Jerzy Konikowski - wpisy autora

maj
19

Kontynuacja odcinka 65

Z dużą uwagą przeczytałem artykuł Sukces Siergieja Karjakina w najnowszym Magazynie Szachista 5-2016. Autor Andrzej Filipowicz przedstawił analizę końcówki Caruana-Swidler, Moskwa 2016.

Oczywiście w zaciszu domowym i przy pomocy komputera jest łatwo przeanalizować taką pozycję i wydać prawidłową diagnozę. Co innego jest w partii i przy tykającym zegarze.

Andrzej Filipowicz bez problemu wskazał punkty krytyczne w partii i stwierdził m.in. „Cóż, jak zwykle decydującą rolę odegrał brak wiedzy w końcówce. Z tą typową, często zdarzającą się końcówką jest tak – albo się ją zna, albo nie…”

Czy to jest rzeczywiście typowa końcówka i tak często ogląda się ją w praktyce turniejowej? Mam duże wątpliwości!

Sam Fabiano Caruana powiedział po partii, że znał tę pozycję, ale zapomniał. W krytycznym momencie partia trwała już 7 godzin. A więc zadecydowały normalne ludzkie słabości: zmęczenie i pamięć! Jak można więc ganić czołowego szachistę świata o brak znajomości koncówek?

W wpisie m.in. napisałem:

Nie rzadko widzimy w praktyce turniejowej przeróżne wpadki w grze końcowej szachistów wszystkich klas, nawet ze ścisłej czołówki światowej. Czy świadczy to o słabej znajomości końcówek zawodników nawet z najwyższej półki?

Na pewno nie! Ale dość często taką wersję wypadków przedstawiają zwolennicy gry końcowej. Według nich powinno się więcej uwagi w treningu poświęcić końcówkom, gdyż one decydują o ostatecznym wyniku partii.

Taka teoria wydaje się mocno abstrakcyjna, gdyż aby dojść do końcowej fazy gry trzeba najpierw „przeżyć” wydarzenia na początku walki, czyli w debiucie i grze środkowej.

Trzeba brać też pod uwagę fakt, iż zawodnicy muszą często pokonać wiele przeszkód w trakcie partii. Nie tylko czysto szachowych, ale także wchodzą w grę kwestie kondycyjne. Partia szachowa może przecież trwać wiele godzin i często zmęczenie oraz psychiczne napięcie długotrwałą walką są przyczyną popełnianych błędów.

Jednakże o tym przeważnie się nie pisze i nie mówi, tylko oskarża się o nieznajomość końcówek zawodników. Bądźmy więc ostrożni w diagnozowaniu takich przypadków, które mogą wystawić tylko komuś nieuzasadniony zarzut.

Podobnych przypadków miałem sporo we własnej praktyce turniejowej. Podobne „klęski” widziałem również w twórczości znakomitych graczy i nawet mistrzów świata.

Jesteśmy przecież tylko ludźmi, a nie robotami szachowymi!

Na blogu przedstawiliśmę wspomnianą końcówkę: link.

W tekście napisałem: Zwracam uwagę na to, że choć te końcówki są teoretycznie równe, to w praktyce bardzo często wygrywa strona silniejsza materialnie. Sam widziałem na własne oczy takie momenty. Przypominam sobie pewną imprezę szachową (około 35 lat temu), kiedy to mój ówczesny podopieczny Roman Tomaszewski z Częstochowy „oszukał” w takiej pozycji największego specjalistę tego typu końcówek w kraju.

W praktyce turniejowej, przy tykającym zegarze, wszystko jest możliwe!  

Teraz precyzuję tę informację. Końcówka była grana w czasie mistrzostw Polski w Tarnowie w 1979 roku i „ofiarą” Romana Tomaszewskiego stał się sam Andrzej Filipowicz. Jak na ironię miał on wcześniej wykłady na ten temat w trakcie jednego zgrupowania kadry, którego uczestnikiem był Romek.

Końcówka była oczywiście remisowa, ale młodszy ją wygrał. Po partii Tomaszewski krótko skomentował wynik: „Łatwo pokazuje się taką końcówkę z notatkami przy tablicy demonstracyjnej, niż demonstruje się ją w rzeczywistej grze”. I miał rację!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

maj
18

Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)

„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …

///////////////////////////////////////////////

Kontynuacja odcinka 166

W w/w artykule autorzy stwierdzili:

MAT1A (Kopie)

 

Okazuje się, że po 20 latach działalności MASZ nie opracowano jeszcze optymalnego systemu szkolenia. Można zadać proste pytanie: Dlaczego?

Sam na trzech sesjach w latach 1999-2000 widziałem brak jakiejkolwiek logicznej koncepcji szkolenia naszej młodzieży. Później potwierdził to sam lider polskich szachów Radosław Wojtaszek: link.

Wcześniej na mistrzostwach świata juniorek i juniorów  w Duisburgu oraz Halle 1992 zaobserwowałem poważny mankament w przygotowaniach teoretycznych, który ogólnie brzmiał: debiuty!

Pisałem o tym wielokrotnie, np. link.

Moimi uwagami podzieliłem się z niektórymi trenerami w trakcie zgrupowań w Zakopanem 1999 oraz w Wiśle 2000, ale nie wywołało to zainteresowania. Ogólnie panowała euforia: nasza młodzież przywozi worek medali, a więc jest wszystko w najlepszym porządku!

Patrzyłem dalej w przyszłość. W emailu w dniu 15 sierpnia 2003 do ówczesnego prezesa Przemysława Gdańskiego zaproponowałem zorganizowanie spotkania roboczego w gronie czołowych trenerów, coś w rodzaju „okrągłego stołu”, w celu opracowania nowego systemu szkolenia dla polskiej młodzieży.

W odpowiedzi w dniu 18 sierpnia 2003 roku Przemysław Gdański napisał, że idea „okrągłego stołu” mu się podoba, ale postawił pewien warunek. Był on dla mnie nie do przyjęcia. Pisałem już o tym na blogu, więc nie będę się powtarzał.

Po 13 latach wraca znowu temat optymalnego systemu szkolenia w polskich szachach. Za 10 lat Polski Związek Szachowy będzie obchodzil 100-lecie swego istnienia. Może do tego czasu powstanie wreszcie jakaś wzorcowa – dla przyszłych pokoleń  – koncepcja szkolenia naszej młodzieży?

 

 

maj
18

Jacek Gajewski z Katowic jest nie tylko uznanym publicystą w problematyce „SZACHY”, ale zajmuje się także działalnością szkoleniową.

Owocem tej pracy jest niedawny świetny rezultat jego podopiecznej Ireny Hertlein:

Niebywały sukces sportowy osiągnęła uczennica naszej szkoły Irenka Hertlein z klasy 4″b”. Na XXII Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, która odbyła się w dniach 30.04.-07.05.2016. w Olecku wywalczyła II miejsce. Na dystansie dziewięciu rund zdobyła siedem i pół punktu, wygrywając sześć partii, trzy remisując i żadnej nie przegrywając!

Nasza nowo kreowana wicemistrzyni Polski wywalczyła ponadto awans do mistrzostw Europy i mistrzostw świata juniorów do lat dwunastu oraz została jej przyznana II klasa sportowa. Należy podkreślić, iż Irenka rywalizowała najczęściej z przeciwniczkami o rok starszymi od Niej. Bezpośredni przebieg Jej partii był transmitowany poprzez łącza internetowe na cały świat.

Serdecznie gratulujemy tak znaczącego sukcesu sportowego i jednocześnie dziękujemy, że godnie reprezentowała rodzinę, Szkołę Podstawową nr 62 im. Józefa Kocurka, trenerów oraz województwo śląskie.

Uzupełniająca informacja na stronie: link.

20160507_145651

OOS dyplom

OOS medal

 

DSCN0508

Jacek Gajewski wraz ze swomi podopiecznymi: Ireną Hertlein oraz córką Julią

maj
17

openingencyclopedia16

Ukazała się nowa encyklopedia debiutów w formie elektronicznej firmy z Hamburga CHESSBASE Opening Encyclopedia 2016, w której jest też sporo moich artykułów.

Clipboard02

Clipboard03

Źródło

maj
16

Kontynuacja odcinka 64

Kilku Internautów przysłało swoje komentarze do poniższego stwierdzenia:

szach1 (Kopie) (Kopie 2)

Zamieściłem jeden … A tak na serio, to brzydko jest nazywać pracowitych szachistów „kujonami”, szczególnie w tak opiniotwórczym czasopiśmie szachowym. Nazywać tak tych graczy, którzy poświęcają swój czas i siły na twórczą pracę szachową, mającą na celu osiągnięcie wyżyn w tej grze.

Inne uwagi były podobnej, ale nieco w ostrzejszej formie, więc odłożyłem je ad acta. Po co dramatyzować problem!

Zastanawiające jest końcowe sformułowanie Andrzeja Filipowicza: „Tych przykładów porażek jest znacznie więcej, niż sukcesów po osiągnięciu przewagi debiutowej”. 

Nigdy nie słyszałem o tym, aby ktokolwiek w świecie (także autor tego stwierdzenia) prowadził takie badania, gdyż byłaby to gigantyczna praca i zupełnie pozbawiona sensu. Po co? Aby udowodnić tylko tezę Andrzeja Filipowicza, że gra środkowa i końcówki są ważniejsze od początkowej fazy gry?

Przecież wszyscy, którzy poważnie traktują grę w szachy i chcą osiągać sukcesy na skalę międzynarodową zdają sobie sprawę z tego, że bez poprawnej fazy debiutowej ich kariera sportowa nie rozwinie się we właściwym kierunku. Kolejny raz przypominam wskazówki światowych autorytetów szachowych: Link. 

Oczywiście przypadków, że ktoś przegra lepszą partię po dobrze rozegranym debiucie jest bardzo wiele. Tylko komputery są w stanie wykorzystać swoją przewagę i pokonać nawet najlepszych szachistów świata.

Natomiast ludzie popełniają błędy. Przyczyn może być wiele, np. zła ocena pozycji i wybranie fałszywego planu gry, zwykłe przeoczenie silnej odpowiedzi przeciwnika, podstawka materiału itd. Szczególnie w pojedynkach zawodników o zróżnicowanym poziomie gry, strona silniejsza – z racji swej klasy – może ograć przeciwnika, nawet gdy słabszy osiągnie przewagę debiutową.

Oczywiście często wpływ na takie przypadki ma też nieodpowiednia praca nad debiutami. Pisałem o tym kilkakrotnie. Załączony wycinek pochodzi z tekstu Gorzka Prawda (Szachy/Chess 75/76 – 2002):

Po tym artykule otrzymałem kilka listów od rodziców, których dzieci były szkolone w Młodzieżowej Akademii Szachowej. Ich uwagi wykorzystałem w tekście Quo vadis… – raz jeszcze! (Magazyn Szachista – październik 2003).

Ogólnym problemem jest właśnie sposób pracy nad debiutami. Jeden z ojców utalentowanej juniorki napisał m.in.: „Kiedy córka miała 10 lat trenował ją czołowy szkoleniowiec (kandyduje do miana wybitnego trenera PZSzach), finansowany częściowo z kasy klubu, a częściowo przez rodziców. To szkolenie wyglądało tak, że przyjeżdżał do miejsca zamieszkania raz na dwa miesiące, bo nie miał więcej czasu. Wyjeżdżając zostawiał córce właśnie takie kartki – słupki z debiutami i wariantami do nauczenia się. Córka pewnego razy płakała, gdy była odpytywana z tych wariantów. Trener twierdził, że bez tego nie da rady dobrze grać w turniejach…”.

Przypominam, że własne spostrzeżenia na mojej pierwszej sesji MASZ w Zakopanem 1999 roku dało mi impuls do napisania książki Szybki kurs debiutów.

cdn

maj
15

Nie ma znaczenia, jak dobrze grasz – nie możesz spodziewać się dobrych wyników, kiedy masz przegraną po debiucie.

Garri Kasparow, szachowy mistrz świata w latach 1985 – 2000

//////////////////////////////////////

W dzisiejszej 4 rundzie ME Europy Mateusz Bartel bezlitośnie i szybko wykorzystał błędy debiutowe swego przeciwnika.

 

maj
14

W styczniu tego roku Internauta „Krakowiak” przysłał mi zdjęcie, które znalazł w swoich zbiorach. Według niego, tym symultanistą jestem ja. I ma rację!

Przy tej okazji padło pytanie, czy mogę coś więcej powiedzieć o tej imprezie?

Po przeszukaniu mojego archiwum natknąłem się na dwa wycinki z gazet, ale bez daty. Przypuszczam, że fotografia została wykonana w 1976 roku w trakcie mojej symultany w lokalu Krakowskiego Klubu Szachistów.

Krak1 (Kopie 2) (Kopie)

Krak1 (Kopie 2)

Krak1 (Kopie)

 

maj
14

Dziewięćdziesięciolecie szachów w Polsce

Święto dyscypliny szachowej ma swoje sukcesy

To z biegiem lat, każdego miłośnika duszę cieszy

Dawne szachy, na przestrzeni gier wyczynowych

Zdobyły wiele medali w rozgrywkach światowych

 

Szachy powstawały do kształtowania umysłu

W zakresie twórczości, ekonomi i waleczności

Także w dziedzinie przyszłej polityki – sportu,

Która wskaże lepszą przyszłość społeczności

 

Podpatrując naszych wschodnich – sąsiadów

Gdzie na szachy więcej przeznaczano nakładów

Tam szybciej uzyskiwano stopnie – arcymistrzów

Niż ze wszystkiej reszty z pozostałych krajów

 

W kraju, tacy bywali, co sami się sponsorowali

Także bardzo dobre wyniki dla Polski zdobywali

Ale na długo, z takim stanem nie wytrzymywali

Gdyż do tej konkurencji, młodości potrzebowali

 

Józef Rybak

14.05.2016 r. 29278/130/16

 

maj
13

W dzisiejszej 2 rundzie Mistrzostw Europy lider polskich szachów Radosław Wojtaszek elegancko wykorzystał błąd przeciwnika po 32…W8c7??

 

maj
13

Kontynuacja odcinka 63

W Magazynie Szachista (luty 2016) Andrzej Filipowicz na stronie 26 napisał:

Szach1

W poprzednich odcinkach była mowa o tym, że miesięcznik jest czytany także przez mało jeszcze doświadczonych, ale z ambicjami sportowymi  zawodników, którzy chcą z pewnością zdobyć odpowiednią wiedzę szachową, aby następnie szybko uzyskać wyższe kategorie oraz osiągać satysfakcjonujące ich (także nas kibiców) sukcesy turniejowe.

Rady Andrzeja Filipowcza są sprzeczne z tym, co głoszą wybitni arcymistrzowie. Dla przypomnienia odcinek 62.

Dla mnie nie jest to właściwie żadnym zaskoczeniem. Z podobnym podejściem do szkolenia młodych kadr spotkałem się na trzech sesjach Młodzieżowej Akademii Szachowej w latach 1999 i 2000. Dlatego nie należy się dziwić, że mamy tylko jednego zawodnika powyżej 2700, który akurat wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że głównie pracuje nad debiutami!

Od wielu lat, najpierw jako aktywny trener i następnie autor wielu książek, staram się dać młodym adeptom sztuki szachowej praktyczne wskazówki. Opieram się na wiedzy zdobytej w czasie wieloletniego studiowania m.in. znakomitej literatury w j.rosyjskim, rozmowach z wybitnymi indywidualnościami królewskiej gry oraz badaniom teorii szachów.

Z tezami Andrzeja Filipowicza trudno jest się zgodzić, gdyż odbiegają one od logiki współczesnego rozwoju szachów!

Na tym blogu pisałem już o tym, że nie ma żadnych wątpliwości, że intensywna praca z otwarciami jest twórcza i pomaga rozwinąć wiele pozytywnych cech oraz umiejętności, takich jak wytrwałość w szukaniu nieznanych dróg oraz doskonaleniu zdolności analitycznych.

Inspiruje też do nieustannego poznawania nowych pozycji w grze środkowej, które są ściśle związane z wieloma otwarciami. Ponadto często zmusza nawet do zajmowania się różnymi końcówkami, które wynikają w toku analizy wielu sytuacji w początkowym stadium gry.

Wniosek: Praca analityczna z otwarciami szachowymi daje możliwość do zajmowania się także problemami pozostałych części partii!

To właśnie „syzyfową pracą” jest studiowanie jakiś pozycji z gry środkowej bez powiązania tego z debiutami. Szachista pozna pewne sytuacje i nie będzie umiał wykorzystać tej wiedzy w praktyce. Tymczasem studiując np. teorię obrony Nimzowitscha lub różnych wariantów gambitu hetmańskiego pozna różne struktury pionkowe, jak: izolowany pionek, wolny pionek, wiszące pionki, zdwojony pionek itd. Czyli tą drogą można połączyć poznawanie wariantów debiutowych z ważnymi elementami gry środkowej.

Włączając np. pewne warianty obrony sycylijskiej do własnej gry poznajemy różne motywy kombinacyjne, jak atak na króla w centrum, akcje taktyczne przy tych samych i różnostronnych roszadach itd.

Tak więc należy zalecać młodzieży z ambicjami sportowymi łączenie poznawania strategii i taktyki szachów z pracą nad repertuarem debiutowym! To będzie owocne szkolenie (albo samoszkolenie), a nie jak twierdzi Andrzej Filipowicz – „syzyfowa praca”!

Oczywiście trzeba znać elementarne końcówki i różne metody realizacji przewagi. Jednakże bez dobrej znajomości otwarć, tej fazy gry możemy nie osiągnąć! Albo uzyskamy ją w stanie nie nadającym się do dalszej walki!

Nazywanie przez Andrzeja Filipowicza „kujonami debiutowymi” zawodników, którzy pracują intensywnie nad początkowym stadium partii szachowej, jest dużą przesadą. Przecież do tej grupy należą mistrzowie świata i cała czołówka światowa. To przecież „kujon debiutowy” Anand zaprosił kilka lat temu do współpracy polskiego „kujona” Radosława Wojtaszka!

cdn