W dniach 3-16 maja 2013 odbył się w Genewie turniej kobiet z cyklu Grand Prix.
Zwyciężyła niespodziewanie Kotenashvili z Gruzji. Klęskę poniosła aktualna mistrzyni świata Hou Yifan.
Zwyciężyni turnieju (ChessBase News)
Końcowe wyniki: Link
W dniach 3-16 maja 2013 odbył się w Genewie turniej kobiet z cyklu Grand Prix.
Zwyciężyła niespodziewanie Kotenashvili z Gruzji. Klęskę poniosła aktualna mistrzyni świata Hou Yifan.
Zwyciężyni turnieju (ChessBase News)
Końcowe wyniki: Link
Bogdan Bieluczyk (z prawej) z bratem Tadeuszem (zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Zaraz po powrocie z mistrzostw Polski juniorów w Goleszowie (7-18 sierpnia 1965), w których podzieliłem 3-4 miejsce, udałem się do Białowieży. Odbył się tam Ogólnopolski Festiwal Szachowy o puchar Białostocczyzny (23-28 sierpnia).
Klub OKO Caissa, w którym wtedy grałem, nie miał pieniędzy na wysłanie drużyny. Mnie, za sukces w Goleszowie, zafundowano tylko udział w turnieju błyskawicznym, który odbył się 21 sierpnia. Grało w nim ponad 60 zawodników. Zakwalifikowałem się do 16-osobowego finału, w którym ostatecznie zająłem 13 miejsce. Turniej wygrał Bogdan Bieluczyk (Jagiellonia Białystok) 13 pkt. Dalsze miejsca zajęli Kornasiewicz 11, Najdekier, 10.5, Żółtek 10 oraz Podolski i Łuczynowicz po 8.5.
Miałem wracać do Bydgoszczy, gdy dyrektor festiwalu Jan Górski zaproponował mi miejsce w drugiej drużynie Jagiellonii Białystok. Oczywiście za to sfinansowano mój pobyt w Białowieży. Ustawiono mnie na III szachownicy. Wygrałem wszystkie partie (5 z 5) i otrzymałem nagrodę na swojej szachownicy, bowiem mistrz Polski juniorów Jerzy Lewi nazbierał tylko 5.5 z 6.
Partię, którą przedstawiam, była rozegrana w III rundzie. Jan Górski nie był zbyt zadowolony, gdy Jagiellonia II urwała jeden punkt pierwszej drużynie. Stało się to za moją sprawą, gdyż pokonałem Bogdana Bieluczyka. Był to rewanż za porażkę w turnieju błyskawicznym.
Ryszard Gąsiorowski (1935-1998) zaliczał się przez wiele lat do czołówki krajowej w grze normalniej i korespondencyjnej. Graliśmy w jednym klubie Hutnik-Nowa Huta. Rywalizowaliśmy ze sobą o czołowe miejsce w drużynie i mimo tego byliśmy do końca dobrymi kolegami. Na miesiąc przed śmiercią poinformował mnie o swojej nieuleczalnej chorobie. Na mojej witrynie zostały opublikowane wspomnienia Andrzeja Filipowicza i moje o Ryszardzie Gąsiorowskim.
Wacław Turski (z lewej strony)
Mistrzostwa Polski w Rzeszowie 1966. Wacław Turski wręcza nagrodę Stefanowi Brzózce.
MP w Rzeszowie 1966. W środku widać legendę polskich arbitrów Wiktora Witkowskiego.
Wacław Turski wręcza puchar Stefanowi Witkowskiemu (wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Andrzeja Filipowicza)
Dodatkowe fotografie: Link.
W 1968 roku zostałem zaproszony na turniej kołowy do Iwonicza Zdroju (6-15 września). Tam poznałem organizatora imprezy i jednocześnie prezesa Okręgowego Związku Szachowego w Rzeszowie Wacława Turskiego – niezwykle sympatyczną postać, prawdziwego pasjonata szachów.
W turnieju startowało 12 zawodników. Rywalizowałem z ówczesnym wicemistrzem Polski Janem Adamskim. Przez dłuższy czas prowadziłem w turnieju, ponieważ Janek przegrał dwie partie. Ale wygrał ze mną w bezpośrednim pojedynku i to zagwarantowało mu 1 miejsce.
Wyniki czołówki
1.Jan Adamski 9
2.Jerzy Konikowski 8.5
3. Tadeusz Lipski 7
Na szóstej pozycji uplasował się mistrz z Krakowa Tadeusz Ciejka, natomiast na siódmym znany mistrz i publicysta Stanisław Gawlikowski.
W 1970 roku w Solinie (27.09-6.10.) Wacławowi Turskiemu udało się zorganizować pierwszy turniej w obsadzie międzynarodowej.
Wyniki czołówki
1-2. Jerzy Konikowski 8 z 10
1-2 Ryszard Gąsiorowski 8
3. Zbigniew Wojciechowski 6.5
Piątą lokatę zajął były mistrz Polski Józef Gromek 6, a jedno miejsce dalej był Tadeusz Ciejka 5 pkt. Za ten wynik uzyskałem normę na mistrza krajowego. W dniu wolnym prezes Turski zorganizował nam wycieczkę po Bieszczadach oraz zwiedzenie elektrowni w Solinie.
VI Puchar Bieszczadów został zorganizowany również w obsadzie międzynarodowej w Ustrzykach Dolnych w dniach 18-26.09.1971. Startowało 14 zawodników.
Czołówka
1. Jan Adamski 11.5
2. Jerzy Konikowski 9.5 (jako jedyni nie doznaliśmy żadnej porażki)
3-4. Stanisław Gawlikowski i Stefan Witkowski po 8
5. Ryszard Gąsiorowski 7
Kolejny turniej międzynarodowy odbył się w Solinie (1.10.-10.10.1972). Tym razem Wacław Turski zorganizował nam wycieczki do Łańcuta i Krasiczyna. Turniej – jako jedyny – zakończyłem bez porażki. Jednakże znany mistrz czechosłowacki Jan Plachetka (obecnie arcymistrz) miał więcej zwycięstw.
Wyniki czołówki:
1. Jan Plachetka 9.5 z 12
2. Jerzy Konikowski 9
3. Frantisek Pithart 8
4. Wojciech Dobrzyński 7
5. Władysław Schinzel 7
6. Ryszard Gąsiorowski 6.5
Turnieje Wacława Turskiego odbywały się wprawdzie w cieniu wielkich imprez w Polanicy i Lublinie ale miały ważną rolę do spełnienia: popularyzację piękna ziemi Bieszczadzkiej. Grałem w nich cztery razy i zajmowałem wysokie miejsca. Dwukrotnie zdobyłem normy mistrzowskie, co w tamtych czasach nie było tak łatwo. Ale przede wszystkim poznałem miejscowości, które wcześniej znałem tylko z literatury i filmów mówiących o powojennych walkach o polskość tych ziem.
Podziwiałem wspaniałą organizację rzeszowskich działaczy na czele z ich prezesem. O Wacławie Turskim wiem niewiele. Nie znalazłem o nim żadnej informacji w Internecie. Przed kilkoma dniami zadzwoniłem do Witolda Szumiły, byłego prezesa Rzeszowskiego Związku Szachowego, który podał mi kilka szczegółów z życia Wacława Turskiego. Pochodził ze Lwowa. Zmarł w wieku 75 lat w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Potknął się na ulicy i doznał wielu skomplikowanych złamań. Lekarze przez dwa lata próbowali przywrócić go zdrowia, ale bezskutecznie. W czasie tej choroby zmarła mu żona. Mieli syna i córkę.
W toku rozmowy przypomniałem sobie, że Wacław Turski zawodowo zajmował wysokie stanowisko w jakieś instytucji. Witold Szumiło potwierdził, że był dyrektorem „Ruchu”. Następnie opowiedział następującą historię. W latach 1956–1971 I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego w Rzeszowie był Władysław Kruczek, który pewnego razu zaprosił Wacława Turskiego do domu w celu rozegrania partyjki szachów. Wygrał oczywiście prezes. Wacław Turski pochwalił się tym wydarzeniem i sprawa stała się dość głośna w mieście. Pewnego razu został wezwany w pewne miejsce, gdzie otrzymał odpowiednią reprymendę. Takie to były wtedy czasy!
Janusz Woda z autorem bloga w Niemczech na początku lat 80-tych
Zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Filipowicza
Zapraszam do lektury wspomnień byłego prezesa Polskiego Związku Szachowego Janusza Wody o zmarłym niedawno znakomitym szachiście Zbigniewie Dodzie: Link.