Archiwum kategorii ‘Sylwetki’

lut
14

13 września 2011 roku przedstawiłem sylwetkę mistrza FIDE  Rafała Marszałka. Wydawnictwo Dop-art wydało niedawno znakomitą książkę pt. „Kino: obiekt uczuć czy przedmiot badań? W dialogu z myślą filmową i twórczością Rafała Marszałka” (ISBN: 97-88393438-20-4 , 548 stron), którą można zamówić w księgarniach internetowych np. Profit24.pl. (cena 34.20 złoty).

Komentarz Rafała Marszałka do tego dzieła:

Ta zbiorowa  publikacja   była budowana w konspiracji (!)  przez parę szaleńców  bożych z Krakowa z okazji mojej siedemdziesiątki. Powstała ostatecznie z  całorocznym opóźnieniem, ale jest darem serca.

W pięćsetstronicowej książce znalazły się artykuły z różnych dziedzin: filmu, literatury, historii najnowszej i historii idei, dyplomacji, architektury  etc.

lut
14

Miguel (Mieczysław) Najdorf (1910-1997) przeszedł do historii szachów światowych jako znakomity arcymistrz, zwycięzca wielu turniejów międzynarodowych i odkrywca ostrego wariantu po ruchach 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6, który do dnia dzisiejszego jest bardzo popularny w praktyce turniejowej szachistów wszystkich klas.

Miałem okazję poznać osobiście Najdorfa na olimpiadzie na Malcie w 1980 roku. Pewnego razu zobaczyłem starszego pana, który z zainteresowaniem oglądał partie naszych zawodniczek. Podszedłem bliżej i rozpoznałem sławnego Najdorfa. Przedstawiłem się i wyjaśniłem, że jestem trenerem polskiej drużyny. Przywitał się ze mną bardzo serdecznie, jak by byliśmy starymi znajomymi. „Kobiety grają znakomicie” – wykrzyknął. W tym momencie podeszła do nas sędzina i kazała się nam uciszyć. Odeszliśmy na bok i kontynuowaliśmy rozmowę. Okazało się, że nasz rodak wpadł na kilka dni na Maltę w celu obejrzenia olimpiady. Później już go nie widziałem.

O Najdorfie w encyklopedii „SZACHY od A do Z”, 2 tom, autorzy: Władysław Litmanowicz i Jerzy Giżycki (Sport i Turystyka, Warszawa 1987)

Poniższy tekst znalazłem w Internecie.

Marek Cabanowski

Mieczysław (Miguel) Najdorf

Pod koniec 1996 roku bawił w Grodzisku Jacek Żemantowski, ówczesny prezes  Polskiego Związku Szachowego. Przyciągnęła go do naszego miasta uroczystość  wmurowania kamienia węgielnego pod nowoczesną halę sportową i rozgrywana z tej  okazji symultana szachowa z udziałem mistrza świata, 12- letniego Kamila  Mitonia.

Usiedliśmy sobie przy kawie i toczyliśmy pogawędkę o tym i o owym. W pewnym  momencie mój rozmówca zapytał: „Czy słyszał pan o Mieczysławie Najdorfie?  To sławny szachista, mieszkający w Argentynie, który urodził się w  Grodzisku”. – Nastawiłem uszu, bo rzecz wydała się interesująca. –  „Poznałem go podczas swojego pobytu w Buenos Aires w lecie 1977 roku”  – mówił dalej Żemantowski. Wyjątkowo miły człowiek. Odbyłem z nim długą  rozmowę, grałem nawet w szachy. Najdorf chętnie rozmawia o swojej przeszłości,  świetnie mówi po polsku. Interesuje to pana? Mogę panu dać telefon do  Argentyńskiego Związku Szachowego, gdzie z pewnością dadzą panu adres  Najdorfa”. Nim jednak spróbowałem się skontaktować ze sławnym szachistą,  zacząłem grzebać w aktach stanu cywilnego gminy żydowskiej Grodziska z 1915  roku. Encyklopedia sportu podaje, że Najdorf urodził się w 1910 roku.  Wiedziałem jednak, że kiedy Niemcy w 1915 r. zajęli Grodzisk, zabrali się za  porządkowanie akt stanu cywilnego. Denerwował ich bałagan w księgach urodzeń,  ślubów i zgonów, zwłaszcza prowadzonych przez rabinaty. Przychodzili więc  mieszkańcy do urzędu i w obecności świadków składali oświadczenia, a urzędnik  Zygmunt Muraczewski notował: „Działo się w Grodzisku dnia dwudziestego  dziewiątego grudnia tysiąc dziewięćset piętnastego roku. Stawiła się Rojza  Najdorf urodzona Biner lat trzydzieści siedem, żona Icka Najdorfa pończosznika  lat trzydzieści sześć, zamieszkała przy mężu w Grodzisku w towarzystwie męża  swego Icka Najdorfa i Icka Holszteina, szklarza lat 54 w Grodzisku  zamieszkałego i oświadczyła, że dnia piętnastego listopada tysiąc dziewięćset  dziewiątego roku urodziła chłopca, któremu dano imię Izrael Berek. Akt ten  zeznającej i świadkom przeczytany i przez nas za niepiśmiennych  podpisany”.

Rodzice rejestrowali więc swoje liczne dziatki, a ich ustalenia co do dat  wyglądały tak: ojciec – Icek urodził się 15 stycznia. Matka – nie, 20 lutego.  Ojciec – Ja wiem lepiej, wtedy spadł ten wielki śnieg, co nie było widać zza  zasp wieży kościelnej. Matka – nie, ten śnieg spadł w maju. Ojciec – głupia,  śnieg w maju nie pada. Matka – wtedy spadł. Ojciec – to niech będzie, że Icek  urodził się 25 stycznia. Matka – pewno, przecież nie będę się kłóciła o głupią  zaspę. Icek pewno urodził się w grudniu roku poprzedniego, ale jakie to miało  znaczenie?

Wyposażony w wiedzę encyklopedyczną i kopię dokumentu z księgi Urzędu Stanu  Cywilnego, wysłałem faks do Federacia Argentina de Ajedres, skąd  odpisano: „aktualnie p. Najdorf przebywa na letnich (styczeń 1997 r.)  wakacjach w Punta del Este w Urugwaju i wróci do Buenos Aires w marcu.  Proponuje się faks do sekretarki, która ma z nim kontakt co tydzień”. Dwa  moje faksy – po polsku i po angielsku – zostały jednak bez odpowiedzi. Minęły  ze dwa tygodnie i już zaczynałem zapominać o całej sprawie, kiedy 7 lutego 1997  roku o dziewiątej wieczorem zadzwonił telefon. Oto przebieg rozmowy: „Czy  to pan Cabanowski. Tu mówi Najdorf. Dostałem faks, cieszę się, że pan pisze o  mnie. Z tego aktu nic się nie zgadza. Urodziłem się 15 kwietnia 1910 roku.  Nadali mi wówczas imię Mendel. Mój ojciec miał na imię Gedali – gorączkowo  notowałem na kawałku papieru, mam go do dzisiaj – a mama była Rojza  Rosklein”. Przez ‚s’, czy przez ‚z’ – spytałem. „Przez ‚s’,  oczywiście. Mama pochodziła spod Płocka. Mój dziadek sprzedawał mięso”. To  ostatnie powiedział takim tonem, jakby chciał oznajmić, że działek miał  kopalnię złota na Alasce! „Dziadek miał czterech synów. Wszyscy zginęli w  getcie. Nie mam zupełnie nikogo. Ja uratowałem się cudem. Jak pan napisze,  niech pan mi to pokaże”. Ale – mówię – co mam zrobić z dokumentem z Urzędu  Stanu Cywilnego? „Nie wiem, to nie moje dokumenty”. Inne źródła  podają – usiłuję podtrzymać kontakt – że urodził się pan w Warszawie. „To  nieprawda. Pochodzę z Grodziska. Pamiętam Grodzisk”. Na koniec spotkał  mnie cios, którego się nie spodziewałem: „Czy gra pan w szachy?”  Gram, odparłem, ale po amatorsku – „To szkoda. Ale może kiedyś  zagramy?” – I na tym rozmowa się zakończyła.

Mieczysław Najdorf zmarł w nocy z 4 na 5 lipca 1997 roku w hiszpańskiej  Maladze. W kilka dni później napisało o nim „Życie Warszawy” i  „Gazeta Wyborcza”. Jacek Żemantowski poświęcił zmarłemu obszerny  artykuł w „Polityce”. Wspomina rozmowę, jaką odbył z arcymistrzem w  Buenos Aires w 1977 r.: „Nie, nie, ja nie wstydzę się, ani nie ukrywam  swojego pochodzenia. Kiedy przyznawano mi w 1944 r. obywatelstwo Argentyny,  poprosiłem, żeby imię zmienić na Miguel. Ale Najdorf to Najdorf. To już była  firma. I firma ojca na Nalewkach i firma szachowa, i moje wyniki, moje  medale” – powiedział mu wtedy Najdorf. A dalej przytacza niezwykłą  opowieść swego rozmówcy: – Pewnego dnia otrzymałem telegram z Nowego Jorku.  Samuel Reshevsky, też Polak z pochodzenia, mistrz USA i całej Ameryki  Północnej, wzywał mnie na pojedynek o tytuł mistrza obu Ameryk. Poleciałem  samolotem. Po wylądowaniu, w drodze do stacji metra, dostrzegłem w trafiku  polską gazetę! Natychmiast ją kupiłem. Łaknąłem pisanego polskiego języka, mimo  iż w Argentynie miałem stałe kontakty z Polakami, byłem w wielkiej przyjaźni z  Witoldem Gombrowiczem, który czas między pisaniem „Transatlantyka” i  ” Dzienników” chętnie spędzał nad szachami, bawił nas swoim  wspaniałym humorem artysta Kazimierz Krukowski, popularny Lopek, rewelacyjny  opowiadacz szmoncesów. Ale gazety po polsku dawno nie miałem w rękach. Co  piszą? Może coś o mojej rodzinie? Może odnajdę jakiś ślad?

Kiedy siedząc już w wagonie metra otworzyłem gazetę, dostrzegłem, że facet  siedzący obok mnie czyta taki sam egzemplarz. Popatrzyłem na niego badawczo,  coś we mnie drgnęło, trąciłem go łokciem:

– O przepraszam! Pan z Polski?

– Byłem z Polski. Mojej Polski już nie ma. Nie ma matki, nie ma braci…

– A jeśli wolno zapytać, to pan z jakiej okolicy?

– Ja z okolicy Grodzisk Mazowiecki.

– Co? To niemożliwe. Moja mama i wszystkie ciotki, i stryj, byli też z  Grodziska. A jak pan się nazywa?

– Bernstein. Kuba Bernstein.

– Mój Boże. Moja mama też była Bernstein! Kochany! To jednak jest nas  przynajmniej dwóch! A pomyśl, co by było, gdybym kupił inną gazetę?

Spytałem pewną mocno starszą panią, która zawsze podkreślała swoje  towarzyskie koneksje z grodziskimi Żydami, czy może pamięta Najdorfa. Odparła,  że skoro jego rodzice mieli sklep na Nalewkach, to zapewne już w dzieciństwie  przeniósł się do Warszawy, a takich dziesięcioletnich smarkaczy, to ona nie  pamięta.

Może jego rówieśnicy istotnie byli smarkaczami. Najdorf jednak w wieku 10 lat  objawiał niezwykły talent szachowy, brał udział w zawodach i to całkiem  poważnych. Stefan Gawlikowski w „Gazecie Stołecznej” pisze:  „Ojciec, który zajmował się handlem skórami, chciał, aby syn przejął  rodzinną firmę „eksport- import”. Jednak dziewięcioletni Mosze  nauczył się przypadkowo grać w szachy od ojca kolegi, Rubena Fridelbauma. Już  wkrótce nikt w rodzinie nie mógł dorównać Moszemu, więc chłopak zaczął  przesiadywać w kawiarniach szachowych. Najpierw był to maleńki lokalik na  Nalewkach, potem gdy jego umiejętności wzrosły – słynne lokale Lemańskiego i  Kwiecińskiego na Marszałkowskiej”. Śledził uważnie sukcesy polskich  szachistów na arenach międzynarodowych i próbował doszlusować do czołówki. W  1920 roku polscy reprezentanci Dawid Przepiórka (1880- 1940) i Kaswery Tartakower  (1887- 1956) zdobyli w Hamburgu złoty medal, zaś w 1935 roku Najdorf pokonał  Tartakowera. W 1931 wywalczył tytuł wicemistrza, a w 1935 roku mistrza  Warszawy. To był już paszport do największych aren międzynarodowych. Na  olimpiadach szachowych bronił barw Polski do 1939 roku. Zdobył wówczas złoty  medal w Buenos Aires (wcześniej w 1936 r. brązowy medal w Monachium). Miał też  wielkie zasługi w polskich sukcesach drużynowych. Wojna zastała go w trakcie  turnieju olimpijskiego w Argentynie. Tam już pozostał. Uchroniło go to od  niechybnej śmierci. W barwach swej nowej ojczyzny zdobywa złote i srebrne  medale.

Był rekordzistą, jeśli chodzi o grę na wielu szachownicach jednocześnie czyli w  symultanach. W Sao Paulo w 1950 roku grał na 250 szachownicach jednocześnie,  osiągając wynik +226 =14-10! Szachista Andrzej Sitek zmierzył się po wojnie z  Najdorfem w Symultanie Warszawskiej i wygrał. Oto jak relacjonuje to spotkanie:  „W symultanie warszawskiej grałem wariant Najdorfa z… Najdorfem. To nie  ja obaliłem wariant arcymistrza – to arcymistrz pomylił się we własnym  wariancie i przegrał. Stracił figurę, a potem jeszcze oddał drugą figurę za  atak, którego już nie było. Odniosłem wrażenie, że hołduje zasadzie: gwardia  ginie, ale nie poddaje się”.

Szachy to nie jedyny sukces Najdorfa. Podobne powodzenie osiągnął w interesach,  a mianowicie w branży ubezpieczeniowej – został po wojnie jednym z  najzamożniejszych Argentyńczyków. Jego wieżowiec w Buenos Aires należy do  najokazalszych w mieście.

Niemcy wymordowali całą rodzinę Najdorfa. Zginęli najbliżsi – rodzice, żona i  maleńka córeczka. W rok po jego śmierci przyjechała do Grodziska druga córka,  urodzona w Argentynie, wypełniając w ten sposób testament ojca. Spotkaliśmy  się, pokazałem jej Grodzisk. Niestety, nikt już nie pamiętał, gdzie mieszkali  Najdorfowie, a na kirkucie wśród ocalałych macew nagrobka Najdorfów nie  znaleziono.

lut
11

Lajos Portisch w fotografii Vladimira Jagra

Arcymistrz Lajos Portisch (1937) jest wybitną postacią w sporcie węgierskim. Dziewięciokrotnie w okresie 1958-1981 był mistrzem kraju i siedmiokrotnie zakwalifikował się do turniejów kandydatów. Dwudziestokrotnie bronił barwy Węgier na olimpiadach szachowych. W 2004 roku otrzymał najwyższe sportowe oznaczenie swojego kraju.

ChessBase News 1

ChessBase News 2

ChessBase News 3

Portischa poznałem osobiście w 1989 roku na turnieju w Chianciano Terme. Znalazłem się tam dość przypadkowo. Pewnego razu zadzwonił do mnie ówczesny dyrektor turniejów w Dortmundzie Jürgen Grastat i zaproponował wspólny wyjazd do Toskanii – najpiękniejszej części Włoch. „Weź ze sobą Sylwię, ja zabieram Doris (nasze żony) i spędzimy piękny urlop. Mam zaproszenie od Stefano Tataia„. Takiej propozycji oczywiście nie mogłem przepuścić.

Tataia poznałem rok wcześniej na turnieju w Dortmundzie. Przyjechał ze swoją ówczesną żoną. Była bardzo bogata. W Chianciano Terme posiadała luksusowy hotel i tam mieliśmy spędzić urlop na koszt firmy. Dobowy koszt naszego pokoju wynosił prawie 500 niemieckich marek.

Do Włoch jechaliśmy samochodem. Była to duża wygoda, gdyż dzięki temu wiele zwiedziliśmy w Szwajcarii i we Włoszech: Werona, Florencja, Piza, Siena i Arezzo.

Na miejscu w Chianciano Terme okazało się, że odbędzie się w hotelu turniej międzynarodowy z możliwością uzyskania normy na mistrza międzynarodowego. Tatai namówił mnie do startu w nim. Grałem ze zmiennym szczęściem i otarłem się o normę.

Gościem honorowym turnieju był Lajos Portisch, który zjawił się z żoną i matką. Arcymistrz oczywiście nie grał w turnieju, ale na zakończeniu imprezy zaśpiewał kilka pieśni operowych.  Śpiew to była właśnie jego druga pasja życiowa.

Lajos Portisch okazał się bardzo życzliwym człowiekiem. Było kilka okazji porozmawiania o jego karierze szachowej. W pewnym momencie Grastat zaproponował arcymistrzowi udział w turnieju w Dortmundzie. Portisch wymówił się brakiem czasu. Kilka lat później – w trakcie ustalania składu na kolejny turniej – wymieniłem nazwisko Portischa. „Dziadków nie potrzebujemy” –  zareplikował Grastat.

 

 

 

lut
09

8 lutego 1922 roku w Kałudze urodził się jeden najwybitniejszych szachistów w historii naszej dyscypliny arcymistrz Jurij Awerbach , znakomity autor wielu książek o grze końcowej, trener i działacz.

Jurij Awerbach był świadkiem wielu ciekawych politycznych wydarzeń w swoim kraju i na szachowym podwórku. W swojej książce „Centre-Stage and Behind the Scenes” opisuje ze swojego punktu widzenia turniej kandydatów na wyspie Curacao 1962.

Znakomitego arcymistrza poznałem osobiście na olimpiadze w Dreźnie w 2008 roku. Rozmawialiśmy o różnych wydarzeniach w świecie szachowym, końcówkach i studiach. Jurij Awerbach bardzo chętnie odpowiadał na wszystkie pytania. To spotkanie wspominam bardzo mile!

 W biurze prasowym w trakcie olimpiady w Dreźnie 2008. Od lewej Jurij Awerbach, Bretislav Modr – redaktor pisma Sachinfo i ja

Jurij Awerbach, Andrzej Filipowicz i Bretislav Modr

ChessBase News (wersja niemiecka) 

ChessBase News (wersja angielska)

sty
30

Borys Spasski w fotografii Dagoberta Kohlmeyra

Dzisiaj obchodzi swe 75-te urodziny były mistrz świata Borys Spasski. Urodził się 30 stycznia 1937 w Leningradzie (obecnie St Petersburg) i został dość wcześnie odkryty jako wielki szachowy talent. Więcej o jubilacie w polskiej Wikipedii.

Moje wspomnienia o Spasskim

ChessBase News (wersja niemiecka)

ChessBase News (wersja angielska)

Artykuł  w Märkischen Oderzeitung

gru
08

Ponad 4 tys. ludzi wyszło na ulice Moskwy i St Petersburga, aby protestować przeciw fałszerstwom, do których, jak twierdzą, doszło w niedzielnych wyborach do Dumy.

Demonstranci żądają ponownego przeprowadzenia wyborów. Twierdzą, iż poparcie dla partii Jedna Rosja Władimira Putina rzędu 49,5 procent jest nierealne i zostało sfałszowane. Opozycja jest pewna, że maksymalne poparcie jakie mogła uzyskać partia to około 35 procent. Lepszy wynik dowodzi manipulacji.

Uczestnicy demonstracji skandowali „Rosja bez Putina” i „Precz z partią oszustów i złodziei”. Protestujący Rosjanie domagali się także podjęcia walki z korupcją, amnestii dla więźniów politycznych, zniesienia cenzury w mediach oraz zmniejszenia podatków dla przedsiębiorców.

Prezydent Dmitrij Miedwiediew ogłosił jednak, że wybory były wolne i demokratyczne.

Do tych protestów przyłączył się także znany opozycjonista i były szachowy mistrz świata Garri Kasparow, który już w przeszłości porównywał Władimira Putina do Mussoliniego, natomiast teraz do Al Capone.

Następne posunięcie Mistrza
Putin dokonuje demontażu państwa
Garri Kasparow w Gazecie Wyborczej
Szach carowi
A co Pan by śpiewał z Putinem?

 Władimir Putin w Wikipedii

 

 Al Capone w Wikipedii

 

 

 

 

gru
06

 

Postać Bobby Fischera (1943-2008) dalej fascynuje miliony ludzi na całym świecie. Dzisiaj kablowa telewizja ARTE o godzinie 22.00 wyemituje dokumentalny film Liz Garbus o życiu genialnego arcymistrza.

ChessBase News 1
ChessBase News 2
Arte

Bobby Fischer w Wikpedii

 

wrz
13

Kilka dni temu otrzymałem list elektroniczny, który zaczynał się od słów:

Dzień dobry !
To ja, duch z zamierzchłej przeszłości…
Serdecznie Cię pozdrawiam
Rafał Marszałek

Co za niespodzianka! Z Rafałem Marszałkiem nie miałem kontaktu prawie 40 lat. Dla młodego pokolenia jest z pewnością nieznany, ale kiedyś zaliczał się do czołówki krajowej. Nadarzyła się więc okazja, aby przypomnieć sylwetkę mistrza FIDE Rafała Marszałka.

Zapraszam do lektury jego dwóch świetnych nowel związanych z szachami: Olimpiada w Tokio i Acheron.

Wspomnienia

wrz
09

BIAŁA  FLAGA ( i balet liberałów)

Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego znakiem rządów PO-PSL jest biała flaga, którą premier Tusk powiewa na polu polityki zagranicznej, w stosunkach z Unią Europejską, a także w kwestii smoleńskiego śledztwa. Prezes PiS-u ma niewątpliwie rację, bowiem rząd „tusko-bratów” ustępuje na całej linii w dziedzinie pertraktacji z innymi państwami, a przy tym z niskiem pokłonem, rezygnując od razu z możliwych albo oferowanych szans. Tak było w sprawie tragedii smoleńskiej, którą można było badać wspólnie z Rosją na podstawie umowy z r.1993, a nie na mocy umowy z Chicago, nieadekwatnej ( bo dotyczy maszyn lotnictwa cywilnego) i niekorzystnej dla strony polskiej. Tak było i w traktacie o dostawy gazu, gdyż dało się wynegocjować lepsze warunki, jak się okazało po „reprymendzie” ze strony UE. Niestety, rząd Tuska jakby nie myślał w kategoriach polskiego interesu, oddając sąsiadom zbyt wiele, a białą flagą powiewa zbyt często, a nie w sytuacjach bez wyjścia, kiedy to zwyczajowo biały kolor oznacza rezygnację z oporu. Nie wiem czy Tusk nosił tzw. oporniki, modne w okresie stanu wojennego, a zastępujące zakazane dekretem WRON-u symbole „Solidarności”. Tak czy owak dzisiaj jest facetem, który oddaje wszystko bez oporów. Oczywiście sąsiadom, bo obywatelom IIIRP zabiera, podwyższając ceny i podatki, wbrew przedwyborczym obietnicom. Tusk jest też skazany na machanie białą flagą, bo ma silną alergię na barwy narodowe jak sam wyznał kiedyś na łamach miesięcznika „Znak”. Można założyć, że obywatele IIIRP albo nie czytali tych kompromitujących wynurzeń Tuska, albo jest im obojętne kto kieruje państwem polskim. Wybrali więc antypolskiego demona, który demoluje od środka nasz kraj.

Miesiąc przed wyborami trwa nagonka mediów na PiS i na jego prezesa, tego można się było spodziewać. Nie dziwię się jednak, że Jarosław nie pali się do debaty z Tuskiem, który doprowadził do śmierci jego brata, choć brak programu PO też jest tu powodem. Post-komunistyczny układ stosuje różne przedwyborcze chwyty. Nędzną prowokacją jest np. „profanacja” pomnika ofiar w Jedwabnem ( fałszywego pomnika – jak słusznie pisze Krzysztof Bulzacki w nr.34 TP – bo niemiecką zbrodnię przypisuje Polakom), a łatwo odgadnąć, iż jest to robota służb specjalnych, by właśnie przed wyborami ukazać nas w złym świetle, a może umocnić kurs na roszczenia. Podobnie w roku 1946 – w kilka dni po sfałszowanym referendum – posłużono się tzw. „pogromem” kieleckim, który był rzezią zorganizowaną przez urząd bezpieczeństwa, z bratnią pomocą NKWD. I wtedy celem była kompromitacja Polaków przed wyborami, które rzecz jasna musiały skończyć się tak jak skończyły. Warto przypomnieć krótko ów przedwyborczy terror, a była to bezlitosna wojna ubeków z narodem. Oddziały UB i MO rozbijały wiece wyborcze PSL, do więzień wtrącono dziesiątki tysięcy zwolenników tej partii, w tym 149 kandydatów PSL-u na listach do Sejmu. Zamordowano 118 działaczy PSL-u, a 98 kandydatów z PSL po prostu skreślono z list. Ogółem liczba uwięzionych sięgała wówczas 100 tysięcy, a ludzi tych torturowano i maltretowano psychicznie np. pozorowanymi egzekucjami ( cytuję za „Historią Polski” Wojciecha Roszkowskiego, W-wa, PWN, 1991, str.167/8). Oprócz tego trwała walka reżimu z partyzantami i organizacją WiN-u. Dziś mamy jedynie „miękki” totalitaryzm, likwidujący opozycję metodą wypadków samochodowych, a nawet lotniczych oraz za pomocą „samobójstw”.

Nieraz zapominamy jak straszne to były lata, gdy zaraz po wojnie z hitlerowską Rzeszą przyszło nam stawić czoła sowieckiemu barbarzyństwu oraz aparatowi UB, naszpikowanemu „aparatczikami” zza wschodniej miedzy, których ojcowie bywali kiedyś ofiarami pogromów w Rosji. Od rewolucji bolszewickiej Żydzi woleli więc stać zawsze po stronie silniejszego. W porównaniu ze stalinizmem lata IIIRP są po prostu sielanką, choć teraz również układ robi wszystko dla ustanowienia trwałego reżimu tzw. „liberałów”. Dzisiaj przed wyborami uwięziono tylko przywódcę kiboli, a seria tajemniczych zgonów nie jest zbyt długa, oczywiście gdyby pominąć masakrę w Tupolewie pod Smoleńskiem. Sęk w tym, że pominąć jej nie można. Uderzono tam w polskie elity z precyzją szatańskiego chirurga, bo tak działają służby specjalne w XXI wieku. I tę smoleńska hekatombę wypada nam włączyć w ramy przedwyborczego terroru, bo likwidacja demokratycznej opozycji leżała w interesie post-komunistycznego układu. Po tej operacji PiS staje do wyborów jakby z przetrąconym kręgosłupem, a do tego osłabiony rozłamem agentury, która dziś w kanapowej partyjce trąbi, że „Polska Jest Najważniejsza!” . Cynizm tych haseł równy jest hipokryzji agentów, którzy zdradzają PiS na zamówienie post-komunistycznego układu. A na ulice polskich miast wysyłają nieznanych sprawców, aby niszczyli plakaty i bannery PiS-u! Jak to przypomina metody z lat 1946/47 – wtedy niszczono hasła wyborcze PSL-u, demolowano siedziby ludowców. Dzisiaj niszczy się tylko plakaty i bannery, ale zabójstwo działacza PiS-u w łódzkiej siedzibie tej partii to naprawdę nic?

Do wyborów jeszcze kilka tygodni, kto wie co się jeszcze wydarzy? Tymczasem ludzie z Platformy już rozdają ministerialne teki, choć co trzeci Polak nie wie na kogo głosować…A może do głosowania też pójdzie tylko co trzeci obywatel ? Niewykluczone, polskie społeczeństwo to dziś bezwolna masa wypranych z mózgów manekinów, część tego „narodu” jest zdezorientowana, a jeszcze więcej jest obywateli sprzedajnych, którzy ( dla tzw.”świętego spokoju”) zagłosują na istniejący układ. Są i tacy, co zagłosują nań z oportunizmu albo z wdzięczności za doraźny finansowy zastrzyk, albo za obietnicę awansu lub posady. Kupowanie wyborców leży w praktyce Platformy, a w ostateczności wyniki można przecież naciągnąć. Fałszerstwa odkryto np. po ostatnich wyborach prezydenckich, jednak sądy są pod kontrolą układu. Czy dlatego min. Rostowski wołał w Sejmie do opozycji: „Jesteście kompletnie i totalnie bezbronni!” , a może chodziło mu tylko o marną sytuację finansów IIIRP ?

Premier Tusk znalazł czas na wizytę w Wilnie, gdyż bracia Litwini coraz mocniej prześladują polską mniejszość. Walka z polskim językiem stała się jakby obsesją litewskich władz. W swej antypolskiej agresji Litwini jakby zapomnieli, że w wiekach XIII/XIV-tym kunigasi łupili polskie ziemie, a jeńców osadzali nad Niemnem, aby Polacy uprawiali pola, gdy oni najeżdżali sąsiednie krainy. Litwini nigdy nie powiewali białą flagą, ale jak skończy się konflikt o polskie szkoły na Litwie ? W obliczu debat przedwyborczych pytanie to schodzi na drugi plan, rzadko mówi się też o 530 aferach korupcyjnych, które wloką się w nieskończoność, bo rząd PO-PSL jest frontem obrony przestępców. Liberałów ci u nas aż nadto, a gdy trzeba są w prokuraturze! I tańczą na platformie do upadłego.

Marek Baterowicz