumując: GM Krasenkow postawił akcent na końcówki a nie na debiuty!

Nie polecił literatury do nauki debiutów. Nie powiedział aby zawodnicy 1 kat, kand. trenowali debiuty, ba nie polecił trenowania debiutów polskiej czołówce – a ich przecież trenował jako trener kadry! Nie omówił treningu zróżnicowanego: ile debiutów, ile gry końcowej, ile końcówek – i w jakich proporcjach.

Zatem skrót myślowy użyty na tym blogu w postaci „Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem” w pełni oddaje intencje Krasenkowa zawarte w w/w rozmowie.

 

kw.
11

Z prywatnej korespondencji oraz niektórych komentarzy na blogu doszedłem do wniosku, że jednak pewne osoby nie zrozumiały (albo nie chcą pojąć) intencji moich ostatnich wpisów.

Dlatego ten odcinek poświęcam jeszcze tej kwestii w celu ostatecznego jej wyjaśnienia. Zaznaczam, że o tych sprawach już kilkakrotnie pisałem.

Nigdy nie twierdziłem, że jestem „odkrywcą” tezy, że debiuty są najważniejsze w procesie szkolenia młodych szachistów. To moje przekonanie o istocie fazy debiutowej wynikło ze studiowania książek w języku rosyjskim, moich własnych doświadczeń trenerskich zdobytych w Polsce i w Niemczech oraz obserwacji wyników czołówki światowej w turniejach międzynarodowych (także naszej czołówki krajowej) i analizie partii z różnych imprez szachowych.

Niestety problem debiutów w polskich szachach jest lekceważony od dawna i dlatego widać to ogólnie po twórczości naszej czołówki. Zresztą o tym  też już kilkakrotnie pisałem.

Dlatego pozytywnie przyjąłem fakt publikacji artykułów z tej fazy gry w piśmie Polskiego Związku Szachowego. Godne uwagi jest, że to pisze młody przedstawiciel naszych szachów. Może w końcu to zmobilizuje młodzież do pisania książek debiutowych, gdyż to jest poważny deficyt na polskim rynku wydawniczym.

Miałem tylko uwagę do formy przedstawienia tego artykułu przez Daniela Sadzikowskiego. Przy tej okazji przypomniało mi się pewne wydarzenie z mojej pracy zawodowej na uniwersytecie w Dortmundzie. W trakcie pewnej imprezy ktoś zadał pytanie jednemu doktorantowi, skąd wzięło się to jego zainteresowanie chemią i następnie decyzja studiowania tej dziedziny nauki. Odpowiedź: „Miałem świetnego nauczyciela chemii, który prowadził w fantastyczny sposób zajęcia. Miał też ciekawą metodę nauki, która polegała na tym, że regularnie każdy z uczniów musiał przygotować jakiś temat i potem przeprowadzić z niego wykład. Miałem sam ich kilkanaście i to mnie nauczyło samodzielnej pracy. Dzięki temu nie miałem potem żadnych problemów na studiach i teraz w pracy badawczej nad moim tematem doktorskim. Przy tej okazji opowiedział następującą historyjkę: Jeden z uczniów dostał temat Układ okresowy pierwiastków. Przeprowadził go znakomicie. Reakcja nauczyciela po wykładzie: Bardzo dobrze. Tylko ja miałem wrażenie, że to ty jesteś odkrywcą systemu, a nie Mendelejew”.

Dlatego chciałem zwrócić uwagę na formę artykułu, po którym jakiś mało zorientowany w problematyce czytelnik mógłby mieć wrażenie, że to Daniel Sadzikowski jest autorem tych poglądów.

Młodym i mało doświadczonym autorom trzeba zwracać uwagę na tę kwestię, aby uniknąć spotykanych ostatnio przypadków ukazywania się w Polsce różnych publikacji szachowych bez podania źródła i twórczości innych szachistów.

Sam w temacie „Problemy szkoleniowe w polskich szachach” podaję wypowiedzi autorytetów przedmiotu. Linka nie dałem po to, aby się pochwalić moim artykułem, lecz aby zwrócić uwagę na formę używaną przeze mnie w tym tekście.

Wielokrotnie pisałem na blogu, że tutaj poruszana jest różnorodna tematyka. Jeśli komuś jakieś problemy nie odpowiadają, to nie musi się nimi zajmować. Podkreślam, że mój blog jest przeznaczony dla wszystkich sympatyków szachów. Tutaj jest pełna demokracja wypowiedzi. Sam jestem człowiekiem wolnym od 1981 roku i finansowo niezależnym. Nie podlegam żadnym instytucjom i nie muszę się nisko kłaniać jakimś szefom, działaczom itd.

Na blogu może każdy wypowiadać swoje własne poglądy. Jest tylko jeden warunek: teksty i komentarze muszą odpowiadać randze naszej ukochanej gry. Wszelkie wypowiedzi zawierające wulgaryzmy, przeinaczanie faktów i obrażanie osób o innych poglądach będą usuwane!

Na koniec uwaga: Sprawa z wypowiedzią am Krasenkowa została już wyjaśniona przez Krzysztofa Kledzika we wpisie, w którym wytłumaczył że chodziło o skrót – przekazanie myśli am Krasenkowa zawartej w jego wywiadzie w czasopiśmie MAT.

Uzupełniający link, w którym zostały omówione różne zagadnienia.

kw.
11

2015_Liga_Zjazdowa_Szubin

Znany arbiter szachowy z Bydgoszczy Ulrich Jahr od wielu lat działa w środowisku szachistów niewidomych. Jest ich opiekunem, przewodnikiem i sekundantem. Prowadzi również zajęcia szachowe w każdy czwartek.

Fotografia została wykonana w trakcie Drużynowych Mistrzostw KPZSzach. Drużyna Ulricha Jahra gra z zespołem Fala Świekatowo.

Z prawej strony Ulrich Jahr, obok siedzą słabowidzący Józef Wyrzykowski i dalej Andrzej Sargalski.

Autorem zdjęcia jest Piotr Szybowicz, działacz KPZSzach z Szubina.

kw.
10

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

 

Moje reminiscencje po transmisjach internetowych IMP: Link.

Rozbawienie pobudził wracający, jak sam wspomniał – z imprezy związkowej, dyrektor ds. strategicznych, internetowych, międzynarodowych (może jeszcze czegoś, chyba się pogubiłem, hmm) To chyba ta osoba, która zapewnia content na prywatnej stronie chessbrains? Okazuje się, że Wojtaszek nie grał w MP bo musiałby zrobić 8/9 aby nie stracił na rankingu. Wszak dbamy o „polską rację stanu” – jak powiedział szachista-dyrektor z elo poniżej 2000 pkt., i odpuszczamy najlepszego polskiego zawodnika w najbardziej prestiżowej polskiej imprezie. MP zawsze stanowiły wizytówkę polskich szachów. Btw. dziwne, że Nakamura nie boi sie grać w openach…(!)

Uśmiech dostarczył trener ds. wyszkolenia – z notabene 5-letnim stażem na tym ważnym bądź co bądź stanowisku. On jakby urwał się z choinki. Stać go tylko na lakoniczne oceny, a’la informatorowe +- czy -+, który z zawodników jest perspektywiczny, a który nie, któremu kasę damy, któremu nie, tudzież ze swadą totolotkową obstawiał typowania koni w gonitwie dnia. Ba, musi jechać na ligę czeską, aby dowiedzieć się kim jest Klekowski (?!). To już średnio rozgarnięty amator szachów wie, że zdobywca 2. miejsca na IMP ma za sobą też sukcesy akademickie i w blitzu. Rozeznanie selekcjonera budzi najwyższy stopień zdziwienia.

Ciekawostką jest fakt, że trwają rozmowy z nowym trenerem kadry Soćko (Staszek chciał się sprawdzić w biznesie? A może tak konkurs, co?). A co z byłym trenerem? Ano z Krasenkowem taka sama sytuacja jak z Sylupą; nagle zniknął i cisza w kurniku; ani me ani be ani kukuryku – czyli nihil novi sub sole – karawana jedzie dalej. A miał być nastąpcą Kasparowa i Fischera;) Sama transmisja na bardzo wysokim poziomie.

Brawo! Ciekawe komentarze Wojtaszka i niższych rankingowo kolegów.

Sama transmisja na bardzo wysokim poziomie.Brawo! Ciekawe komentarze Wojtaszka i niższych rankingowo kolegów. Bardzo dobre, w pełni merytoryczne i  z dowcipem prowadzenie przez Tazbira (ma szanse zająć miejsce po Kamilu w TVN-ie;) oraz przez Heberlę (potencjał na trenera kadry). Duże dzięki! Konferencja to już inna bajka: Link. Tu przede wszystkim przytyk do dziennikarzy, a niedawno na tym blogu była mowa o dziennikarstwie szachowym. Gdzie wy byliście, gdy odbywała się rzeczona konferencja? To od was zależy jaki merytoryczny będzie przekaz. Czego dowie się Kowalski z pism szachowych? W waszych rękach jest ważne źródło informacji dla naszego środowiska. Nikt się nie przygotował, aby zadawać konkretne pytania! Oddalicie pole aby zarząd mógł brylować swoimi prawdami o potędze polskich szachów. Mieliśmy natomiast pytania na poziomie przedszkola „ile godzin trenować?” albo kabaretu „czy szachy nie odmóżdżają?” Cytując klasyka to „Impotenci szachowi”, „Dyletanci szachowi”. Jako wisienka na torcie można było się dowiedzieć, że Wojtaszek nie grał w MP bo chciał odpocząć, a wyżej była przecież mowa, że może stracić na rankingu… no to jak to jest, kto mówi prawdę? Bał się, czy był zmęczony?

Panowie, nie idźcie tą drogą! Budowanie prestiżu szachów w Polsce, budowanie marki w kontekście szukania sponsorów nie można sprowadzać do komedii, czy pokazywaniu się na tle „ścianki”. Dla pani Czesi, czy pana Zenka to może wystarczy, ale dla poważnego audytu już nie. Takie sztuczki nie ze mną Brunner! Lepiej nie mnożyć niepotrzebnych stanowisk w pzszachu i przeznaczyć kasę (której mało jest jak mówił Murdzia) na młodych, perspektywicznych oraz zachować profesjonalizm i klarowność swoich działań. A dziennikarzom i działaczom polecam lekturę tego bloga, aby mogli brylować wiedzą i dociekliwością na następnych konferencjach.

Z szachowym pozdrowieniem!

 

 

 

kw.
10

Ostatnie wpisy z tej serii wywołały duże emocje. W prywatnej korespondencji do mnie wyrażono różne opinie. Jeden z Internautów uważa, że ta cała awantura była niepotrzebna, ponieważ Daniel Sadzikowski nie ma żadnej pozycji w polskich szachach, więc jego teksty nie mają większego znaczenia.

Z tym się nie mogę zgodzić. Daniel Sadzikowski jest bardzo młodym szachistą i wielka kariera zawodnicza jeszcze przed nim.

Okazało się, że niektórzy Internauci nie zrozumieli istotnego sensu moich tekstów. W głównej mierze chciałem zwrócić uwagę na rzetelność oraz obiektywizm przekazywanych informacji. Zauważyłem, że w niektórych polskich publikacjach nie podaje się źródła, co jest wielkim błędem w sztuce. Np. ukazały się książki z partiami ścisłej czołówki światowej komentowane przez zawodnika chyba II kategorii. Autor nie podaje, skąd czerpał te informacje i to jest niedopuszczalne.

Jest jeszcze sporo innych podobnych książek. Należy się cieszyć, że Daniel Sadzikowski pisze artykuły z teorii debiutów. Ale, moim zdaniem, forma „Ja” jest niedopuszczalna w przypadkach wyrażania ogólnie znanych poglądów, które były już dawno publikowane także w innych polskich pismach fachowych „Magazyn Szachista” i „Panorama Szachowa”!

Przy tej okazji przypomniała mi się sytuacji z czasów istnienia ZSRR. Szachiści, który byli z różnych względów na „indeksie”, podlegali cenzurze. Dochodziło wtedy do absurdalnych sytuacji. Lev Alburt w 1979 roku wybrał „wolność” i został zupełnie skreślony z radzieckich publikacji, np ukazała się książka z jego ostatniego turnieju w ZSRR bez jego partii. Z tabeli wykreślono jego nazwisko. Podobnie było z Korcznojem. Sam kiedyś znalazłem w książce po rosyjsku interesującą partię, w której nie podano nazwiska Pachmana. Podobnych sytuacji było wiele.

Kilka osób ustosunkowało się do komentarza Mateusza Bartla: Patrząc na te wpisy, to człowiek naprawdę zastanawia się, co kieruje tymi ludźmi, że piszą takie debilizmy i są w tym konsekwentni. Ja tego nie ogarniam…

Czy to jest godne redaktora naczelnego „MATa” i kilkakrotnego mistrza Polski oraz olimpijczyka?

Załączam najbardziej łagodny komentarz: „Bartel już kiedyś zademonstrował, że potrafi pisać też chamskie wpisy/komentarze”.

Moja rada dla arcymistrza: należy lepiej zająć się intensywnym szkoleniem szachowym. Oglądałem ostatnio wiele partii, których poziom świadczy na duże braki młodego zawodnika. Wczoraj na turnieju w Dubaju w pojedynku ze słabszym przeciwnikiem Mateusz Bartel cudem uratował przegraną końcówkę. Duże brawa za świetną technikę w grze końcowej, ale szczęście może kiedyś minąć…

Na koniec uwaga jednego z Internautów: Środowisko szachowe nie lepsze od piłkarskiego. Tylko że piłkarze są raczej kulturalni, a kibole nie. A w polskich szachach na odwrót.

 

 

 

 

kw.
09

Panie Pawle,

Odnoszę się do Pana uwag w odcinku  w formie wpisu. Będzie to bardziej klarowne od normalnego komentarza.

Cieszę się, że ma Pan ambitne plany, życzę więc wielu ciekawych artykułów. Mam jednak wrażenie, że nie zrozumiał Pan intencji moich ostatnich wpisów. Nikt nikomu nie zabrania pisania w piśmie MAT artykułów w kwestii debiutów. Właśnie cieszę się, że ten temat znalazł wreszcie miejsce na łamach czasopisma. Sam od wielu lat propaguję wczesną naukę otwarć, co pokazałem we własnej działalności trenerskiej i pracy publicystycznej.

Chodzi mi tylko o jasność wypowiedzi Daniela Sadzikowskiego. A tekst autora jest tak sformuowany, jakby to on sam wpadł na to, że należy pracować nad otwarciami itd. Tak też zrozumieli niektórzy Internauci, którzy napisali do mnie w prywatnej korespondencji. Np. „Sadzikowski napisał artykuł o swoich poglądach na sposób trenowania debiutów”. Więc jak to jest, to są poglądy autora, czy ogólnie znane?

Daniel Sadzikowski użył niefortunnie formy osobowej „ja” i stąd wynikło nieporozumienie. Gdyby użył trzeciej osoby, czyli „zachęca się”, „poleca się” itd. cały artykuł miałby inny sens.

Trzeba brać pod uwagę to, że MATa czytają też amatorzy i początkujący szachiści. Tak przedstawiona wersja  może spowodować tylko nieporozumienie. Ktoś mógły mieć wrażenie, iż to młody zawodnik jest twórcą teorii o debiutach.

Proszę zobaczyć kopię mojego tematycznego artykułu „Zasady pracy szkoleniowej nad debiutami”, który został opublikowany w książce Polskiego Związku Szachowego „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej” (Warszawa 2002). Tam używam właściwej formy i nikt nie może mi cokolwiek zarzucić. Proponuję, aby  Daniel Sadzikowski brał przykład z twórczości doświadczonego trenera.

Mam nadzieję, że jasno wyraziłem swoje wątpliwości.

Wywiad Piotra Kaima z Michaiłem Krasenkowem był fatalnie przeprowadzony. Ta wypowiedź trenera kadry spowodowała spore nieporozumienie wśród szachistów niskich kategorii i mnie wcale nie zdziwiła reakcja Pana Krzysztofa Kledzika. Oczekiwano na szybkie wyjaśnienie sprawy ze strony redakcji MATa, ale to nie nastąpiło. A więc Piotr Kaim jest sam temu winien, że ten temat ciągle „wisi” w powietrzu bez wyjaśnienia. Ten przykład jest świadectwem lekceważenia Internautów, którzy oczekiwali rozwiązania problemu i które nie nastąpiło. Piotra Kaima już nie ma w redakcji. Może Pan w końcu sam wyjaśni ze sławnym  trenerem, co oznacza ten jego „skrót myślowy”?

Uważam, że nie będzie emocjonalej krytyki artykułów zamieszczonych w MACie, jeśli będą one solidnie i uczciwie opracowane!

Teraz sprawa „dyskusji” na pewnym facebooku. Jakimś dziwnym przypadkiem w podobnych atakach biorą przeważnie te same osoby. Tak samo było w 2003 roku w trakcie dysputy o reformie Młodzieżowej Akademii Szachowej.

Zawsze w takich sytuacjach aktywny jest Stanisław Zawadzki, który jest także autorem teorii, że moje książki w Niemczech nie sprzedają się. Spis moich publikacji świadczy coś odwrotnego. Teraz syn znanego działacza wrocławskiego i brat aktualnej mistrzyni Polski błysnął superintelektem:

Stanisław Zawadzki Stop making stupid people famous

Swoją kulturę pokazał także brązowy medalista ostatnich ME i jednocześnie redaktor naczelny pisma związkowego MAT Mateusz Bartel:

Mateusz Bartel Patrząc na te wpisy, to człowiek naprawdę zastanawia się, co kieruje tymi ludźmi, że piszą takie debilizmy i są w tym konsekwentni. Ja tego nie ogarniam…

O innych szkoda słów.