Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

sie
30

Kontynuacja odcinka 162

Wobec niespodziewanej rezygnacji prezesa Adama Dzwonkowskiego ustalono, że Nadzwyczajne Wyborcze Walne Zgromadzenie Delegatów PZSzach. w dniu 16 września 2018 wybierze nowego szefa polskich szachów: Źródło.

W tej chwili jest dwóch kandydatów: Źródło.

Zainteresowałem się programem Radosława Jedynaka, w którym poruszono znane mi sprzed lat problemy.

C. Młodzieżowa Akademia Szachowa

4. Zadania dla słuchaczy

System szkolenia musi się wiązać z zadaniami do wykonania dla słuchaczy w okresie międzysesyjnym. Aktualnie to wysyłanie 20 zadań na miesiąc. Jest to absolutnie niezadawalająca praca. Każdy uczestnik objęty centralnym systemem szkolenia będzie miał do wykonania określone prace z zakresu wszystkich elementów gry. Tylko wykonanie zadania międzysesyjnego spowoduje dopuszczenie do kolejnego zgrupowania.

Przypominam, że byłem trzykrotnie na sesjach MASZ w latach 1999-2000.

Później w pismach „Magazyn Szachista”, „Panorama Szachowa” oraz „Szachy/Chess” podzieliłem się swoimi wrażeniami z poszczególnych zgrupowań.

Odnośnie prac domowych pisałem w „Szachy/Chess”  (75/76 – 2002, strona 87):

… Każdy uczestnik Akademii otrzymywał pewne zadania do wykonania. Już w Zakopanem (1999) zauważyłem, że spora część młodzieży tego nie robi w domu, tylko na miejscu. Oczywiście jakość takich prac była marna. Dlatego już wtedy zaproponowałem dwa wyjścia: albo zrezygnować z tego, albo wprowadzić dyscyplinę egzekwowania tych prac  pod karą nie zapraszania takich osób na sesje. Młodzież trzeba uczyć szacunku do trenerów. W innych dyscyplinach sportu jest tak, że niewykonanie polecenia trenera  pociąga za sobą różne sankcje. I tak musi być w szachach. Ta moja propozycja została pozytywnie przez trenerów przyjęta. W Wiśle trzy osoby otrzymały na polecenie … ode mnie do wykonania tematy, które powinny być opracowane do końca 2000 roku i wysłane na mój adres. Zrobiła to tylko … z Suwałk. Pozostałe dwie osoby zleceważyły polecenie trenera. Uważam, że takie coś jest niedopuszczalne! Dlatego zaproponowałem …, aby wszystkie prace spływały do niego. Wtedy on – jako dyrektor Akademii – miałby możliwość monitorowania i ewentualnie wyciągnięcia jakichś konsekwencji w stosunku do takich niesolidnych zawodników…

//////////////////////////

Tę kwestię i jeszcze inne ważne problemy dotyczące MASZ poruszyłem w liście na początku lutego 2001 roku do ówczesnego dyrektora Akademii. Reakcji nie było!

Ciekawe jak to teraz wygląda w praktyce? Czy ktoś ocenia takie prace? Jeśli Radosław Jedynak porusza ten problem w swym programie, to można domniemywać, że idealnie to chyba nie jest?

sie
29

Srebrna medalistka Oliwia Kiołbasa (zdjęcie z Internetu)

W dniach 20-29.08.2018 odbyły się w Rydze  European Youth Chess Championship 2018

z licznym udziałem ekipy z Polski. Drugie miejsce w kategorii do lat 18 zajęła Oliwia Kiołbasa z Augustowa. Brawo!

http://chess-results.com/tnr367940.aspx…

Transmisja na ChessBomb

sie
27

Kontynuacja odcinka 161

Oprócz wspomnianych poprzednio książek studiowałem też stare miesięczniki „Szachów”, które kupowałem u Feliksa Chybickiego. Sprzedawał mi także radzieckie pisma „Szachmaty w ZSRR” oraz „Szachmatnyj biuletyn”. Zostawiałem u niego prawie wszystkie moje oszczędności.

Dzięki „Szachom” poznawałem historię naszej dyscypliny, zawodników, ich umiejętności, style gry itd. Tutaj również w różnych komentarzach spotykałem się z ocenami, które miały „wspólny mianownik”: niedostateczna faza debiutowa naszej czołówki!

Przypomnę to, o czym już pisałem na blogu:

Kilka lat temu studiując książkę Stanisława Gawlikowskiego „100 zwycięstw polskich szachistów“, Penelopa 1997, natknąłem się na stronie 122 na opis udziału Bogdana Śliwy w turnieju w Budapeszcie w 1952 roku.

Autor napisał: „Przez dwa powojenne dziesięciolecia w polskich szachach królował Bogdan Śliwa. Debiutując w pierwszych powojennych mistrzostwach Polski w Sopocie w 1946r., odniósł wielki sukces – zajął I miejsce i zdobył pierwszy (z sześciu w całej karierze) tytuł mistrza Polski. Po raz drugi zdobył tytuł w 1951 r., rozpoczynając całą serię zakończoną dopiero w 1954 r., a po raz ostatni został mistrzem kraju w 1960 r.

Gdy w 1952 r. Węgrzy organizowali wielki turniej poświęcony rok wcześniej zmarłemu jednemu z najsilniejszych szachistów okresu międzywojennego – Gezie Maróczy`emu, właśnie Śliwa miał bronić imienia polskich szachów. Trudno było liczyć na sukces, skoro startowali między innymi Keres, Geller, Botwinnik, Smysłow, Stahlberg, Szabo, Petrosjan, ale można się było wiele nauczyć, a przy okazji pokrzyżować plany nawet najwybitniejszym arcymistrzom.

Wiadomo było, że najsilniejszą stroną Polaka jest gra środkowa, a najsłabszą debiut. Niestety, z losowania wynikało, że już na starcie nasz mistrz będzie walczył z całą czołówką. Obnażyła ona bezwzględnie braki w przygotowaniu teoretycznym Polaka.

Efekt był tragiczny. Po 10 rundach na koncie Śliwy widniało tylko 1.5 punktu …

Więcej o Bogdanie Śliwie:

Wikipedia

Szachy w Polsce

sie
25

Kontynuacja odcinka 160

Jak już pisałem w wpisie 156, starsi członkowie klubu wyjaśnili mi przyczyny kiepskich wyników naszej czołówki w turniejach międzynarodowych. To mnie jednak nie przekonało. Nie mogłem pojąć, że jakieś problemy organizacyjne mogą wpłynąć negatywnie na słabsze rezultaty Polaków od zawodników ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i Jugosławii.

Przypuszczałem, że muszą być inne przyczyny. Przecież nie możemy być głupsi od szachistów w/w krajów! Postanowiłem zbadać ten problem i najpierw zacząłem od studiowania twórczości naszych mistrzów. Na początek wziąłem na tapetę dwie dostępne mi księgi turniejowe:

Analiza partii oraz komentarzy wzbogaciła moją ogólną wiedzę o szachach. Obie książki okazały się bardzo pouczające. Dokładnie przyjrzałem się grze polskich zawodników. Co mnie zastanowiło, to częste krytyczne uwagi o niedostatecznej znajomości granych przez nich wariantów debiutowych.

Wtedy w 1962 roku wieku 15 lat zadałem sobie pytanie: Czyżby to była przyczyna niepowodzeń turniejowych naszej czołówki? Nie miałem jeszcze odpowiednich kwalifikacji, aby być całkiem pewny swych spostrzeżeń. Ale to był, jak się później potwierdziło, pierwszy krok poznania przyczyn słabości systemu szkoleniowego w polskich szachach!     

 

sie
22

Kontynuacja odcinka 159

Zgodnie z moim zrozumieniem szachów (otwarcie, gra środkowa i końcówka), pracowałem dalej nad ulepszeniem swojego repertuaru debiutowego. Stwierdziłem postęp w grze normalnej i błyskawicznej. W eliminacjach do I ligi w Białymstoku, grając z silniejszymi od siebie przeciwnikami, wygrałem dwie partie, dwie zremisowałem i przegrałem tylko z aktualnym wicemistrzem Polski Kazimierzem Marcinkowskim. Za ten wynik przyznano mi III kategorię. Rezerwowy Jerzy Lewi nie zagrał w żadnym meczu.

Niestety popełniłem duży błąd: zamiast dalej intensywnie trenować praktyczne szachy, wiele czasu poświęciłem kompozycji szachowej.

Zadebiutowałem dwuchodówką w miesięczniku Szachy (kwiecień 1962).

Mat w 2 posunięciach

Rozwiązanie: 1.Hh6! grozi 2.He6#
1…W8xd5 2.Hd6#
1…W3xd5 2.Gb2#
1…Sxd5 2.Gf4#
1…Gxd5 2.Sc6#
1…Hxd5 2.We4#

Tematem zadania jest pięć związań na polu d5.

W tym samym roku 7 moich utworów otrzymało odznaczenia na konkursach międzynarodowych, w tym dwie nagrody. To było dodatkowym bodźcem, aby się intensywniej zająć tą dziedziną szachów. W następnych latach opublikowałem wiele zadań, z których spora część otrzymała wyróżnienia i nagrody. Wtedy kompozycja tak mnie fascynowała, że poświęcałem jej więcej czasu, niż przygotowaniem się do turniejów. Długo nie mogłem podjąć decyzji, czym będę się więcej zajmować? Ostatecznie zostałem jednak przy grze.

Zajmowanie się problemistyką miało jednak pewne plusy szkoleniowe. Rozwijałem bowiem zmysł kombinacyjny, trenowałem technikę analizy końcówek oraz technikę liczenia wariantów. Swoje doświadczenia na tym polu opisałem w książce „Kompozycja w treningu szachisty” (Biblioteka Penelopy, Warszawa 2004).

Jako problemista opublikowałem około 400 zadań, z czego przeszło 100 zostało wyróżnionych na konkursach międzynarodowych.

W specjalistycznych Albumach FIDE (zbiorach najlepszych zadań świata) znalazło się moich 8 utworów. W Mistrzostwach Polski w Kompozycji wywalczyłem 5 medali: w dziale dwuchodówek raz zdobyłem srebrny medal (1967-1970), dwukrotnie brąz (1965-1966 i 1971-1973) i w dziale samomatów (1967-1970) uzyskałem srebro, a w dziale matów pomocniczych (1965-1970) otrzymałem brązowy krążek: link.

W 1974 roku nadano mi tytuł mistrza krajowego w kompozycji szachowej.

W 1993 roku ukazała się w Krakowie broszurka „25 kompozycji szachowych autorów krakowskich”. Znalazło się w niej 7 moich zadań.

Niestety układaniem zadań zaniedbałem samoszkolenie w grze praktycznej. Dlatego już jako trener zwracałem później uwagę moim podopiecznym na tę kwestię.

Szachista z ambicjami sportowymi powinien pracować przede wszystkim nad udoskonaleniem własnej gry, a nie zajmować się jakimiś innymi sprawami.

Zatem przestrzegałem młodych i zdolnych zawodników, aby nie tracili drogocennego czasu na „pisarstwo” w Internecie, prowadzenie blogów, redagowanie pism szachowych, zajmowanie się szkoleniem innych itd.

W swoich radach kładłem akcent na to, że zawodnik z planami odnoszenia znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej powinien poświęcać samoszkoleniu jak najwięcej czasu.

Podkreślałem też znaczenie fazy debiutowej we współczesnych szachach. Aby być wiarygodnym, publikowałem nieraz w fachowej prasie krajowej przegrane partie naszej czołówki, aby  praktycznie ilustrować braki szkoleniowe.

 

sie
20

Kontynuacja odcinka 158

Jerzy Lewi i ja chodziliśmy do tej samej szkoły przy ulicy Staszica 4.

Jak już pisałem, Jerzego Lewiego poznałem 15 maja 1961 roku w trakcie półfinałów do mistrzostw Wojska Polskiego. Był niedużego wzrostu, szczupły z kruczoczarną czupryną. Okazało się, że znałem go już wcześniej z widzenia z boiska sportowego szkoły podstawowej nr 6 przy ulicy Staszica 4, której Lewi był uczniem. Sam do tej szkoły uczęszczałem w latach 1955-1957. Potem przeniesiono mnie, w wyniku reorganizacji wraz z pewną grupą uczniów, do szkoły przy ulicy Świętojańskiej 2 i po roku czasu do nowegu budynku przy ulicy Libelta (szkoła podstawowa nr 37).

Szkoła nr 6 (podstawowa i liceum ogólnokształcące) miała duże pole do gry i tam często widziałem Jurka uganiającego się za piłką. Byłem w tym miejscu bardzo często, gdyż to było bardzo blisko mojego domu. Mieszkałem niedaleko przy ulicy Sielanka 3.

Już w czasie drugiego pobytu w klubie podszedł do mnie Lewi z propozycją: „Zagramy meczyk?”. „Oczywiście” – odpowiedziałem. Byłem przekonany, że pokonam tę „chudzinkę”. Tymczasem Lewi znokautował mnie w granicach 20:0. Gdy jeszcze przez jakiś czas siedziałem w szoku przy stoliku i „przeżywałem” porażkę, pocieszył mnie starszy kolega klubowy: „Nie przejmuj się. To jest nasz najsilniejszy junior”.

Wtedy postanowiłem, że to ja będę najlepszy i to szybko, jak to jest tylko możliwe. Zacząłem obserwować grę Lewiego. W klubie mieliśmy roczniki miesięcznika „Szachy” i Jurek lubił przeglądać z nich partie i różne pozycje z praktyki turniejowej silnych zawodników. Zajmował się przede wszystkim analizą gry środkowej i końcowej. Dlatego miał już pewną technikę gry.

Obserwowałem jego fazę debiutową. Białym kolorem grał schematy z fianchettem gońca na g3 po 1.Sf3. Nieraz widziałem 1.e4. Czarnymi po 1.e4 odpowiadał 1…e5 i po 2.Sf3 Sc6 3.Gb5 Gc5. Jego repertuar był bardzo skromny. Zatem swoje szanse pokonania Lewiego widziałem tylko w stadium początkowym partii, gdyż to była jego słabość.

Przez kolejne miesiące zajmowałem się wyłącznie otwarciami, które postanowiłem grać. Stwierdziłem duży postęp w grze i zrozumieniu szachów. Nie przegrywałem już z członkami klubu towarzyskich partii do zera, lecz potrafiłem wreszcie odnosić pierwsze zwycięstwa.

Moim głównym warsztatem pracy były dwa tomy otwarć szachowych Keresa oraz kurs debiutów Panowa. W taki sposób przygotowałem się do mistrzostw okręgu juniorów, w których byłem lepszy od Lewiego. Oto nasza pierwsza partia turniejowa.