SPIS TREŚCI
![]() |
|
Od redakcji
Niewielkie norweskie miasto Tromsö, stolica Arktyki, gdzie akurat w sierpniu są tzw. „białe noce“, gościła na XLI Szachowej Olimpiadzie ponad dwa tysiące szachistów, sędziów, działaczy i osób towarzyszących. Powstały kłopoty z miejscami hotelowymi i przykładowo ponad 150 arbitrów musiało zamieszkać w innym miasteczku w odległości 70 km od Tromsö i codziennie spędzało blisko trzy godziny w autobusach. Uczestniczyły aż 172 drużyny w konkurencji open i 134 w olimpiadzie kobiecej, co świadczy o popularności szachów na całym świecie i jest rekordem trudnym do pobicia. Żadna dyscyplina sportu nie jest w stanie zgromadzić w jednej hali aż tylu nacji.
Sala gry, dość przestronna, ale niezbyt elegancka (dawny magazyn portowy) pozostawiała wiele do życzenia. Warunki gry były dla niektórych drużyn lepsze, dla innych gorsze, podobnie jak hotele. Wiadomo, że załatwienie odpowiednich hoteli trwa około dwóch lat i nasze kierownictwo powinno ten problem sfinalizować przed rokiem w trakcie Pucharu świata w Tromsö, jak to uczyniły niektóre ekipy. W rezultacie nasi reprezentanci mieszkali w bardzo skromnych warunkach, co naturalnie mialo wpływ na wyniki, chociaż tu główną rolę odgrywa poziom gry. Wśród mężczyzn mamy jednego klasowego zawodnika Radosława Wojtaszka, a w trakcie olimpiady rozwinął się drugi as, utalentowany junior Jan Krzysztof Duda. Tylko dzięki niemu, który jako jedyny rozegrał 11 partii i uzyskał aż 8,5 p., Polska nawiązała walkę o miejsce w pierwszej dziesiątce. Wszyscy pozostali zdobyli zaledwie po 5 p. Jankowi należał się medal na III szachownicy, ale został niepotrzebnie wstawiony do składu w ostatniej rundzie i przegrał z najlepszym zawodnikiem olimpiady Chińczykiem Yu Yangyi, mistrzem świata do 20 lat, któremu już uległ w tegorocznym Wijk aan Zee.
Ostatecznie Panowie zajęli XV miejsce, w sumie dość dalekie. Lepiej wypadły Panie lądując na VII miejscu, chociaż grały bez dwóch czołowych szachistek Iwety Rajlich i Joanny Majdan-Gajewskiej. Zastąpiły ich Klaudia Kulon i Marta Bartel, która sprawiła miłą niespodziankę zdobywając srebrny medal na IV szachownicy.
W Olimpiadzie open medale dość niespodziewanie zdobyli Chińczycy, Węgrzy i Hindusi, pokazując wyraźnie, że Azja jest obecnie najsilniejszym szachowym kontynentem. Wszyscy pamiętają, że przez wiele lat mistrzem świata był Hindus Viswanathan Anand, który w tym roku ponownie staje w szranki i w meczu o mistrzostwo świata pragnie zrewanżować się Magnusowi Carlsenowi. Mistrzynią świata, też od lat, z małą przerwą, jest kolejna Chinka Hou Yifan. Chinkom nie udało się jednak zdobyć złotego medalu i musiały zadowolić się srebrem. Triumfowały Rosjanki, który zdobyły trzeci z rzędu złoty medal. Ukrainki uplasowały się na trzecim miejscu.
Redaktor Naczelny
- Saric – M. Carlsen, Olimpiada,Tromsö 2014
- Jotow – J.K. Duda, Olimpiada,Tromsö 2014
- Kulon – B. Munguntuul, Akad. MOE,Katowice 2014
W najnowszym miesięczniku „Historia do rzeczy” został opublikowany artykuł Krzysztofa Masłonia o Jerzym Putramencie, pisarzu komunistycznym i wielkim sympatykiem szachów. Autor to przypomniał na końcu swego tekstu: „… a prezesował Polskiemu Związkowi Szachowemu, sam grając w szachy co najmniej nieźle, co potwierdzał między innymi grający z nim Janusz Szpotański.”
Jerzy Putramen był w latach 1954–1957 i 1963–1973 prezesem Polskiego Związku Szachowego
Dla przypomnienia: link.
172 lata temu urodził się Johannes Zukertort, czołowy szachista świata w drugiej połowie XIX wieku.
18 lat temu urodził się Illa Nyżnyk, obecnie szachista wyróżniający się na świecie.
Trener kadry Polskiego Związku Szachowego Michał Krasenkow jest uznanym teoretykiem w zakresie debiutów i swoje analityczne artykuły publikuje głównie w periodykach zagranicznych: ChessBase Magazin (Niemcy) oraz New in Chess (Holandia).
Jest też autorem książki „Sveshnikov Sicilian, Cadogan Books, Londyn 1996“. W zakończonych niedawno rozgrywkach Ekstraligi w Katowicach doszło do spotkania Hera Imre Jr (2576) – Michał Krasenkow (2631). Tematem partii jest wariant „Szwesznikowa”, którego nasz arcymistrz jest specjalistą.
Ostatnia III Sesja ekstraligi odbyła się w dniach 3-5 października w Katowicach i przyniosła ostateczne rozstrzygnięcie. Tytuł Klubowego Mistrza Polski wywalczył zespół VOTUM SA Polonia Wrocław, który wyprzedził KSz Wasko Hetman Katowice oraz Akademię Szachową Future Processing z Gliwic.
Dokładne wyniki na stronie mistrzostw: link.
W ramach ligi rozegrano wiele ciekawych partii. Z dużym zainteresowaniem oglądałem na żywo pojedynek trenera kadry Michała Krasenkowa (ranking 2631) z kilkakrotnym mistrzem Polski Tomaszem Markowskim (ranking 2575).
Białe z dużym optymizmem zaatakowały swego partnera, ale „zapomniały” o swoim królu, który pozostał w środku szachownicy. Kiedy w końcu schowały go na skrzydle hetmańskim, było już za późno. Markowski w skuteczny sposób przeszedł do kontrnatarcia.
Partia jest ciekawym przykładem na zajęcia z młodzieżą na temat ataku przy królu w centrum i doskonale pasuje jako uzupełnienie do mojej książki „Atak na króla”.
W sezonie 2014 – 2015 rozgrywkach I-ligi niemieckiej startuje liczna grupa polskich arcymistrzów.
- Schwäbisch Hall
Radosław Wojtaszek
- Turm Emsdetten
Dariusz Świercz
- USV Dresden
Grzegorz Gajewski
Mateusz Bartel
Bartosz Soćko
Marcin Dziuba
- Hamburger SK
Jan Krzysztof Duda
Robert Kempiński
- SG Trier
Paweł Bobras
Łukasz Cyborowski
Paweł Jaracz
- SF Berlin
Aleksander Miśta
Kacper Piorun
- Hansa Dortmund
Bartłomiej Heberla
- SSC Rostock
Jacek Tomczak
Marcin Szeląg
SZPICA BELWEDERU
( i inne anomalie )
W okienku telewizorów ujrzeliśmy scenkę z teatru dla wyższych sfer ( być może przedstawi ją też w swoim teatrzyku sarkastyczna Małgorzata Todd ), a wystąpiły w niej postacie z najwyższych świeczników III RP: prezydent Komorowski i marszałek Sejmu czy jak mówią maluchy – „marszałka opałka”, waćpani Kopacz. A, wdzięcząc się nader politycznie , rzekła skromnie: „Udało mi się przekonać pana prezydenta do mojej osoby…” ( rzecz jasna chodzi o jej premierostwo po upiornym Donaldzie, który poszedł w pany na dworze Frau Merkel ) . A na to prezydent ( jak pisać: prezydęt czy prezydent ?) zagawędził z wyszukaną grzecznością: „ To nie było takie trudne…”! Obrazek ten sielski jest dowodem manier godnych pałacu, jakże odmiennych od tyrad jegomościa od mirabelek i szczawiu. Nareszcie mamy elity sposobne baraszkować na salonach ? No i mamy dobrze wyłuskaną szpicę Belwederu pod postacią pani marszałek w premiera przeobrażoną, nieprzypadkowa to nominacja. Od razu bowiem rzuca się w oczy misterna konstrukcja, która najwyższe urzędy w III RP dobiera sobie ze smoleńskiej kliki. Ewa Kopacz zasłynęła z kłamstw o sekcji ofiar Tupolewa i poszukiwań szczątków na terenie upadku samolotu. Bronisław Komorowski został największym beneficjentem „katastrofy”, a Tusk (wraz z Arabskim) był rozgrywającym przygotowań do feralnego lotu. W tym amoralnym trójkącie – dziś rozpiętym między Warszawą a Brukselą ( z może i Berlinem ) trwa opór przeciwko ustaleniom dokonanym przez zespół Macierewicza, a dotyczącym zamachu na samolot z Prezydentem. Wśród towarzyszy pancernej brzozy pewną rolę odgrywał jeszcze Lasek, lecz jego tezę zbiły fakty.
I to jest głównym powodem ostatniej nominacji Komorowskiego – układ post-smoleński będzie do końca walczył o to, by ustalenia niezależnych ekspertów nie zdobyły sobie prawa obywatelstwa w oficjalnych mediach. A zatem będzie zwalczał prawdę o „katastrofie”, a swoją władzę opierał na smoleńskim kłamstwie tak jak kiedyś reżim PRL-u pielęgnował kłamstwo katyńskie. I dlatego rząd oraz Belweder muszą podlegać osobom sprawdzonym i gwarantującym kontynuację owego kłamstwa.
Oczywiście można i pożartować – jak to zrobił Janusz Szewczak – suponując, że pani Kopacz została premierem, bo nie chodziła do przyjaznej restauracji, gdzie działały ukryte mikrofony i nie dała się podsłuchać. A zatem ma czyste konto ? To raczej wątpliwe, bo jako minister zdrowia w latach 2007 -2011 (jaka długa kadencja!) tak załatwiła polski system zdrowia i szpitale, że dzisiaj na operację kolana czeka się do siedemnastu lat! To tylko jedna z anomali polskiej rzeczywistości, gdy minister Arłukowicz wieńczył destrukcyjne dzieło swej poprzedniczki.
O innych anomaliach mówi znana nam już rewelacyjna książka Szewczaka – „Polska – kraj absurdów”. Natomiast chodzącą anomalią (no, czasem grał w piłkę!) był właśnie Tusk, oddelegowany do UE na zasadzie nagrody za wierność. Był nie tylko najgorszym premierem III RP, ale przede wszystkim uczynnym faktotum obcych potencji, służącym do zamiatania Polski. Wymieciono, co się dało, a w tym dwa miliony emigrantów. Jeśli coś zostało, wykopie to jego następczyni, zaprawiona w przemycaniu kłamstw.
Zmiana na zwrotnicy rządu zbiegła się prawie z 75-tą rocznicą IV rozbioru Polski czyli z datą 17 września 1939, dniem sowieckiego najazdu na Polskę. Było to preludium do oderwania naszych kresów, do makabrycznych masowych zbrodni i deportacji, przy których błedną bałkańskie czystki. Nie doszłoby może do utraty ziem wschodnich, gdyby nie idiotyczna pobłażliwość dwóch Anglosasów w Teheranie i Jałcie, nadskakujących Rosjanom. Ci dwaj starcy w miłosnym uścisku ze Stalinem poczęli sowieckie imperium, które szybko stało się wrogiem wolnego świata, a obecna Rosja kontynuuje ten kurs pod wodzą Putina. I jeżeli planeta zgorzeje w atomowych fajerwerkach będzie to wyłącznie wina Roosevelta i Churchilla, wina ich politycznej ślepoty. Ten ostatni w dodatku złamał pakt podpisany z Polską przedwojenną, zdrada sojusznika hańbi Albion.
Kilka dni temu na portalu salon24 bloger „braciamokwe” zaatakował blogerów z emigracji (starego wiarusa, rolexa et consortes) odmawiając im prawa do komentowania sytuacji w Polsce, bo nie żyją w dorzeczu Wisły a wyjechali „dla pełnej michy”! (a ilu wysłano z paszportem w jedną stronę!) Bloger wręcz pieni się: „Jakim prawem oceniacie nasze daremne usiłowania, skoro sami w nich nie uczestniczycie?” – choć prawa do ocen nie odbiera nam oddalenie, a dzięki technologiom Polskę widzimy jak pod mikroskopem. Absurd do kwadratu, zakaz pisania o Polsce na obczyźnie trąci gomułkowską tępotą. I wyjeżdżaliśmy dla wolności, bo w PRL-u szalało ZOMO, a paszporty nie były własnością obywateli jak krajach Zachodu. Za „pełną michą” nie trzeba było wyjeżdżać, bo wiejskie gospodynie krążyły po miastach, pukając do drzwi i oferując wędliny i kiełbasy! Bloger zapomniał? Braciamokwe ma żal, że analizujemy „naszą krajową niemożność”, biada, że brakuje im naszych głów – ale jak ktoś wracał z kiesą pomysłów, był niszczony jak np. Zbigniew Rybczyński i w końcu wrócił do USA. Ale, ale…Nie po to wyjeżdżaliśmy z PRL-u, by wracać do PRL-bis! Bloger zapewnia nas, że już nie grozi nikomu „kula na Mokotowie”, zapomniał jednak o seryjnym samobójcy! A nasz powrót nie jest konieczny dla zmian, bo w Kraju jest wielu światłych ludzi, tyle że są spychani na margines przez układ post-komuny. I przez bierność wyborców. Tu dochodzimy do ważnej sprawy: nie trzeba robić „rewolucji” z pomocą wracających emigrantów ( układ by ich też zmarginalizował ), lecz wystarczy obudzić wyborców, zmobilizować ich do głosowania! Co warta jest wasza polskość, jeśli w wyborach głosuje zaledwie połowa uprawnionych ? Do urn kroczy zwykle zwarty elektorat „peerelczyków”, a Polacy siedzą w domach bojkotując własne szanse! Tu pojawia się istotna analiza prof. R.Legutki o naszym rozbiciu na dwa niejako narody : Polaków i „peerelczyków”. Ci ostatni są wspaniale zorganizowani ( ba, dawne służby!), gdy Polacy smęcą i oddają pole bez wyborczej walki. Przy takiej postawie żyją pod okupacją peerelczyków! W Australii jest mądry przymus głosowania, bo dopiero stuprocentowa frekwencja gwarantuje obiektywny wynik. Braciamokwe ma więc misję : budzić polskich wyborców, a nie zachęcać nas do powrotu. Nie znaczy to, że popieram wyjazdy z Kraju, przeciwnie. Ostatnia emigracja „tuskowa” jest nieszczęściem dla Polski, tworzy też pustostany, w które wchodzą cudzoziemcy.
Tekst braciamokwe wywołał już szeroką dyskusję. Nikt jednak nie dostrzegł, że blogerzy z emigracji krytykują układ post-komuny, a nie daremne próby Polaków w celu usunięcia peerelowskiego gruzu. Jeden z głosów widzi w emigracyjnym spojrzeniu jakieś „politowanie nad wysiłkami w kraju” – to niezbyt precyzyjna ocena. Sądzę, że wskazujemy wprost przyczyny choroby III RP, aby właśnie Polacy nie tracili czasu na zbędne dywagacje i szybciej wybrali metody działań, bo czas ucieka. A układ post-komuny trwa i blokuje Polskę w budowaniu demokracji, której NIE MA. I nie ma też praworządności. Układ tępi też ludzi sumienia, za to ceni aferzystów, bo ten układ jest przecież rdzeniem korupcji. Próbuje też zamrozić prawdę o Smoleńsku. Bez radykalnych rozwiązań nie będzie w Polsce dobrze, nie wprowadzimy demokracji. Doczekalismy się tylko pluralizmu w mediach, ale i tak z przewagą TVN, traktującą Polskę jak własny folwark. Braciamokwe rzuca też pogróżkę blogerom z emigracji: „Wasza bezpieczna przystań może w końcu okazać się iluzją!” – czyżby zapowiadał eksport „seryjnego samobójcy”? Wszystko możliwe, gabinet osobliwości waćpani Kopacz – szpicy Belwederu – rząd wystrugany z pancernej brzozy może w małpim uniesieniu chwycić się brzytwy! Ale czy „budowanie” Polski na anomaliach, absurdach i na bezprawiu ma trwać wiecznie ?
Marek Baterowicz











