Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

sie
18

Kontynuacja odcinka 11

O olimpiadzie na Malcie 1980 napisał świetny artykuł Krzysztof Bazylow (Przegląd Sportowy 19 XII 1980).

sie
17

Kontynuacja odcinka 10

Znakomity autor książek szachowych Stanisław Gawlikowski był świadkiem zmagań olimpijskich na Malcie w 1980 roku i owocem tego powstał poniższy artykuł (Życie Warszawy, 15 grudzień 1980).

Zwracam uwagę na końcowe zdanie, z którego nie wynika, że wraz z naszymi zawodniczkami stałem na podium i wręczono mi także brązowy medal.

Ten sukces przypisano potem Andrzejowi Filipowiczowi w kąciku szachowym w śląskiej „Panoramie”, który redagował Stefan Gawlikowski – syn Stanisława. O tym poinformowała mnie jedna z zawodniczek drużyny z Malty w liście z dnia 22.12.1982 roku. M.in. napisała: „Dzisiaj wysyłam sprostowanie do Panoramy … Pragnę doprowadzić do ścisłości w informacji”!

Sam Andrzej Filipowicz uczciwie przedstawiał wydarzenia na Malcie, np. w lipcowym numerze (strona 17-18) „Magazynu Szachista” 2016.

Natomiast w mojej sylwetce w encyklopedii Władysława Litmanowicza i Jerzego Giżyckiego pt. „Szachy” w tomie 1 (Sport i Turystyka, Warszawa 1986) na stronie 456 tej informacji nie ma!

Jak na ironię, Władysław Litmanowicz był zatrudniony na Malcie w roli sędziego rundowego i widział mnie na podium.

Dla przypomnienia: Link.

sie
17

To jest Środowisko? Towarzystwo? Zwolenników? Miłośników Królewskiej Gry w Szachy, czyli po ludzku szachistów wiejskich.

Dobrym duchem tego towarzystwa był pan Redaktor Czesław Krulisch. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się u stóp Jasnej Góry i szczęśliwym trafem uczestniczyliśmy we mszy świętej dla Polonii. Tam zrodziła się we mnie myśl, aby zorganizować pielgrzymkę na Jasną Górę naszego środowiska. Osobiście byłem już pięciokrotnym uczestnikiem pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, nie licząc kolejowych (pociągiem z traktorzystami w dniu 3. maja 1957 roku, po której to pielgrzymce uwolniony już ks. Prymas do Watykanu z kopią Cudownego Obrazu pojechał. A inna kopia Cudownego Obrazu poczęła peregrynację po parafiach Polski… Witałem tę kopię w wielkim tłumie w Wieluniu i Piotrkowie i w Szczecinie…

Pomysł zyskał poparcie Mariana i przychylność dra Freya a nawet Prezesa Żemantowskiego, który zapowiedział, że jeśli będzie mu dana co wieczór możliość propagowania szachów to On sam osobiście uda się z pielgrzymką na Jasną Górę. Niestety, ta możliość nie mogła być dana. Nikomu. Nawet Panu Prezesowi…

Adam Frysiak 

sie
16

Kontynuacja odcinka 6

Zdjęcie wykonał Wiktor Stasiak

I runda III Międzynarodowego Turnieju Juniorek w Częstochowie. Grają Iwona Olszewska (Częstochowa)-Ewa Bogucka (Katowice).

(Fotografia ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa)

sie
14

Kontynuacja odcinka 79

Daniel Sadzikowski we wspomnianym wywiadzie wymienił Radosława Wojtaszka w czołówce polskich znawców debiutów i z tym należy się zgodzić. Jednakże wielokrotnie podkreślaliśmy na blogu, że repertuar lidera naszych szachów jest tematycznie bardzo skromny i to hamuje z pewnością jego twórczo-sportowe możliwości.

Jeszcze raz przypominam o zaleceniach rosyjskiej szkoły szachowej: partia hiszpańska jest kamieniem węgielnym zrozumienia strategii i taktyki szachów.

Ten problem był wielokrotnie omawiany na blogu, np.

Link 1

Link 2

Tymczasem nawet 9-letnia współpraca Wojtaszka z Anandem – wybitnym znawcą partii hiszpańskiej – nie zmobilizowała Polaka do gry tego otwarcia.

Proponuję obejrzenie dwóch aktualnych pojedynków byłego mistrza świata, który stosuje partię hiszpańska obydwoma kolorami.

Pozytywny przykład dla wszystkich ambitnych szachistów!

 

 

 

sie
14

Kontynuacja odcinka 5

Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).

III Międzynarodowy Turniej Juniorek w Częstochowie 1979.

Pojedynek Iwona OlszewskaEwa Kaczmarek. Przygląda się sędzia Jan Jończyk.

 

sie
13

Zdjęcie ze zbiorów Mirosława Gnieciaka

sie
13

Drużyna szachowa.

Drużyna… Szachowa drużyna… Drużyna wojów to było czyste męstwo, a tu wymyślono (chyba nie przy szachownicy)  czyste szaleństwo.  Świat poszedł jednak do przodu…. Drużyna wojowników na szachownicy musiała  mieć w składzie kobietę i juniora. „Ja jestem Roch Kowalski, a to jest Pani Kowalska”.  Z juniorem pół biedy, ale jak poradzić sobie z kobietą?  Dom Kultury (Gminy, Powiatu, Województwa) zatrząsł się w posadach. Brakuje w nawiasach Centralnego? Nie, bo Centralny to mógł być tylko Komitet i skończyć (a jakże)  z honorami…  w gablocie.

Wybór padł na mnie. Bo jak rozumu nie mam to się do kobiet nadaję, bo co ja stracę?. Upatrzono nawet kandydatkę. Koncertmistrz po konserwatorium, to na szachownicy śpiewająco sobie poradzi.  Umówiono mnie z ową koncertową  dziewczyną w parku na ławce, nad stawem, nieopodal Domu Kultury. Miałem naszego drogiego gościa, czyli naszą cenną zdobycz, z honorami do tego (Domu) Kultury wprowadzić. „Ubrałem się w com ta miał”. A że nie miałem nic, to pożyczyłem bez pytania bielsko bialski garnitur mojego Taty. Czysta jasna stuprocentowa wełna.

Przyszedłem – jak Pan Bóg i Duchowe Kierownictwo nakazało – przed czasem. Zasiadłem dostojnie i czekam. Na sąsiedniej ławce leżała „Przyjaciólka”, w której z zainteresowaniem wzrok zatopiła opiekunka czteroletniego na oko dziecka, które grzecznie, na trójkołowym rowerku trawnik omijając, po alejkach parkowych przykładnie jeździło. Trawniki omijało, bo tak miało przykazane. Ale lustra wody nie ominęło.  Zakaz tego lustra nie obejmował, bo komu by to do głowy przyszło. Dziecię zjechało w sam środek stawu. Bez namysłu (a w szachach nawet błyskawicznych namysł jest nakazem)  skoczyłem do tego bajorka. Chwyciłem to dziecko w ramiona i na brzeg wyniosłem. Opiekunka (chyba jednak nie mamuśka) wrzasnęła: „wyciągnąłeś dziecko, to i rowerek wyciągnij”. Cóż było robić, znikąd pomocy. Uratowałem też ten rowerek. Zamiast „dziękuję” usłyszałem ”taki mokry?”.

Miałem wówczas jeszcze dobry słuch. Usłyszałem: nadchodzi moje przeznaczenie i naszej drużyny przyszłe wybawienie. Strasznie wykrzywione na buzi. Nie podchodząc do mnie mówi: „przepraszam, muszę pójść do dentysty, okropnie mnie zęby rozbolały”. Przyjąłem tę wymówkę jako dobrą monetę. Nie parsknęła śmiechem. Oniemiałem z podziwu: czysta inteligencja. Poszedłem samotnie do domu. Tam usłyszałem: „kto się w takim garniturze w błocie szlaja, Tata to w nim tylko do kościoła chodzi”.

Przypomniałem sobie. Park przez całą okupacje ogrodzony był napisami: „Nur fur Deutsche”. Mama mi przetłumaczyła:, „Tobie nie wolno, to nie dla ciebie”. A ja złamałem ten święty nie święty, ale przeznaczony dla mnie zakaz. Upadłem na duchu. Drużyna upadła. Cóż było robić? Skoro nadaję się tylko do mokrej roboty, stanąłem na pochylni. Owoc mojej pracy wylądował na samym dnie w centrum trójkąta bermudzkiego. Ja poszedłem jego śladem. Wylądowałem też w centrum  na samym czubku Pałacu Kultury. Żeby godniej zabrzmiało: „Józefa Stalina”. Chroniłem przed korozją tę rdzę, co to nieustannie z anten spływała.  Trzydzieści pięter pode mną pewien generał wronom coś tam nakazywał.

A ja w tym czasie dźwigałem na szczyty pięćdziesięciolitrowy pojemnik z benzyną.  Ciężko było, ale niezastąpione ówczesne borowiki mi pomogły. Ma się to szczęście. W czepku byłem urodzony. Dziś pewnie jako terrorysta bym skończył. A ja kończę jak kończę. Niedoszły ale zasłużony dla szachów propagator.  Nie mylić z programator…

Adam Frysiak 

sie
12

Od lewej strony: Kamil Mitoń, Radosław Wojtaszek, Mateusz Bartel, Dariusz Świercz, Kacper Piorun, Jan-Krzysztof Duda, Kamil Dragun i Bartosz Soćko

W dniach 7-12 sierpnia odbyło się w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale zgrupowanie kadry narodowej mężczyzn.

Wzięła w nim udział męska reprezentacja, która już wkrótce wystąpi na Olimpiadzie Szachowej w Baku.

Zajęcia szachowe były przeplatane przygotowanymi przez trenera Bartosza Soćko aktywnościami fizycznymi. 11 rundowa Olimpiada wymagać będzie od naszych zawodników nie tylko perfekcyjnego przygotowania szachowego, ale również niezwykle ważna będzie kondycja.

Źródło

 

 

 

 

sie
11

Kontynuacja odcinka 4

Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).

Anna Rygielska z Częstochowy należała w latach 70-tych minionego stulecia do czołówki juniorek w Polsce. W latach 1977-1981 byłem trenerem w Ośrodku Szkoleniowym w Częstochowie i Ania często korzystała z moich rad. Później została żoną Jacka Flisa, mojego byłego podopiecznego.

Podobno tragicznie zginęła w 1992 roku. Szczegółów nie znam.