Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

sty
21

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami

Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

///////////////////////////////////////////////

Kontynuacja odcinka 141

Konsultacje 

Akademia działała już kilka lat, ale to, co zobaczyłem w Zakopanem, wprowadziło mnie w zupełne zdumienie. Chodziło o konsultacje fachowe na linii trener – zawodnik.

Na pierwsze konsultacje przyszło do mnie trzech młodzieńców z grupy starszej, którzy akurat ze sobą konkurowali. Z początku myślałem, że to żart. Ale nie, tak ich przydzielił kierownik sesji Ryszard Bernard. Co można było więc robić? Popatrzyliśmy wspólnie trochę partii, porozmawialiśmy i koniec treningu.

Potem przyszły dziewczęta, też konkurentki. Ale tutaj była atmosfera bardziej swobodna. Młode zawodniczki nie miały większych tajemnic przed sobą. Mogliśmy więc porozmawiać trochę o granych debiutach itd.

Oznajmiłem Ryszardowi Bernardowi, że takie zajęcia nie mają żadnego sensu. Uzgodniliśmy więc, że będą teraz rzeczywiście tylko rozmowy indywidualne. Tak się też stało. Tematyka tych konwersacji była różna, choć przeważały debiuty i końcówki. Z grą końcową raczej nie było większych kłopotów. Pamiętam, że pewnego juniora testowałem w zakresie końcówek pionkowych. Rozwiązał wszystkie zadane mu zadania w pamięci z mojej książki „Sprawdź się w końcówkach pionkowych” bez korzystania z szachownicy. Otrzymał najwyższą ocenę.

Gorzej było z debiutami. Zauważyłem, że młodzież ma z tym dość duże problemy. Wielu gra debiuty, których nie rozumie. Niektórzy trenerzy preferują wiedzę encyklopedyczną. Część młodzieży uczy się mechanicznie debiutów do około 15-20 ruchów i potem ma trudności ze znalezieniem właściwego planu gry. Operuje się przede wszystkim kodami, nie nazwami otwarć, czy wariantów. A więc mówi się np. B33, E32 itd.

Ten przypadek opisałem w tekście „Gorzka prawda“ (Szachy/Chess 75/76–2003) oraz ostatnio częściowo na blogu: Link.

Jedno jest pewne, że tylko dzięki konsultacjom indywidualnym (a nie zbiorowym) poznałem rzeczywisty stan wyszkolenia naszej młodzieży.

 Konsultacje z Darią Pokojską

sty
20

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami

Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

///////////////////////////////////////////////

Kontynuacja odcinka 140

W tekście „Gorzka prawda“ (Szachy/Chess 75/76–2003) opisałem pewne przypadki z sesji w Zakopanem, które będę sukcesywnie przedstawiać na blogu.

Prace domowe 

Każdy uczestnik zgrupowania otrzymywał pewne zadania do wykonania. W Zakopanem zauważyłem, iż spora część młodzieży tego nie robi w domu, tylko na miejscu. Oczywiście jakość takich prac była na marnym poziomie, co mogłem się osobiście przekonać. Część młodzieży traktowała tę akcję poważnie i dostarczała dobre opracowania.

Dlatego zaproponowałem dwa wyjścia: albo zrezygnować z tego, albo wprowadzić dyscyplinę egzekwowania tych prac pod karą nie zapraszania takich osób na sesje. Młodzież trzeba uczyć szacunku do trenerów. W innych dyscyplinach sportu jest tak, że niewykonanie polecenia szkoleniowca pociąga za sobą różne sankcje. I tak musi być w szachach. Moja propozycja została pozytywnie przyjęta przez trenerów!

Na mojej ostatniej sesji w Wiśle trzy osoby otrzymały, na polecenie Marka Matlaka, ode mnie do wykonania tematy, które powinny być opracowane do końca 2000 roku i wysłane na mój adres. Zrobiła to tylko Magdalena Kozak z Suwałk. W nagrodę otrzymała za to książkę szachową. Pozostałe dwie osoby zlekceważyły polecenie trenera. Uważam, że takie coś jest niedopuszczalne!

Dlatego zaproponowałem w liście z dnia 3 lutego 2001 roku nowemu dyrektorowi MASZ Ryszardowi Bernardowi, aby wszystkie prace spływały najpierw do niego. Wtedy miałby możliwość kontroli jakości materiałów, monitowania i ewentualnie wyciągnięcia jakiś konsekwencji w stosunku do niesolidnych zawodników. W przypadku nie dostarczenia prac domowych kategorycznie nie zapraszać delikwenta. Musi być jakaś dyscyplina!

Na ten list Ryszard Bernard nie zareagował!

cdn

sty
19

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

Gdzie są te osławione „projekty strategiczne” PZSzach? To było rok temu: Link. 

Było. Teraz nie ma go nawet w „B”.

sty
19

pzszach

Po ukazaniu się 15 stycznia 2016 w wpisie komentarza Internauty Szachista (nazwisko mi znane) treści:

„Zwracam uwagę, że link do tego protokołu został wymieniony na inny. W ten sposób wysokości zarobków działaczy PZSzach zostały ukryte…” otrzymałem kilka zapytań w tej sprawie od Czytelników bloga.

Potwierdzam, że wspomniany link zawierał rzeczywiście listę nagród działaczy PZSzach. Wyróżniała się tam szczególnie wysoka kwota, którą otrzymała pewna osoba.

Listę skopiowałem i mam gdzieś w moim archiwum. Jednakże z uwagi na pilną pracę nie mam czasu teraz na jej szukanie.

Jeśli ktoś jest tym zainteresowany, to powinien zwrócić się z zapytaniem bezpośrednio do władz Polskiego Związku Szachowego: „Za co ta osoba otrzymała tak wysokie wynagrodzenie i dlaczego informacja ta nagle zniknęła ze strony związku”?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sty
18

Kontynuacja odcinka 139

Moje osobiste kontakty z Młodzieżową Akademią Szachową opisałem już kilkakrotnie w różnych źródłach, np. w tekście „Gorzka prawda“ (Szachy/Chess 75/76–2003). Przypominam je więc dla tych osób, które ich nie znają, a mogą poznać mechanizm działania tej „szkoły z tradycjami” (MAT 8-2015)  na bazie moich doświadczeń.

Pierwsza sesja z moim udziałem odbyła się w Zakopanem w dniach 2-10.10.1999. W zaproszeniu nie było tematycznego programu. Zadzwoniłem do Zbigniewa Czajki w tej sprawie i okazało się, że odpowiedzialny za to trener koordynator Młodzieżowej Akademii Szachowej Marek Matlak nic takiego nie przygotował. Plan będzie podany na miejscu – poinformował mnie szef wyszkolenia PZSzach.

Załadowałem więc pół samochodu literaturą szachową oraz notatkami i w ten sposób rozwiązałem problem. Później ta sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy w Wiśle. W sumie byłem trzy razy na sesjach i za każdym razem uzgadniałem na miejscu tematykę mych zajęć.

W Zakopanem okazało się, iż nie było żadnego planu działania i jakiejkolwiek ogólnej koncepcji tematycznej sesji. Kwestię treningów uzgadnialiśmy przed zajęciami i potem taki na gorąco opracowany program dnia wywieszano na tablicy ogłoszeń do ogólnej wiadomości. Młodzież dowiadywała się o tym późnym wieczorem w przeddzień zajęć.

Szybko zorientowałem się, że nie wszystkim uczestnikom odpowiadała tematyka treningów. Część nawet twierdziła, że wiele zagadnień często powtarza się, ponieważ niektórzy trenerzy specjalizują się w pewnych tematach, a są zapraszani na prawie wszystkie zgrupowania. Niektóre wykłady nie były też uzgadniane pomiędzy samymi szkoleniowcami i powtarzały się nieraz na tej samej sesji, co przeżyłem sam na moim drugim spotkaniu w Wiśle.

Kierownikowi sesji w Zakopanem Ryszardowi Bernardowi i obecnym trenerom przedstawiłem „Ankietę zawodnika”. Opracowałem ją kiedyś dla moich podopiecznych w Niemczech i była mi zawsze pomocna w redakcji planu szkolenia. Zaproponowałem, aby ją rozdać uczestnikom do wypełnienia. Tak też uczyniono. Było to znakomite źródło informacji dla nas wszystkich. Pamiętam, że niektóre zaproponowane przez młodzież tematy zostały przeprowadzone jeszcze na zajęciach w Zakopanem.

Zasugerowałem więc, aby ankietę wysyłano przed każdą sesją potencjalnym uczestnikom i na jej podstawie opracowywać programy zgrupowań. Uniknie się wtedy dublowania tematów w trakcie sesji i program szkolenia będzie zgodny z oczekiwaniem młodzieży.

Na kolejnych sesjach w Wiśle ta logiczna propozycja nie została wprowadzona w życie, o czym mogłem się osobiście przekonać. Przypuszczam, że także w kolejnych zgrupowaniach zlekceważono moją sugestię.

ANKIETA ZAWODNIKA

cdn

sty
15

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]

Jakie są warunki uczestnictwa w AMP? Czy trzeba być studentem, nauczycielem akademickim? Co z przynależnością uczelniano-klubową? Np.

GM Marcin Tazbir:

2013 Politechnika Łódzka
2014 Uniwersytet Warszawski
2016 Uniwersytet Ekonomiczny Katowice

sty
14

Kontynuacja odcinka 138

Jak to się stało, że w ogóle znalazłem się w kadrze trenerskiej MASZ? Zadecydował o tym zupełny przypadek.

Na początku 1999 roku byłem z wizytą w Warszawie. Wraz z wydawcą „Penelopy” Jerzym Morasiem odwiedziliśmy siedzibę Polskiego Związku Szachowego na Czerniakowskiej.

Zostaliśmy przyjęci przez Jacka Żemantowskiego oraz Zbigniewa Czajkę. Prezesa poznałem osobiście wcześniej w 1991 roku na turnieju w Polanicy Zdroju. Kilkakrotnie rozmawialiśmy wtedy na tematy szkoleniowe młodzieży. Był mocno zaangażowany w tej kwestii i już tam wspomniał o planach stworzenia centralnego szkolenia w ramach akademii młodzieżowej.

Zanim przystąpiliśmy do fachowej wymiany zdań na różne tematy szachów, Jacek Żemantowski pokazał nam pomieszczenia biura po remoncie. Wyglądało to całkiem imponująco. Prezes się pochwalił, że sam odnawiał meble, które rzeczywiście pachniały jeszcze świeżością.

Za moich czasów, gdy byłem trenerem kadry PZSzach (1978-1981) lokal dzieliliśmy z łucznikami. Teraz szachiści mieli wszystkie pomieszczenia do swojej dyspozycji. Super!

W pewnym momencie prezes poruszył problemy MASZ. „Nie ukrywam, że liczymy na duże postępy naszych kadr młodzieżowych, które w niedalekiej przyszłości powinny zastąpić naszych seniorów” – powiedział.

Z kolei ja podzieliłem się moimi spostrzeżeniami z pobytu na mistrzostwach świata juniorów w Duisburgu i Halle: Link.

Podkreśliłem, że we wspólczesnych szachach bez silnej początkowej fazy gry i optymalnie dopasowanego do stylu gry zawodnika repertuaru debiutowego nie ma większych szans na osiąganie liczących się sukcesów na arenie międzynarodowej.

Zbigniew Czajka oznajmił, że z akademią nie ma nic wspólnego. Jest ona w fachowej kompetencji Marka Matlaka oraz Ryszarda Bernarda i niespodziewanie padła propozycja, abym wziął udział w najbliższej sesji. „Może Jurek wniesie jakieś nowe impulsy”. Jacek Żemantowski przytaknął i tak niespodziewanie wszedłem do grona elity trenerskiej PZSzach!

Nasze spotkanie zostało uwieńczone fotografią.

Od lewej strony: Zbigniew Czajka, Jerzy Moraś, Jacek Żemantowski i Jerzy Konikowski

cdn

sty
11

Paweł Dudziński (zdjęcie z Internetu)

Źródło

 

sty
11

Po ukazaniu się wpisu Adamka (nazwisko mi znane) znowu odżyła sprawa Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego.

Temat ten był dość obszernie przedstawiony na mojej stronie: Link oraz na blogu. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce hasło „Młodzieżowa Akademia”.

Dlatego nie miałem w planie powracać do tego problemu. Jednakże artykuł „Młodzieżowa Akademia Szachowa  – szkoła z tradycjami” autorstwa Agnieszki Fornal-Urban i Marka Matlaka opublikowanego w numerze 8(56)2015 pisma Polskiego Związku Szachowego MAT zachęcił do przypomnienia moich doświadczeń na bazie trzykrotnego udziału w sesjach MASZ, tym bardziej, że była to propozycja kilku Internautów w listach prywatnych.

W ostatnich czasach blog odwiedza coraz więcej nowych Czytelników zainteresowanych informacjami z innej strony, niż oficjalne przekazy Polskiego Związku Szachowego oraz resortowego pisma „MAT”. Pisałem już wcześniej, że ten blog jest w pełni niezależny i niezwiązany z jakimikolwiek układami. Staramy się obiektywnie informować o problemach królewskiej gry, nie tylko z krajowego podwórka. Dlatego jesteśmy często atakowani przez naszych oponentów, dla których „wolność wypowiedzi” czy szacunek dla „przeciwnika” to są puste teorie.

Zapewniam wszystkich naszych sympatyków, że będziemy dalej kroczyć dotychczasową drogą i obiektywnie przekazywać wiedzę z szachowego podwórka.

Dalej będziemy też dyskutować o problemach szkoleniowych polskich szachów i publikowć wszelkie komentarze. Jednak pod warunkiem, że będą one na rzeczowym poziomie, godnym królewskiej gry!

A teraz przechodzę do tematu.

Przypomnę, że Akademia Młodzieżowa Polskiego Związku Szachowego została praktycznie powołana do życia w 1996 roku. Od samego początku jej działalności wywoływała duże emocje.

Krytykowano ją przede wszystkim za brak jakiejkolwiek logicznej koncepcji szkoleniowej oraz wąskiej kadry trenerskiej. Do tego grona było bardzo trudno się dostać, gdyż kierownictwo MASZ konsekwentnie opierało się na kilku tylko nazwiskach…

cdn