Archiwum kategorii ‘Sylwetki’

paź
03

Był jednym z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych w Polsce. Jako młody człowiek chętnie oglądałem jego ciekawe wystąpienia telewizyjne.

Jacek Żemantowski był fanatykiem szachów, co często podkreślał w różnych wywiadach. W latach 1988-2000 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Szachowego. Inne informacje na Wikipedii.

Osobiście poznaliśmy się na Memoriale Akiby Rubinsteina w Polanicy Zdroju w 1991 roku. Potem spotkaliśmy się kilka razy w biurze Polskiego Związku Szachowego na Czerniakowskiej w trakcie mojego urlopu w Polsce.

Z jego inicjatywy zostałem zaproszony na sesję Młodzieżowej Akademii Szachowej w Zakopanem w 1999 roku. Tam właśnie przedstawiłem prezesowi moją ideę włączenia wirtualnego szkolenia polskiej młodzieży w ramach MASZ. Jackowi Żemantowskiego pomysł się sposobał, ale oznajmił mi, że nie wystartuje w następnych wyborach i moją ideę powinienem przedstawić nowemu prezesowi. Jeszcze w trakcie pobytu Jacka w Zakopanem poinformowałem go o rozpoczęciu praktycznej realizacji mojej idei z juniorem z Kwidzyna Radosławem Wojtaszkiem.

Jego pasją był gambit królewski. To właśnie z jego inicjatywy organizowano Królewski Gambit Radomia. Turniej jest dalej kontynuowany i obecnie nosi jego imię. Kiedyś w biurze PZSzach prezes pokazał mi swoją efektowną partię w ulubionym gambicie. Zwierzyłem się mu, że kiedyś też go grałem i nawet zamierzam napisać o nim książkę. „Mam nadzieję, że otrzymam ją i to z autografem”. Niestety praca nad książką trwała bardzo długo. Ma się ukazać pod koniec tego roku w wydawnictwie Joachima Beyera.

Jacek Żemantowski zmarł nagle w wieku 63 lat. Było to szok dla wszystkich!

Przedstawiam Państwu ciekawą książkę Królewski Goniec poświęconą życiu Jacka Żemantowskiego.

Prezes Polskiego Związku Szachowego Jacek Żemantowski w otoczeniu trenerów w czasie sesji MASZ w Zakopanem w 1999 roku

W biurze Polskiego Związku Szachowego: od lewej strony stoją Zbigiew Czajka, Jerzy Moraś, Jacek Żemantowski i Jerzy Konikowski

wrz
17

Andrzej Niklas napisał: GM Svetozar Gligoric – wspomnienie o mistrzu ciekawostka, fragment zapisu partii.

YouTube

wrz
08

Andrzej Niklas napisał: 33 lata temu urodził się Peter Leko.

/////////////////////////////

Petera Leko poznałem w Duisburgu w 1992 roku. Jeden z niemieckich działaczy pokazał mi go z uwagą: To jest przyszły mistrz świata. W późniejszych latach Leko często przebywal w Dortmundzie, najpierw jako kibic potem już jako uczestnik głównego turnieju. Miał niemieckiego sponsora i dlatego młody mistrz dużo przebywał w Niemczech.

Pamiętam jak w czasie jednego turnieju w Dortmundzie poznał swoją przyszłą żonę, córkę znanego arcymistrza Arszaka Petrosjana. Miejscowa prasa dużo miejsca poświęciła temu przypadkowi. Ich środkiem komunikacji okazał się właśnie język niemiecki. Ona chodziła do szkoły w Berlinie, natomiast Peter w tym czasie mieszkał w Niemczech.

Peter Leko nie został mistrzem świata i na pewno tego tytułu już nie zdobędzie, ale otarł się o koronę króla szachów. Mecz o najwyższy tytuł w szachach klasycznych w Brissago z Kramnikiem odbył się we wrześniu i październiku 2004 roku. Przed ostatnią, czternastą rundą Leko prowadził 7-6, jednak przegrał ostatnią partię. Mecz zakończył się remisem, mistrzem świata pozostał Władimir Kramnik.

Peter Leko wraz ze swoją żoną na otwarciu turnieju w Dortmundzie 2012

Na turnieju w Dortmundzie 2012

wrz
06

Pod takim właśnie tytułem prof.Teresa Walas (UJ) wydała dość kontrowersyjną książkę ( Wydawnictwo Literackie, 2003), a w dużej mierze sam tytuł jest już mylący. Sugeruje bowiem jakby polityczny kontekst okresu tzw. transformacji ( termin jak wiemy jest sporny), rozpoczętej nieszczęśliwym układem okrągłego stołu. Tymczasem książka próbuje przedstawić przemiany, które zaszły w kulturze polskiej po 1989 roku. Wydawca oraz autorka dwuznaczność tę skorygowali w podtytule, jednakże dopiero na wewnętrznej karcie tytułowej, dodając uzupełnienie: „Kultura polska po komunizmie. Rekonesans”. Wyraża ono – jak się wydaje – pewną skromność autorki poprzez określenie tych studiów jako próby rozpoznania nowej sytuacji.

W pracy nad tymi esejami zaważyła także intencja analizy kultury socjalistycznej, co doprowadziło do znacznego przerostu zbędnej informacji w tym zakresie przy jednoczesnym pominięciu całych obszarów, a zwłaszcza niszczycielskiej roli cenzury. Natomiast prof.Walas, z dziwną a  zaskakującą powagą, przypomina słowa… Marksa o „kulturze przyszłości, która uwolni się od instytucjonalnego ucisku…” (?!). Czyżby też od ucisku instytucji cenzury ? W państwach dyktatury markzizmu-leninizmu nie przewidywano aliści takich dobrodziejstw! Autorka cytuje też z namaszczeniem paranoidalne tezy Lenina  ( str.27), a przecież cokolwiek by nie powiedzieć o epoce PRL-u, to ostatecznie jej kultura nie uległa  wzorcom sowieckim. Nawet w czasach stalinizmu kultura polska broniła się w swoich enklawach, ignorując leninowskie tezy. Bardziej prawomocne są za to rozważania prof.Walas o kulturze ludowej i masowej, wreszcie na uwagę zasługuje konkluzja o dualizmie kultury PRL-u jako uległej i opornej, zniewolonej i wolnej, represjonowanej i konformistycznej ( str.72). W tych partiach książki można docenić subtelność analiz autorki, jednak wypada zauważyć, że zbyt słabo akcentuje ona negatywne skutki, wynikające z tego zniewolenia oraz represjonowania kultury. Nie ukrywa wprawdzie kaleczącej funkcji cenzury, lecz pisze o niej oszczędnie, a czasem zaledwie w przypisach. Niejednokrotnie stanowią one równoważną część omawianej książki, atoli przypisy o roli cenzury – jakżę negatywnej – są niestety nazbyt powierzchowne i skąpe.

Jest faktem, że reżimy komunistyczne walcząc z inteligencją toczyły zarazem wojnę z kulturą, a natężenie tej wojny było odmienne w różnych krajach i okresach. Jeśli w PRL nie było łagrów dla poetów jak w ZSRR, to nie znaczy, że sytuacja twórców była komfortowa. Główną bronią reżimu był urząd cenzury, który czuwał nad „czystością” pejzażu. W nazistowskich Niemczech książki palono, a komuniści unicestwiali je jeszcze przed drukiem, a nawet często przed stworzeniem, gdyż fama ich cenzury paraliżowała pióra. Urząd cenzury był więc swoistym krematorium „bez dymu”, w którym ksiązki „palono” nawet in statu nascendi. Ilustruje to wymownie np. wykaz odrzuconych książek w PRL-u w latach 1957 – 1964, zamieszczony w nr 2/2004 „Biuletynu IPN-u” (  zebrany przez Małgorzatę Ptasińską pod tytułem „Zakazane lektury”). Niestety,  proceder ten potraktowano w książce prof. T.Walas nadzwyczaj oględnie, co wręcz zdumiewa, skoro usiłuje ona dać nam obraz kultury socjalistycznej. Efektem cenzury i „mecenatu” państwa były białe plamy w recepcji rzeczywistości, podnoszone też w słynnej kiedyś książce „Świat nie przedstawiony” Kornhausera i Zagajewskiego, a zupełnie przemilczanej pod piórem autorki. Trudno naprawdę pojąć dlaczego prof. T.Walas pominęła tę publikację, ponieważ mogła jej ona posłużyć dla rozwinięcia refleksji nad kulturą tamtych lat.

Niżej podpisany miał za złe autorom „Świata nie przedstawionego”, iż winą za te białe plamy obarczali twórców, gdy w istocie leżała ona po stronie cenzury. Nie można jednak akceptować pominięcia jej w rozważaniach prof. T.Walas, ponieważ  łączy się ona ściśle z dramatyczną sytuacją dławienia ekspresji twórczej, co sygnalizował także głośny wykład Barańczaka „Knebel i słowo”. Obraz kultury minionej epoki w ujęciu autorki pozostaje więc rozmyty i jakby podretuszowany, nie dorównuje książkom Jana Prokopa i Wiesława Pawła Szymańskiego, odsłaniającym tamtą „wyobraźnię pod nadzorem” oraz „uroki dworu”, by przywołać oba ich tytuły. Prawda o tamtych czasach mieści się w tym nurcie, rozpoczętym jeszcze słynną książką Jacka Trznadla o „hańbie domowej”.

Interesującą za to częścią książki „Zrozumieć swój czas” jest studium o zmierzchu paradygmatu romantycznego, które rozwija tezę Marii Janion, potraktowaną kiedyś dyskusyjnie przez Błońskiego i Fiuta. W książce znajdziemy ponadto omówienie koncepcji Rymkiewicza, a także echa sporu wokół oryginalnej propozycji sarmackiej Koehlera. Wreszcie refleksje Autorki wykraczają czasem poza sprawy kultury, lecz kiedy omawia kwestie tzw. transformacji ustrojowej ( str.242 – 259) zastanawia pewien brak rygoru. Wymienia np. dwa podstawowe dobra – wolność oraz sprawiedliwość – pozostające w polu elokwencji polskich intelektualistów – lecz analizuje tylko pojęcie wolności jakby zapominając, że poczucie sprawiedliwości jest niemniej ważną potrzebą duchową społeczeństwa. A w razie uchybienia jej naród nie odnajduje się w ramach proklamowanej demokracji, gdy nie spełnia ona warunków państwa prawa. Brak praworządności rujnuje zresztą istotę demokracji, której nie wystarcza w żadnym razie pojęcie wolności.

Ostatni rozdział poszukuje przyczyn milknięcia intelektualistów, o ile taki wniosek można w ogóle uznać za prawdopodobny, a to rzecz  sporna. Nie wydaje się również, aby diagnozy Sennetta ( z „The Fall of the Public Man”) czy Foucault’a  mogły znaleźć jakieś zastosowanie do rzeczywistości polskiej po roku 1989. Może prędzej hipoteza Jacka Bocheńskiego ? A z pewnością niedawne analizy prof. Legutki w „Eseju o duszy polskiej”, które w dodatku zupełnie przeczą wszelkim podejrzeniom o milknięciu intelektualistów. Przeczą temu również publikacje w zeszytach „Arcana” oraz w innych tytułach prasy niezależnej, często też w „Rzeczypospolitej”, nawet jeśli spychane na margines przez układ i zagłuszane przez jego „autorytety”.

Przy wszystkich minusach i plusach omawianej książki, wypada uznać, iż zebrane w niej wywody, pomnożone dygresjami ( nieraz rozwiniętymi w przypisach) stanowią niezbyt udaną próbę konterfektu epoki minionej oraz „swojego czasu”, pomimo dużych walorów informatywnych o wielu publikacjach z tego okresu. Natomiast wyrafinowany styl prof. Teresy Walas pozostaje niezaprzeczalną  zaletą i ozdobą tej książki wydanej w serii „Obrazów Współczesności” Wydawnictwa Literackiego w Krakowie.

Dr  Marek Baterowicz

sie
27

Andrzej Niklas napisał: GM Aleksander Miśta – trener Kadry Narodowej Kobiet w funkcji konsultanta ds. debiutowych. Tytuł GM zdobył w 2003 roku. W 2004 grał w MP, gdzie zajął ostatnie miejsce (=3-10) oraz w turnieju Amplico (szachy szybkie) z GM Korcznojem, który po pojedynku powiedział – „Mój przeciwnik był arcymistrzem? No, cóż, musi się jeszcze wiele nauczyć o końcówkach”

W następnych latach GM Aleksander Miśta uzyskał kilka spektakularnych wygranych m.in. z Szirowem (szachy aktywne), Movsesianem (liga czeska) itd.

Partie

Obrona sycylijska [B92] – Karjakin – Miśta (ME Drezno 2007)

Obrona sycylijska [B84] – Mita – Navara (Czeska Ekstraliga 2007)

Obrona sycylijska [B76] – Najer – Miśta, Bundesliga 2010

Ojciec Aleksandra Grzegorz jest właścicielem Internetowego Sklepu Szachowego

sie
19

Po aresztowaniu w piątek Garriego Kasparowa przez moskiewską policję kolejny były mistrz świata znalazł się na czołówkach prasy światowej.

Borys Spasski w wywiadzie dla rosyjskiej gazety „Komsomolskaja Prawda” opowiedział, w jaki sposób i dlaczego w szybkiej akcji przy pomocy swych przyjaciół  ze swojego domu w Meudon niedaleko Paryża uciekł do Moskwy.

Po wylewie w dniu 23 września 2010 roku Spasski znalazł się w klinice, gdzie według niego traktowano go  „okropnie” i „faszerowano” różnymi środkami uspakającymi. Po opuszczeniu szpitala nie miał dostępu do Internetu i nawet telefonu. Poczuł się odizolowany od świata i to był powód ucieczki do Moskwy.

Chess Base News 1
ChessBase News 2

Moje wspomnienia

Borys Spasski skończył 74 lat!

sie
15

Wczoraj zmarł znakomity serbski arcymistrz Svetozar Gligorić.

 

 

Andrzej Niklas napisał: Svetozar Gligoric był wielkim orędownikiem i znawcą obrony królewsko-indyjskiej. Spopularyzował grając białymi ruch 7.Ge3 (po 1.d4 Sf6 2.c4 g6 3.Sc3 Gg7 4.e4 d6 5.Sf3 0-0 6.Ge2 e5) oraz (po 7….Sc6 8.d5 Se7) ruch 9.Sd2! oraz czarnymi 7…Sg4.

Oto jak pokonał Tigrana Petrosjana w Zagrzebiu w 1970 roku. Partia

Zbiór partii

Fakt.pl

ChessBase News 1 (wersja angielska)
ChessBase News 2 (wersja angielska)
ChessBase News 3 (wersja angielska)
ChessBase News 4 (wersja angielska) 

ChessBase News (wersja niemiecka)

Ostatnia droga Gligorica 1
Ostatnia droga Gligorica 2

sie
06

Marek Baterowicz jest autorem wielu polemicznych felietonów. Część z nich opublikowałem na mojej stronie i blogu. Przypominam, że ich autor jest także silnym szachistą. Mieszka od kilku lat w Sydney i bierze czynny udział w tamtejszym życiu szachowym.

Ostatnio Marek Baterowicz zajął czołowe miejsce w turnieju norths chess club Seniors Tournament 2012.

1. Lay, Peter D  1884    8.5
2-3. Hutchings, Frank P   1847   6.5
Baterowicz, Marek 
1646   6.5     
4-5. Glissan, Paul  1760   5.5
Case, Ivan 1423   5.5
6-7. Greenwood, Norman  1560   5
Low, Frank  1671   5
8-10. Pepping, John M  1621   4.5
Gabriel, Horst  1364   4.5
Schwandl, Hans 1479   4.5
11-14. Simmonds, Rex  1625   4
Singleton, Tim  974  4
Aleksovski, Bosko  1425 4
Nafari, Pari  1319  4
15. Gram, Otto   1174  3.5
16. O’Neill, Ward  U/R    3
17. Baker, John A  1265  2.5
18. Harrison, Joe 917   0

 

lip
17

ANTYCZNE OBYCZAJE
( a nasze teraz )

Po zdobyciu Aleksandrii  Oktawian zmusił Antoniusza do samobójstwa, a potem obejrzał jego zwłoki. Natomiast Kleopatra sama odebrała sobie życie, nie odratowano jej choć cesarz kazał znachorom wyssać jad z rany. Zdarzało się, że Oktawian zmuszał do samobójstwa osoby mniej znaczne, a nawet z błahego powodu. Tak było z ulubionym wyzwoleńcem Polusem, który utrzymywał miłosne stosunki z zamężnymi kobietami, w dodatku wolnymi z urodzenia. Dla cesarza było to nie do przyjęcia, aby ex- niewolnik miewał przygody z wolnymi Rzymiankami!

Wróćmy jednak do tematu samobójstw. Cesarz Tyberiusz, słynący z wyuzdania, miał na sumieniu wiele gorszących afer. Uwiódł i doprowadził do samobójstwa Malonię, kobietę zacnego rodu, którą dręczył też pozwami sądowymi, obyczaj też powszechny w IIIRP.  W końcu Malonia przebiła się sztyletem. Synową Agryppinę prześladował i zesłał na wysepkę Pandataria w pobliżu Neapolu. Tam nieszczęsna zadała sobie śmierć, odmawiając pokarmów. Do samobójstwa doprowadził też Gneusa Pizona, namiestnika Syrii, oskarżonego o otrucie Germanika, być może nie bez racji, lecz z cesarskiego zlecenia. Proces ten opisuje Tacyt. Gajusa, syna przyszłego cesarza Galby, doprowadził do samobójstwa odmawiając mu udziału w losowaniu na prokonsula.  Do samobójstwa zmusił też gramatyka Seleukosa tylko za to, że ten wypytywał służbę cesarską o jakich autorach Tyberiusz zamierza mówić podczas obiadu.  Seleukos po prostu chciał w ten sposób przygotować się do dyskusji z cesarzem. Tyberiusz prześladował też pisarzy, a po wyrokach śmierci dzieła ich niszczono.

Niektórzy z tych oskarżonych zażywali truciznę, by uniknąć tortur. O absurdalności zarzutów świadczy np. sprawa poety Mamercusa Scaurusa, który w tragedii „Atreus” znieważył ponoć Agamemnona. Tyberiusz podejrzewał, że były to aluzje do jego osoby.

Historyka Aulusa Kremucjusza Cordusa skazał za to, że nazwał Brutusa i Kasjusza ostatnimi Rzymianami. Tacyt przytacza jego piękną mowę obrończą, po której historyk zamorzył się głodem. Jego dzieła miały zostać spalone przez edylów, lecz ocalały dla potomności.

Jego następca cesarz Kaligula rozpoczął swe panowanie rehabilitując skazanych autorów. Pozwolił odszukać pisma Tytusa Labiena, Kremucjusza Korda i Kasjusza Sewera, skazane poprzednio uchwałami senatu na zniszczenie. Oddał je do czytania w ręce publiczności, uzasadniając tym, że”zależy mu bardzo , aby wszystko, cokolwiek się zdarzyło , zostało przekazane potomnym”. Te szlachetne intencje przekreślił sam po latach, gdy w obłąkaniu zamierzał unicestwić poematy Homera, dzieła Wergiliusza i Tytusa Liwiusza, usuwając je z bibliotek. Ostatecznie tych pogróżek jednakże nie wprowadził w czyn. O rozmiarach jego szaleństwa świadczy to, że z posągów bogów

usuwał głowy umieszczając wszędzie swoją. A swemu bóstwu wystawił własną świątynię, wyznaczył kapłanów i najbardziej wymyślne ofiary zwierzęce. W tejże świątyni stał jego posąg odlany ze złota, wielkości naturalnej, ubierany codziennie w nowe szaty. Jednocześnie rozmawiał z Jowiszem, czasem mu grożąc, a wszystkim opowiadał jak to Jowisz błagał go zapraszając do wspólnego zamieszkania(!).

Bywał często okrutny. Własnej babce odmówił audiencji w cztery oczy, tym upokorzeniem i innymi złośliwościami spowodował jej zgon. Fałszywym podejrzeniem doprowadził też do samobójstwa swego teścia Sylana. Po latach rozrzutności, a przeszedł wszystkich marnotrawców, wszędzie szukał pieniędzy. W tym celu uciekł się do grabieży, nowych podatków, fałszywych oskarżeń, wymuszał nawet testamenty. Po wyrokach urządzał licytacje, a niewinnie skazani otwierali sobie żyły. Na sumieniu mial również długą listę morderstw. Zginął tak jak żył, od miecza i sztyletów. Nie urządzono mu pogrzebu, dopiero jego siostry, powróciwszy z wygnania spaliły ciało.

Z ulgą przyjęto rządy Klaudiusza, często rozdawał ludowi zapomogi. Do samobójstw raczej nie zmuszał, poza narzeczonym młodszej córki, którego pozbawił pretury. Starannie wykształcony, autor licznych dzieł, był Klaudiusz zarazem okrutny z natury, żądny krwi i nieraz przyglądał się torturom. Jak podaje Swetoniusz: „Trzydziestu pięciu senatorów i przeszło trzystu rycerzy rzymskich skazał na śmierc z lekkim sercem”.  Tragiczną pomyłką było to, że usynowił swego pasierba Lucjusza, który przyjął imię Nerona. Zajmie tron swego dobroczyńcy. Młodziutki wtedy Nero wziął udział w spisku na życie Kaludiusza, otrutego borowikami.

Jednym z powiedzeń Nerona była ta sentencja: „Tak postępujemy, aby nikt nic nie miał”. A jednocześnie słynął z igrzysk i rozdawnictwa zboża, zwłaszcza swym pretorianom. Mimo tych napadów hojności, a czasem nie szczędził złota żołnierzom, do historii przeszedł jako seryjny zabójca i podpalacz Rzymu, kat chrześcijan i marny śpiewak. Zbrodniczy charakter odziedziczył może po rodzicach. Jego ojciec Domicjusz Ahenobarbus zabił swego wyzwoleńca, przejechał koniem chłopca i wykłuł oko jednemu z Rzymian tylko za to, że ten zbyt śmiało z nim dyskutował. Wcześnie osierocił przyszłego Nerona. Natomiast matka Agryppina otruła męża, by wyjść za Klaudiusza. Dlatego ojciec przyszłego pryncepsa narodziny syna skwitował w proroczych słowach: „z takiego związku jak jego i Agryppiny mogło przyjść na świat tylko coś bardzo nikczemnego i zgubnego dla państwa”. Ojciec  nie przewidział, że i zgubnego dla najbliższej rodziny, jako że Nero otruł brata Brytannika, trzykrotnie próbowal otruć własną matkę, a wreszcie podsunął jej statek, który na morzu miał rozpaść się na części.

Agryppina jednak dopłynęła do brzegu! Wtedy Nero rozkazał wyzwoleńcowi zasztyletować matkę, stwarzając pozory samobójstwa.  Do zabójstwa matki dodał jeszcze morderstwo ciotki Lepidy, dwóch żon a przy tym konsula Attyka Westyna, któremu odebrał Statylię Messalinę. Została trzecią żoną Nerona.  Miał też chłopca Sporusa, którego po wycięciu mu jąder, usiłował zamienić w kobietę.  A na sumieniu ma wielu Rzymian, których zamordował albo rozkazał im otworzyć sobie żyły. Tym, którym polecił umrzeć, dawał tylko kilka godzin na wykonanie swej woli. Nie oszczędził nawet filozofa Seneki, swojego byłego preceptora, którego zmusił do samobójstwa  za udział w spisku. I sam Neron – osaczony przez żołnierzy –  odebrał sobie życie, choć z pomocą swego sekretarza, bowiem nie starczyło mu odwagi, by wbić  sztylet w szyję. Uczynił to w końcu po wiadomości, że senat uznał go za wroga ojczyzny.

Na tej długiej liście samobójstw  szczególnym wyjątkiem była śmierć cesarza Otona, obwołanego pryncepsem po zamordowaniu Galby ( w r.69), który panował jedynie siedem miesięcy. Rządy Otona, od początku zagrożone były przez Witeliusza, za którym stanęły wojska germańskie. Jak czytamy u Swetoniusza, w „Żywotach cezarów”, Oton odebrał sobie życie raczej z poczucia moralnego, aby nie trzymać się uparcie władzy kosztem tak wielkiego niebezpieczeństwa  państwa i obywateli niż z powodu jakiejś rozpaczy albo niewiary w swe siły wojenne. Na jego oczach pewien prosty żołnierz, posądzony o kłamstwo, przebił się mieczem. Wtedy Oton zawołał: „nie chcę już dłużej narażać ludzi takiej wartości…”, po czym skreślił dwa listy pożegnalne, swoje listy spalił i rozdał domownikom pieniądze. Tak zwykle postępują samobójcy.Do śmierci pchnęła go zwłaszcza odraza do wojen domowych. Panował zaledwie 95 dni… Na tym tle wszystkie inne samobójstwa były wymuszone przez kogoś, a konkretnie przez cesarzy. Wśród nich byli oczywiście urodzeni szaleńcy jak Kaligula czy Neron, ale to właśnie jedynowładztwo sprawiało, że stopniowo zaniedbywano wszelkie prawa boskie i ludzkie.

Czy inaczej jest dzisiaj ? Na przykład, w naszej  IIIRP ?  Można tu odnotować znaczny postęp, bo  za naszych dni  do samobójstw nie trzeba nikogo przymuszać. Okazuje się, że denaci odbierają sobie życie zupełnie spontanicznie, podobno wskutek różnych kłopotów i utrapień. Potwierdzają to biegli i to  już na początku śledztwa, bo przecież samobójcy nie zostawili listów. Z braku długopisów ? Zapewne, by nie męczyć grafologów  i tak daremną ekspertyzą. To ogromny postęp obyczajów w porównaniu ze starożytnością, choć na tabliczkach woskowych pisało się łatwiej niż na komputerach!

Marek Baterowicz

 

lip
14

BASTYLIA  (okazji 14 lipca)

W dniu zdobycia Bastylii przebywało w jej celach tylko siedmiu więźniów, ale nie oznacza to, że w przeszłości jej mury nie mieściły więcej skazanych. Wypada więc przypomnieć ciemniejsze strony tego słynnego więzienia, używanego przez królów Francji od XV-tego wieku. Pierwszym więźniem stanu był Guillaume de Haraucourt , biskup Verdun, osadzony w Bastylii przez Ludwika XI. Była to kara za spiski  z Karolem Śmiałym, a przestępstwo to odcierpiał biskup dwunastoletnim uwięzieniem, przebywając przez te lata w żelaznej klatce! Za to samo przestępstwo skazano na Bastylię też kardynała La Balue, jednak wyłącznie na pobyt w celi, bez klatki. Po uwolnieniu hierarchom wypłacono pewną sumę za przeżyte cierpienia!

Rejestr więźniów w Bastylii prowadzono dopiero od roku 1658, nie znamy więc pewnej liczby skazanych przed tą datą. Oblicza się jednak, że nie przekroczyła ośmiuset. Częściej z jej murów korzystała Katarzyna Medycejska, nie wahając się skazywać na Bastylię wysokich dostojników jak Franciszka de Vendome, uwiecznionego w powieści Mme de La Fayette – „Księżna de Cleves”. W 1574 z jej sugestii (  panował wtedy jej chory  syn Karol IX) do Bastylii wtrącono na rok dwóch marszałków, którzy spiskowali, by odsunąć od tronu Henryka, trzeciego syna Katarzyny. I choć niekiedy do lochów Bastylii trafiali pospolici przestępcy, to jednak była ona głównie więzieniem dla zdrajców stanu. Podobnie było za panowania Henryka IV, króla znanego ze swojej wspaniałomyślności i który niezwykle rzadko korzystał z Bastylii. Był on skłonny nawet wybaczyć marszałkowi de Biron jego knowania z Hiszpanią, dał mu szansę przyznania się do intryg, obiecując ułaskawienie. Kiedy jednak de Biron wyparł się udziału w spisku, został umieszczony w Bastylii w 1602 roku. Tam też był sądzony, w końcu ścięty, aby uniknąć skandalu publicznej egzekucji. Głowa marszałka de Biron była jedyną, która spadła za  Henryka IV, zawsze korzystającego z prawa łaski jak w przypadku Karola de Valois ( nieprawego syna Karola IX), który również spiskował z Hiszpanami.

Po śmierci Henryka IV ( 1610 ), zasztyletowanego przez fanatyka Ravaillaca, nastała regencja Marii Medycejskiej, albowiem  przyszły Ludwik XIII liczył zaledwie dziewięć lat. W tym burzliwym okresie baszty Bastylii widziały książąt, damy dworu, mnichów, autorów pamfletów czy Leonorę Galigai, żonę wszechwładnego Conciniego, zamordowanego w r.1617. Zbyt skomplikowane tło historyczne tych lat nie pozwala na przedstawienie ich sylwetek, przekraczałoby to nasze łamy. Wystarczy tylko pamiętać, że był to okres  włoskich aspiracji oraz początków kariery kardynała de Richelieu.

Za Ludwika  XIII  ( 1617 – 1643) w murach Bastylii znajdą się przede wszystkim więźniowie polityczni, taki  profil twierdza miała od samego początku, od wieku XV-tego. Tym razem o uwięzieniu decyduje wola kardynała de Richelieu. Tak było też w przypadku marszałka de Bassompierre, który spędził w Bastylii trzynaście lat, uwolniony dopiero po zgonie kardynała ( 1643). Oczywiście do Bastylii trafiały też mniejsze ryby , a nawet ci, którzy łamali edykt zakazujący pojedynków.

Za kardynała Mazarin, który później sterował polityką Francji, Bastylia także nie była pusta. Odnotowano, że w latach 1645/6 w jej pokojach i celach więziono 35 osób. Wśród nich szlachtę ( jak  obłąkanego kawalera de Lorraine ), mnichów i księży (!!), oficera hiszpańskiego, jednego adwokata, nieco muszkieterów zapewne za pojedynki. Trzymano też jednego „szaleńca”, którego złapano w pobliżu kardynała ze sztyletem, a zatem podejrzanego o usiłowanie zamachu.

Ten ostatni przypadek wyznacza zarazem nową kategorię więźniów : osobników podejrzanych o zamiar zgładzenia Ludwika XIV! Pod tym względem prewencja brała pod uwagę najbardziej błahe poszlaki. Zamykano w Bastylii nawet za głupie żarty na ten temat, co przytrafiło się waletowi ambasadora Wenecji w 1684. Czekając na swego pana na przedpokojach królewskich zakpił sobie: „I cóż by mi przeszkodziło wejść zabić króla ?”. Natychmiast znalazł się w Bastylii, i to ze swoim towarzyszem, który miał pecha słyszeć ten głupi żart. W tym samym okresie pewien ksiądz w najlepszej wierze skrytykował brak bezpieczeństwa w apartamentach króla –  również powędrował na miesiąc do Bastylii! Zapewne, by nikomu nie podsunął złej myśli podobnymi uwagami. W latach 1652 – 1665 więziono w jej murach hrabiego Pagano za przechwałki, iż potrafiłby uśmiercić króla magią. A  w roku 1671 do Bastylii wtrącono nawet pannę d’Anglebermes, córkę aptekarza z Orleans, która wyznała arcybiskupowi Paryża, że miała zamiar otruć króla. Uznana szybko za niezrówoważoną, została przeniesiona do klasztoru, gdzie żyła na koszt Ludwika XIV. Była tak trudna we współżyciu, że na jakiś czas wróciła do Bastylii, a potem spędziła resztę życia w różnych klasztorach. Po 35 latach król polecił zbadać, czy można ją wypuścić pod warunkiem oddalenia od Paryża!! Za podobne intencje zgładzenia Ludwika XIV uwięziono dożywotnio czeladnika krawieckiego, jeszcze gołowąsa, bo liczącego 15 lat. A także szaleńca piekarza, który odgrażał się, że zabije króla (!)… Wszystkie te przypadki świadczą o dużej histerii policyjnego aparatu monarchii, a także samego króla. Trudno było jednak zapomnieć zabójstwo Henryka IV, jadącego karocą, czy śmierć Henryka III ( w 1589), zasztyletowanego przez mnicha Jakuba Clement, gdy król siedział na…”tronie”!

Dlatego w epoce Ludwika XIV ( Króla-Słońce!) przesadnie dbano o bezpieczeństwo monarchy. Na Bastylię skazywano nawet osoby, które w nadziei wynagrodzenia zmyślały wykrycie rzekomych spisków! Tym bardziej wtrącano do celi za podejrzenie spisku – jak głośna afera z Rouen ( 1688) czy przypadek Roux de Marsilly ( 1669), osobnika niewątpliwie chorego psychicznie, lecz podejrzanego o knowania z angielskimi protestantami. Od roku 1658 archiwa Bastylii prowadzono starannie i wiemy dzięki temu, że za panowania Ludwika XIV  uwięziono aż dwa tysiące  trzysta dwadzieścia osób , a w tym 304 kobiety…Ale 14 lipca zdobywcy twierdzy uwolnili zaledwie siedmiu więźniów!

Marek Baterowicz