[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
Niedawno szef wydawnictwa „Penelopa” Jerzy Moraś poinformował mnie, że pierwszy nakład mojej książki „Ciekawostki Debiutowe 1” został wyczerpany i jest zainteresowany kontynuacją tej serii.
Byłem mile zaskoczony tą wiadomością, gdyż książka, zaraz po jej ukazaniu się, została negatywnie oceniona przez pewnego czołowego trenera Młodzieżowej Akademii Szachowej PZSzach.
Niedawno odbyła się na blogu też dyskusja o monografiach debiutowych. Przyczyną jej była publikacja pewnego „eksperta szachowego”: Link.
Wcześniej na blogu wielokrotnie był poruszany ten temat, np. Link.
W tej kwestii otrzymuję też od czasu do czasu pytania, czy rzeczywiście jest sens kupowania książek debiutowych, kiedy w momencie ukazania się ich na rynku mogą być już niezbyt aktualne.
Na blogu pisałem już wcześniej, że monografie o otwarciach są bardzo cennym ogniwem w procesie szkolenia szachisty, gdyż w istotny sposób przyśpieszają wiedzę o różnych debiutach. Szachista otrzymuje do rąk przygotowany materiał do dalszych studiów: plany strategiczno-taktyczne w poszczególnych wariantach, ogólny wgląd na rozwój gry w danym otwarciu, analizy teoretyczne, wskazówki metodyczne, zbiór ważnych partii wzorcowych itd.
Tej wiedzy młody i mało jeszcze doświadczony zawodnik nie jest w stanie sobie sam przygotować. Książki debiutowe są również niezwykle pomocne trenerom na etapie przygotowań do zajęć szkoleniowych.
Obecnie można kupić jedną lub nawet kilka monografii na temat interesującego nas wariantu i błyskawicznie rozeznać tajemnice danego otwarcia. W krótkim czasie istnieje więc możliwość wprowadzenia nowych elementów w naszej grze.
Co robić w przypadku kilku książek na interesujący nas temat? Jak dokonać wyboru? Kierować się tytułem czy rankingiem autora (autorów)? Sam zalecam moim podopiecznym korzystanie z szerokiego zakresu informacyjnego. Każdy autor, niezależnie od kategorii, ma swoje osobiste spojrzenie na rozwój danego otwarcia, wariantu i przedstawia go na swój sposób. Warto więc poznać doświadczenia kilku teoretyków, aby potem na bazie zdobytej wiedzy wyciągnąć własne wnioski i następnie zastosować je w praktyce turniejowej. Im więcej ma się informacji, tym łatwiej potem jest znajdować plany w czasie gry!
Moja rada: kupować wszystko, co wzbogaci naszą wiedzę o interesującym nas otwarciu, wariantu itd.
Na koniec jeszcze jedna bardzo istotna uwaga. Tak jak w edukacji szkolnej mamy do czynienia z literaturą fachową na szczeblu podstawowym, średnim i wyższym, podobnie jest w szachach. Trener musi polecać więc swoim podopiecznym książki odpowiadające ich klasie sportowej.
Sam w pracy nad różnymi zagadnieniami z teorii debiutów sięgam nawet po bardzo starą literaturę, gdyż tam zawsze znajdę coś ciekawego i cennego.
Przypominam, że choć dział ten w naszym języku jest jeszcze dość skromny, to mamy wiele interesującujących pozycji. Dlatego koniecznie trzeba wspierać w tym zakresie polskie wydawnictwa, aby w ich programie były dalej monografie debiutowe.
Ostatnio wgłębiłem się w treść znakomitej książki znanego rosyjskiego teoretyka Edwarda Gufelda „Obrona królewsko–indyjska”. Kto chce zrozumieć problemy taktyczno-strategiczne tego niezwykle skomplikowanego otwarcia, powinien gruntownie ją przestudiować!
Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)
„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …
///////////////////////////////////////////////
Akademia Młodzieżowa w Wiśle: 3-11 sierpnia 2000 (1)
Na kwietniowym zgrupowaniu w Wiśle uzgodniłem z Markiem Matlakiem, że wezmę udział w sesji jesiennej. Niespodziewanie w lipcu otrzymałem powołanie na sesję letnią. W tekście przeczytałem m.in. „Program sesji ma na celu bezpośrednie przygotowanie słuchaczy do zbliżających się mistrzostw Europy i świata juniorów. Uprasza się (zwłaszcza grupę starszą) o przygotowanie pytań i wątpliwości dotyczących zagadnień debiutowych, gdyż będzie to jednym z tematów podczas konsultacji indywidualnych”.
Program oceniłem pozytywnie i dlatego spontanicznie potwierdziłem swoje uczestnictwo w sesji, mimo że planowałem przyjazd do Polski dopiero na jesień. Teraz byłem już przekonany, że w Wiśle będzie na pewno Wojtaszek. W końcu ta sesja miała na celu bezpośrednie przygotowanie do najważniejszych imprez juniorów w tym roku.
Zastanowiło mnie jednak zdanie: „Prosimy o przygotowanie 3-4 wykładów”. Nie otrzymałem żadnej propozycji tematycznej. Pomyślałem sobie, że to będzie na pewno podobna improwizacja, jak na poprzednich sesjach. Wkrótce się przekonałem, że miałem rację.
Każdy udział w sesjach kosztował mnie dwa tygodnie urlopu wypoczynkowego, jazda samochodem w jedną stronę około 1100 km. Otrzymane honorarium pokrywało praktycznie koszty podróży. Ale to nie miało dla mnie większego znaczenia. Moim celem była chęć podzielenia się wiedzą i doświadczeniem trenerskim z polską młodzieżą!
Krótko przed rozpoczęciem sesji dowiedziałem się, że znowu nie będzie Radka Wojtaszka. W taki to sposób czołowy szkoleniowiec Polskiego Związku Szachowego Marek Matlak dał mi do zrozumienia, że nie zaakceptował mojej koncepcji opieki szkoleniowej młodzieży, która nie ma na codzień możliwości systematycznego treningu. Dla przypomnienia link.
W Wiśle czekała mnie kolejna niespodzianka. Przydzielono mi grupę najmłodszych i ulokowano w małej salce. Nie było oczywiście obiecanych zegarów. Zresztą nie było warunków do przeprowadzenia ćwiczeń praktycznych. Stoliki przylegały ściśle do siebie i na dwie osoby przypadał jeden komplet szachów. Poprosiłem Matlaka o większą salę. Tłumaczył się, że nie otrzymał do dyspozycji innych pomieszczeń. Była to nieprawda. Potem miałem okazję obejrzeć ośrodek, w którym mieszkaliśmy, i było tam kilka wolnych sal, w których można było przeprowadzić bez problemu odpowiedni trening.
cdn
Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)
„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …
///////////////////////////////////////////////
Kiedyś znajoma mi osoba opowiedziała następującą historię. „Byłem na pewnym turnieju świadkiem takiego wydarzenia. Siedzieliśmy po rundzie w licznej grupie trenerów, opiekunów i zawodników. W pewnym momencie ktoś wymienił pana nazwisko. Zaskoczyła mnie całkowicie gwałtowna reakcja znanego trenera. Dostał jakiś nerwowych drgawek, po czym nastąpiła lawina niecenzuralnych epitetów w stosunku do pana…”.
Ciekawe jest to, że tego trenera nigdy w życiu nie widziałem, nigdy z nim nie rozmawiałem i nigdy nie wypowiedziałem o nim negatywnego słowa. Natomiast z jego strony były ataki na moją osobę…
Od lat wiem z różnych źródeł, że mimo mojego wielkiego zaangażowania (liczne artykuły, książki itd.) w sprawach polskich szachów wyczynowych, są ludzie negujący te osiągnięcia. Nazywa się mnie pieniaczem, wichrzycielem itp. Przypina mi się różne „laurki” w rodzaju: poleca młodzieży rzucanie szkoły na wzór Fischera, krytykuje solving i dewaluuje sukcesy solvingowców, cieszy się z niepowodzeń polskich szachistów, ponieważ często komentuje i publikuje przegrane partie naszej czołówki, oczernia polskich trenerów itd.
Oczywiście są to brednie rozpowszechniane przez moich oponentów. Kilkakrotnie obalałem te wymyślone „teorie” w moich artykułach w fachowej prasie krajowej i na blogu. Mimo tego są one dalej powtarzane przy różnych okazjach.
Jednocześnie otrzymuję wiele przyjaznych listów od osób, które zwracają się do mnie z różnymi pytaniami szkoleniowymi, informują mnie o problemach w polskich szachach, przysyłają wartościowe materiały oraz zachęcają do dalszej aktywnej działalności na rzecz naszych szachów!
Np. dla przypomnienia: Link 1 i link 2.
Jak już wcześniej wspomniałem, zarzuca mi się oczernianie polskich trenerów, szczególnie współpracujących z Młodzieżową Akademią Szachową. Nie ma w tym krzty prawdy. W moich tekstach opieram się na własnych doświadczeniach, czyli na autentycznych faktach!
Teraz wracam do trzeciej sesji w Wiśle (3-11 sierpnia 2000).
Przypominam, co pisałem w odcinku 156:
Z Markiem Matlakiem uzgodniłem, że przyjadę na sesję jesienną. Ale wyraziłem dwa życzenia: obecność Wojtaszka i dostęp do zegarów. Otrzymałem zapewnienie, że nie będzie z tym żadnych problemów!
W następnej części opiszę, co mnie spotkało w rzeczywistości.
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
„Dlaczego kobiety nigdy nie będą grać tak dobrze w szachy, jak panowie i ile można zarobić biorąc udział w szachowych turniejach. O kulisach tego sportu opowiedziała w rozmowie z Maciejem Jermakowem Monika Soćko – jedyna w Polsce arcymistrz.
Maciej Jermakow: Jak nasi zawodnicy wypadają na tle światowej czołówki?
Monika Soćko: Nie wypadamy tak dobrze jak polscy siatkarze, ale nie jesteśmy też tak nisko, jak naszapiłka nożna. Ale trzeba rozdzielić to na szachy damskie i męskie. Nam udało się niedawno zdobyć brązowy medal na drużynowych mistrzostwach Europy, a panowie już od kilku lat nic dużego nie wygrali. Generalnie polskim szachom jeszcze sporo brakuje do wejścia do czołowej dziesiątki.
Mówi pani o szachach damskich i męskich. Dlaczego na zawodowym poziomie zwycięstwa pań nad mężczyznami są rzadkością. Przecież w tym sporcie czynnik fizyczny odgrywa bardzo małą rolę…
Wiele razy zadawano mi to pytanie, ja długo się nad tym zastanawiałam i myślę, że w grę wchodzi kilka czynników. Kobieta jest matką, więcej czasu poświęca rodzinie, mężczyzna potrafi więcej czasu oddać szachom, panie może trochę szybciej tracą cierpliwość. Ważne jest też myślenie przestrzenne – kobieta nie jest… nie chcę sobie robić pod górkę, mówić, że mózg kobiety jest mniej pojemny, no ale niestety w pierwszej setce rankingu jest tylko jedna kobieta.
Jakie czynniki odgrywają najważniejszą rolę w szachach. Fizyczne zmęczenie występuje?
Na pewno talent, ale przede wszystkim ciężka praca, musimy dużo trenować. Co ciekawe, fizyczne przygotowanie też jest niezbędne. Ja na przykład dużo jeżdżę na rowerze. Nasza partia trwa około 6 godzin, turniej składa się z 9 rund, do tego dochodzi analiza partii itp. 6. dnia jest już naprawdę duże zmęczenie. Nam dobre przygotowanie fizyczne bardzo się przydało na ostatnich mistrzostwach Europy, bez tego o sukces byłoby trudno.
Ile czasu trzeba poświęcić na treningi?
5 godzin dziennie. 3-4 szachowo i godzina ruchu.
W przypadku polskich czołowych szachistów możemy mówić o zawodowstwie? Da się z tego wyżyć?
Tak, w naszym kraju mamy co najmniej kilkunastu zawodowców. Są to ludzie po studiach, które dałyby im pracę, ale kochają szachy. Zarabiać możemy przede wszystkim grając w ligach zagranicznych. Czechy, niemiecka Bundesliga, liga w Islandii, liga w Grecji – jeździmy po całym świecie. Za ostatni brąz na mistrzostwach Europy dostałyśmy 3 tysiące euro.
Zdarzyły się przypadki dopingu w szachach?
Nie słyszałam o tym. Choć miałam ostatnio kontrolę, to nie wiem jakie są wytyczne.
Gdzie szachy cieszą się największą popularnością?
Nic się nie zmieniło od lat – w Rosji wciąż szaleją na punkcie szachów, ogromne trybuny są najczęściej wypełnione. Podobnie zaczyna być w Gruzji, Armenii – wszystko w bloku wschodnim. Coraz więcej o tym sporcie mówi się też w Indiach”.
Po ukazaniu się wpisu Przed końcówką jest debiut! (24) znowu rozgorzała na blogu dyskusja o znaczeniu debiutów we współczesnych szachach. Ten temat był tutaj już wielokrotnie omawiany.
Np. przypominam taki wątek:
Kilka lat temu studiując książkę Stanisława Gawlikowskiego „100 zwycięstw polskich szachistów“, Penelopa 1997, natknąłem się na stronie 122 na opis udziału Bogdana Śliwy w turnieju w Budapeszcie w 1952 roku.
Autor napisał: „Przez dwa powojenne dziesięciolecia w polskich szachach królował Bogdan Śliwa. Debiutując w pierwszych powojennych mistrzostwach Polski w Sopocie w 1946r., odniósł wielki sukces – zajął I miejsce i zdobył pierwszy (z sześciu w całej karierze) tytuł mistrza Polski. Po raz drugi zdobył tytuł w 1951 r., rozpoczynając całą serię zakończoną dopiero w 1954 r., a po raz ostatni został mistrzem kraju w 1960 r.
Gdy w 1952 r. Węgrzy organizowali wielki turniej poświęcony rok wcześniej zmarłemu jednemu z najsilniejszych szachistów okresu międzywojennego – Gezie Maróczy`emu, właśnie Śliwa miał bronić imienia polskich szachów. Trudno było liczyć na sukces, skoro startowali między innymi Keres, Geller, Botwinnik, Smysłow, Stahlberg, Szabo, Petrosjan, ale można się było wiele nauczyć, a przy okazji pokrzyżować plany nawet najwybitniejszym arcymistrzom. Wiadomo było, że najsilniejszą stroną Polaka jest gra środkowa, a najsłabszą debiut. Niestety, z losowania wynikało, że już na starcie nasz mistrz będzie walczył z całą czołówką. Obnażyła ona bezwzględnie braki w przygotowaniu teoretycznym Polaka. Efekt był tragiczny. Po 10 rundach na koncie Śliwy widniało tylko 1.5 punktu …
//////////////////////////////////////////////
Stanisław Gawlikowski przypomniał w swej książce problem przygotowania teoretycznego, który jest „odwieczną zmorą” polskich szachów. Już jako początkujący szachista zastanawiałem się, dlaczego nasi mistrzowie Polski z reguły zajmują końcowe lub nawet ostatnie miejsca w turniejach międzynarodowych. Dlaczego nasi czołowi zawodnicy są najsłabsi w tzw. „Krajach Demokracji Ludowej”? Rzadko byliśmy świadkami jakiś sukcesów turniejowych naszych asów.
Później już jako trener analizowałem tę kwestię i doszedłem do wniosku, że w innych krajach mocny nacisk kładziono na fazę debiutową. Tymczasem u nas ten problem traktowano mocno ulgowo i preferowano przede wszystkim grę środkową i końcówki. Modna była taka teza: „Studiuj grę środkową i końcówki, a w debiucie dasz sobie radę”.
Dlatego trenerzy często marginalnie zajmowali się tym zagadnieniem. Preferowano ogólne plany gry w otwarciach, co nie było wystarczające już na wyższym szczeblu. Kiedyś opisałem w „Magazynie Szachista” przypadek czołowego krajowego szkoleniowca, który „opracowywał” w słupku warianty debiutowe bez komentarza i kazał się uczyć ich na pamięć. Na kolejnym treningu sprawdzał, czy uczniowie wykonali zadania domowe.
Sam jako trener polecałem swoim podopiecznym pracę nad teorią debiutów polegającą na studiowaniu całych wzorcowych partii, aby w ten sposób prześledzić fazy przejściowe do gry środkowej i nawet końcówki. Można poznać przez to typowe plany gry i ważne struktury pionkowe. Ta wiedza ułatwi nam zrozumienie problemów strategicznych i taktycznych w granych przez nas otwarciach.
O tych problemach piszę w swojej najnowszej książce Szachy dla przyszłych mistrzów.
Problemy nauki debiutów poruszałem wielokrotnie w artykułach w fachowej prasie i książkach, także na tym blogu i stronie.
Tymczasem u nas w Polsce są osoby, które w dalszym ciągu preferują teorię Capablanki sprzed 100 lat!
W artykule „O statystyce i prognozowaniu” (Magazyn Szachista, luty 2005) pisałem, że od wielu lat zajmuję się analizą gry czołówki polskiej i moimi wnioskami dzielę się na łamach krajowej prasy fachowej.
Dlatego nie usprawiedliwiajmy często przeciętnych wyników naszych kadr w turniejach międzynarodowych przejściowym brakiem formy. Dokładna analiza rozegranych partii ilustruje ogólnie niedostateczne przygotowanie początkowego stadium gry.
To jest niepokojące zjawisko, ponieważ w wielu krajach już dawno zrozumiano, że bez dobrej znajomości otwarć szachowych oraz optymalnie opracowanego do stylu gry repertuaru debiutowego nie można liczyć na postęp zawodniczki i zawodnika. Bez tych umiejętności nie można oczekiwać na znaczące sukcesy międzynarodowe.
Dlatego my nadal mamy tylko jednego zawodnika potrafiącego walczyć z czołówką świata!
Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)
„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …
///////////////////////////////////////////////
Sesja w Wiśle 13-21.04.2000 (2)
Z moją grupą
Powracam do moich treningów. Została przydzielona mi utalentowana grupa średniaków, w której m.in. byli: Dorota Czarnota, Paweł Czarnota, Marcin Tazbir, Piotr Brodowski, Dominika Hermanowicz itd.
Tematem zajęć były różne formy ataku na króla. Wobec braku zegarów musiałem zrezygnować z zajęć praktycznych. Na szczęście sala treningowa była duża. Każdy miał swój stolik i komplet szachów. Na tablicy demonstracyjnej pokazywałem różne partie wzorcowe. W krytycznych momentach zadawałem wiele pytań, na które młodzież musiała po analizie odpowiedzieć. Była dyskusja i wymiana uwag. Był to trening aktywny. Taka forma szkolenia jest też bardzo efektywna, pod warunkiem, że trener zadaje wiele pytań i zmusza tym samym podopiecznych do intensywnej pracy. Młodzież pracowała sumiennie i otrzymała ode mnie bardzo dobrą ocenę.
W konsultacjach indywidualnych spotykałem się z wieloma osobami. Analizowaliśmy własne partie, ciekawe pozycje i końcówki. Marcin Tazbir zainteresował mnie interesującym wariantem po ruchach 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Gg5 e6 7.f4 Sc6!?
Wspólna analiza pewnej partii: Paweł Czarnota, Marcin Tazbir i Piotr Brodowski
Pisałem już o tym na blogu. Dla przypomnienia:
Ten przypadek opisałem w piśmie w tekście „Gorzka Prawda” (Szachy-Chess 75-76 2002).
Wycinek (jest tylko błąd: sesja odbyła się w Wiśle, nie w Zakopanem):
O tym pisałem też w książce Polskiego Związku Szachowego „Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej”, Warszawa 2002.
Wariant mnie zainteresował do tego stopnia, że rozegrałem kilkanaście tematycznych partii pocztą elektroniczną i owoce moich doświadczeń opublikowałem, w periodykach: Chess Base Magazine (76-2000) oraz Fernschach (4-2002). Cały obszerny rozdział ruchowi 7…Sc6!? poświęciłem w mojej książce o obronie sycylijskiej: link.
Marcin zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie przypuszczałem wtedy, że kilka lat później zaatakuje mnie w wyjątkowo paskudny sposób. Można się z tym zapoznać po wpisaniu w wyszukiwarce hasła: Marcin Tazbir.
Maciej Brzeski z Koszalina poprosił mnie – przykładem współpracy z Radkiem Wojtaszkiem – o pomoc fachową drogą internetową. Zgodziłem się, ale do tego wrócę jeszcze w późniejszych odcinkach.
20 kwietnia dałem symultanę na 7 szachownicach. Trzy partie zremisowałem (Tomczak, Andrzejczyk i Gościniak) i 4 wygrałem (Brzeski, Przeździecka, Leks i Jackowska).
Atmosfera na sesji była znakomita. W czasie zajęć sportowych odbył się turniej halowy w piłce nożnej zorganizowany przez Annę Domaradzką-Żyłę. W sumie byłem zadowolony z pobytu w Wiśle, choć pozostał pewien niedosyt: nieobecność Radka Wojtaszka i brak zegarów.
Z Markiem Matlakiem uzgodniłem, że przyjadę na sesję jesienną. Ale wyraziłem dwa życzenia: obecność Wojtaszka i dostęp do zegarów. Otrzymałem zapewnienie, że nie będzie z tym żadnych problemów!
[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj logotypu PZSzach]
[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]
„Zawody rozgrywane są systemem szwajcarskim na dystansie 9rund”
http://www.pzszach.org.pl/userfiles/file/Regulaminy/2016/Regulamin_IMP%202016.pdf
„IMP oraz IMPK zostaną rozegrane systemem kołowym na dystansie 9rund”
http://pzszach.pl/wp-content/uploads/2016/02/Komunikat-Organizacyjny-IMP-i-IMPK-2016.pdf
W dalszym ciągu na niektórych blogach i w krajowych publikacjach szachowych toczy się dyskusja o znaczeniu fazy debiutowej we współczesnych szachach.
Czy powinno się dalej poważnie traktować teorię Capablanki, że należy rozpoczynać naukę gry w szachy od końcówek?
Na ten temat toczy się w Polsce od lat dyskusja, również na tym blogu. Z tego względu, że w dalszym ciągu są jakieś wątpliwości i pytania Internautów, zdecydowałem się wracać od czasu do czasu do tej kwestii.
Przypominam, że podobną teorię głosił Siegbert Tarrasch.
Ale to było przecież około 100 lat temu. Wtedy było inne podejście do szachów. Teoria debiutów nie była tak szeroko rozpracowana. Nie było tylu szachistów, nie rozgrywano takiej liczby turniejów, co obecnie. Nie wychodziła taka masa literatury szachowej. Wtedy była zupełnie inna technika gry…
Kiedyś czytałem w pewnej gazecie artykuł o rozwoju techniki wyjścia z progów skoczków narciarskich. W ciągu kilkudziesięciu lat sylwetka skoczka zmieniala się wielokrotnie. Zupełnie inaczej skakał Marusarz w 1939 roku od Małysza i teraz zostały opracowane nowe techniki skoków. Chodzi o to, że o długości skoku decyduje doskonałość aerodynamiczna oraz tzw. kąt natarcia, czyli kąt pomiędzy płaszczyzną nart, a kierunkiem lotu. Te techniki wypracowywano sobie przez wiele lat.
Natomiast w szachach wielu krajowych trenerów trzyma się ciągle sloganu Capablanki i w takim kierunku szkolą swoich podopiecznych. Ogólnego poziomu polskich szachów i pozycji w świecie to nie podnosi. Mamy tylko jednego zawodnika, który przekroczył granicę 2700 punktów w rankingu FIDE. Jak na ironię jest nim Radosław Wojtaszek, który wielokrotnie głosił, że pracuje głównie nad debiutami!
Niedawno na blogu jeden z Internautów napisał: „Jest rzeczą normalną, że każda dziedzina życia zmienia się, np. technika, nauka, sport, itd. Teoria i praktyka danej dziedziny potrafi znacznie różnić się od tej, uprawianej kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu, a czasami dochodzi nawet do zmian rewolucyjnych, nieomal całkowicie odwracających dawne standardy postępowania. Dlaczego zatem szachy mają być „odporne” na ewolucję?“
Dla przypomnienia teorie wybitnych mistrzów świata:
Jose Raul Capablanca – mistrz świata w latach 1921- 1927: Błędem jest nauka debiutów bez związku z następującą po nich grą środkową i końcówką. Nieprawidłowa jest też nauka gry środkowej bez myślenia o końcówce, która może powstać. Stąd wypływa wniosek, że naukę gry w szachy trzeba rozpoczynać przede wszystkim od końcówki, a następnie, gdy osiągnie się w niej odpowiedni poziom, można przejść do nauki początkowej fazy partii i gry środkowej połączonych z końcówką.
Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.
Garri Kasparow – mistrz świata w latach 1985 – 2000: Nie ma znaczenia jak dobrze grasz, nie możesz spodziewać się dobrych wyników kiedy masz przegraną po debiucie.
Magnus Carlsen – mistrz świata od 2013: Głównie pracowałem nad otwarciami (przed meczem z Anandem). Myślę, że końcówki i grę środkowo opanowuje się dzięki grze turniejowej. W tym sensie nie trenowałem tych faz gry, które są moją siłą.