Archiwum kategorii ‘Szkolenie’

lut
19

W ostatnim czasie otrzymałem kilka emailów z zapytaniem, jak właściwie należy uczyć szachów początkujących adeptów królewskiej gry. Jest tyle teorii w tej kwestii, że właściwie trudno jest się w tym połapać. Sami trenerzy stosują różnorodne metody szkoleniowe i nie wiadomo, które są prawidłowe. Jak traktować pewne wskazania, które są często różnie interpretowane przez szkoleniowców, publicystów itd.

Zacznę od moim pewnych prywatnych „badań” na przestrzeni wielu lat wśród studentów, pracowników naukowych oraz personelu technicznego uniwersytetu w Dortmundzie. Zadawałem wszystkim dwa proste pytania:

1. Jaka twoim (pana) zdaniem jest najważniejsza faza partii szachowej: początek, środek czy końcówka? Wszyscy bez wahania odpowiadali: „Początek”. Na dodatkowe pytanie: dlaczego? „To jest przecież logiczne, jeśli początek będzie pomyślny, to inne części partii będą łatwiejsze do gry”.

2. To w takim razie od czego powinno rozpocząć się naukę szachów, oczywiście zakładając że znamy już poszczególne ruchy. Odpowiedź: „Od początkowych posunięć, bo to jest najważniejsze. Jak można grać w szachy nie wiedząc, w jaki sposób trzeba zaczynać?”

Podobne pytanie zadawałem graczom klubowym niższych klas. Tutaj odpowiedzi były różne. Ale najczęściej dominowała znana teza: końcówki, ponieważ tak zalecali wielcy mistrzowie przeszłości, np. Capablanca.

Mamy tutaj do czynienia z pewnym fenomenem. Zawodnicy klubowi, którzy mieli już kiedykolwiek do czynienia z trenerami są „zakażeni” pewną ideologią, która nie zawiera w sobie zdrowej logiki. Jest ona oparta o pewne wzorce z przeszłości. Głosili je wprawdzie najsilniejsi szachiści świata, ale to było około 100 lat temu. Oni nie byli szkoleniowcami z prawdziwego zdarzenia, opierali swoje dogmaty na bazie własnych doświadczeń i ówczesnej rzeczywistości.

Wtedy szachy były grą elitarną. Było mało szachistów i imprez szachowych. Trening mógł być prowadzony więc przez wiele lat. Teoria debiutów była dopiero w zalążkach. W turniejach szachowych startowali dojrzali wiekowo zawodnicy.

Obecnie szachy są sportem masowym i wiek nie odgrywa żadnej roli. W turniejach grają nawet dzieci. Każdy chce możliwie szybko odnosić sukcesy i to jest motywacją do dalszej pracy i zajmowania się szachami. Jednakże trudno jest to szybko osiągnąć, jeśli trening jest przeprowadzony w niewłaściwym kierunku.

Na mojej stronie w wspomnieniach opisałem moje własne podejście do szkolenia szachowego. Tylko dzięki temu, że nie uległem powszechnie rozpowszechnianym kanonom, udało mi się szybko dojść do ścisłej czołówki Pomorza w kategorii seniorów. Póżniej nadrabiałem systematycznie wiedzę z gry środkowej i końcowej. Takie podejście do szachów uważam za prawidłową drogę i tak też polecałem moim podopiecznym.

Może ktoś w tym momencie zadać pytanie: „Jeśli uważa pan taki sposób szkolenia za prawidłowy, to dlaczego nie osiągnął pan wielkich wyników sportowych”?

Życie zawodowego szachisty jednak mnie nie odpowiadało i dlatego dość wcześnie zająłem się działalnością szkoleniową. Ale jako zawodnik miałem też pewne sukcesy turniejowe. Przede wszystkim w grze błyskawicznej przez wiele lat zaliczałem się do ścisłej czołówki krajowej. Na polskiej liście rankingowej FIDE w 1981 roku znalazłem się na 10 miejscu z 2400 pkt. Otrzymałem wtedy klasę mistrzowską upoważniającą mnie do pobierania stypendium sportowego w wysokości 8000 zł.

O moich pierwszych doświadczeniach trenerskich pisałem na blogu w kategorii „W roli trenera”

Ten przypadek pogłębił jeszcze bardziej moje przekonanie, że pracę szkoleniową trzeba zaczynać od stadium początkowego, czyli debiutów.

Tak pracowałem z juniorami w punkcie szkoleniowym w Częstochowie. O osiągnięciach moich podopiecznych pisałem na stronie. Potem pracowałem jako trener około 25 lat w Niemczech, mi.in. z kadrą młodzieżową w Essen. Z tej grupy wyrosło dwóch olimpijczyków (GM Lutz i MM Heinbuch), trenowałem wicemistrzynię Niemiec kobiet Reginę Gadau, potem był roczny trening z Naiditschem, 4-letnie szkolenie internetowe  Wojtaszka. Byłem kilka lat trenerem kadry niemieckiej głuchoniemych itd. W mojej pracy trenerskiej kładłem główny nacisk na dobrze dobrane otwarcia i były sukcesy! Przypominam, że byłem tylko trzy lata trenerem zawodowym (1978-1981). W innym okresie była to praca hobbystyczna!

W Polsce jako trener miałem też swoje osiągnięcia. W 1979 roku Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu opublikował listę trenerów i instruktorów szachowych:

1. J.Konikowski 719 pkt.
2. W.Schinzel 665 pkt.
3. H.Śliwiński 657 pkt.
4. S.Witkowski 623 pkt.

Na dalszych miejsca znależli się: 8. W. Schmidt, 24. A.Sydor, 27. R.Grąbczewski, 28. J.Kostro, 34. W.Balcerowski itd.

Na  podobnej liście z 1981 roku stan czołówki był następujący:

1. J.Konikowski 1313 pkt.
2. K.Sikora 635 pkt.
3. W.Schinzel 593 pkt.
4. R.Drozd 475 pkt.
5. W.Jagodziński 472 pkt.
6. T.Tomalczyk 400 pkt.

Dwukrotnie w latach 1979 i 1980 byłem w piątce najlepszych trenerów w częstochowskim sporcie.

Miałem więc spore sukcesy jako szkoleniowiec i swoje doświadczenia oraz wiedzę przekazuję dalej –  w różnej formie – polskim szachistom. Mimo tego niektóre osoby w kraju próbują zdyskredytować moje zaangażowanie na tym polu i także moje osiągnięcia trenerskie!

paź
11

Gala Śledziewska przedstawia na swoim blogu kolejny talent:

8-letnia szachistka Lidia .”To prawdziwe objawienie”

— Szachy polubiłam od razu, jak tata nauczył mnie grać — mówi Lidia  Czarnecka, utalentowana szachistka z Elbląga.

Lidia ma 8 lat. Uczy się w  drugiej klasie Szkoły Podstawowej nr 15 w Elblągu.

 Lidia z tatą

Autor: Ryszard Biel

— Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy Lidia wzięła udział w mistrzostwach Elbląga przedszkolaków. Wygrała ten turniej, a od razu jej umiejętności zauważył mój kolega Marek Szulc — opowiada obecny trener młodej zawodniczki Mariusz Ściwiarski.

— Po tym turnieju Marek namówił tatę Lidii, by skierował ją na treningi do Klubu Szachowego Start Elbląg. I w tym klubie jest do dzisiaj.

— Szachy polubiłam od razu, jak tata nauczył mnie grać — mówi 8-letnia szachistka. — To jest fajny sport, który wymaga cierpliwości i spokoju. Do tego trzeba być zawsze skupionym. A dzięki mojemu trenerowi bez przerwy poznaję nowe tajniki tej gry.

Młoda szachistka trenuje dwa razy w tygodniu po dwie-trzy godziny.

— Pracujemy nad taktyką, posunięciami, końcówkami partii, a także przeglądamy dużo książek poświęconych szachom — mówi trener Ściwiarski.

— Ta dziewczyna jest prawdziwym objawieniem wśród zawodniczek młodego pokolenia w Polsce.

Lidia ma na koncie już pierwsze sukcesy. W ubiegłym roku w Działdowie zdobyła tytuł mistrzyni województwa do lat 8. Jako jedyna 8-latka posiada drugą kategorię szachową z rankingiem 1600 pkt.

— W ten weekend, mimo młodego wieku, weźmie udział w turnieju w Olsztynie z udziałem zawodniczek do 12 lat, które będą walczyły o wyjazd na półfinałowe zawody mistrzostw Polski. Liczę na sukces i jestem pewien, że moje podopieczna zakwalifikuje się do dalszych rozgrywek — mówi trener.

Elbląg.wm.pl 

Chess Community

wrz
22

Gala Śledziewska przytoczyła na swoim blogu Chess Community w tekście Monika z Łomży pragnie być szachową mistrzynią świata ciekawą historię.

Zapraszam do lektury!

/////////////////////////////////

Ciekawe jak potoczy się dalsza droga szachowa ośmioletniej Moniki Marcińczyk z Łomży? Bądźmy dobrej myśli, że szykuje się nam przyszła arcymistrzyni wielkiej klasy. Trzymamy więc kciuki za prawidłowy rozwój jej talentu!

wrz
11

Andrzej Niklas napisał:  Informacja na stronie Polskiego Związku Szachowego ZAPROSZENIE w ramach promocji programu SZACHY W SZKOLE dotyczącego wprowadzenia tej gry do europejskich szkół rozpoczynamy cykl szkoleń dla nauczycieli, które w pełni przygotują ich do tego zadania. Wprowadzenie szachów do europejskich szkół zyskało poparcie większości posłów do Parlamentu Europejskiego w Oświadczeniu Pisemnym 50/2011.  Zapraszamy wszystkich zainteresowanych nauczycieli na FORUM: „Gra w szachy jako narzędzie stymulujące rozwój intelektualny i emocjonalny dziecka” Udział w forum jest bezpłatny.
Termin i miejsce: 20 września 2012 roku godz. 18.00 – 20.00 Centrum Olimpijskie, Warszawa, ul. Wybrzeże Gdyńskie 4.
Forum poprowadzi Magdalena Zielińska-Akram, autorka popularnej serii książek dla dzieci pod tytułem „Grajmy w szachy”.
Prosimy o zgłaszanie uczestnictwa do 17 września na adres ggosia75@wp.pl lub malgorzata.plichcinska@wcies.edu.pl

cze
21

Po tegorocznym turnieju w Moskwie wziąłem pod lupę partie polskich zawodników. W pierwszym rzędzie zainteresował mnie pojedynek Świercz-Yilmaz. Partia była bardzo interesująca i pouczajaca. Krótki komentarz jest na mojej stronie (Teoria i praktyka: Partie 2012). Potem z większymi uwagami opublikowalem ją w „Panoramie Szachowej” (nr 2-2012, strona 15-17). Początek partii był taki: 1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Ge2

Moim podopiecznym zawsze polecałem bardziej agresywne kontynuacje 6.Ge3 i 6.Gg5 z przygotowaniem ataku na króla. Ruch w partii nie ma takiej dynamiki i wymaga więcej pozycyjnego wyczucia, a w takich sytuacjach młodzi i jeszcze z małym stażem turniejowym zawodnicy nie zawsze znajdują najlepsze rozwiązania.

6…e5 7.Sb3 Ge7 8.0-0 0-0 9.We1

Celem tego wariantu jest pozycyjne wzmocnienie kontroli nad punktem d5: białe stawiają gońca na f3 i następnie poprzez pole f1 przemanewrują skoczka na e3. Czarnym będzie wtedy trudno przeprowadzić  wyzwalający manewr w centrum d6-d5.

Moja rada dla młodych adeptów sztuki szachowej – grajcie aktywniejsze warianty po następujących kontynuacjach: 9.Kh1 lub 9.Ge3.

//////////////////////////////

W dalszej części partii białe nie uzyskały przewagi debiutowej i czarne przechwyciły inicjatywę. Na szczęście dla Darka przeciwnik popełnił błędy i partię ostatecznie przegrał.

W trakcie analizy przejrzałem mój bank z partiami na ten temat i stwierdziłem, że wariant jest w Polsce popularny i gra go wiele młodych zawodniczek i zawodników. W tym zbiorze znalazłem także tematyczne partie trenera polskiej młodzieży O.Sułypy. Koledzy z Polski potwierdzili, że ukraiński arcymistrz ma rzeczywiście ten wariant we własnym repertuarze debiutowym i poleca go swoim polskim podopiecznym!

Trenerzy często sobie ułatwiają życie i polecają swoim uczniom warianty, które sami grają. Nie interesuje ich to, czy to jest zgodne ze stylem gry swych podopiecznych. Ważna jest własna wygoda!

W ten sposób zmarnowano przed laty wielki talent Iwety Radziewicz, która nie miała repertuaru dopasowanego do jej charakteru gry. Trener kadry kobiecej nie zadbał o to, aby ten stan zmienić.

Największym błędem krajowych trenerów przed laty było preferowanie obrony francuskiej wśród polskiej młodzieży. Ta jednostronność w grze spowodowała zastój w twórczym rozwoju wielu zawodniczek i zawodników, którym bardziej odpowiadały inne otwarcia!

kw.
30

Mateusz Bartel na swoim blogu w tekście „Gdzie się podziali zdolni juniorzy?” pisze:

Jak dobrać trenera? Sprawa nie jest prosta. W Polsce nigdy nie było specjalnie wielu dobrych szkoleniowców, nie bez powodu znaczna część obecnych arcymistrzów (Macieja, Soćko, Mitoń czy autor tych słów) oparła swoją edukację szachową na specjalistach zza wschodniej granicy, co przyniosło oczekiwane efekty.

//////////////////////////////

Na to nastąpiła polemika Krzysztofa Kledzika  fragment:

Zawsze darzyłem szacunkiem szachistów zza wschodniej granicy, gdyż wiadomo że prezentują oni bardzo wysoki poziom. Ale zachowuję pewien sceptycyzm wobec angażowania trenerów ze wschodu, szczególnie jeżeli „jedną nogą” pozostają w swoim kraju. Ich praca może odbywać się przez to na „pół gwizdka”, gdyż nie będą chcieli solidnie szkolić obcych szachistów którzy pewnie za chwilę będą grać przeciwko ich rodakom. A jeżeli tacy trenerzy zostają ściągnięci do własnego kraju (mam tu na myśli konkretny przypadek) i zaczynają szkolić swoich, to jak należy patrzeć na ich dotychczasową pracę w Polsce? Czy rzetelnie wykonywali swoją powinność, przygotowując naszych zawodników np. do walki przeciwko szachistom zza wschodniej granicy? Czy raczej pozostawiali sobie pewną furtkę w procesie szkolenia, tak aby nie skrzywdzić rodaków?

//////////////////////////////

Tutaj w pełni zgadzam się z Krzysztofem Kledzikiem. W „Szachy/Chess” Nr 75-76 (2002) w tekście „Gorzka Prawda” opisałem na stronach 94-95 taki przypadek. Fragment:

Moje dodatkowe wyjaśnienie: Problem polegał na tym, że ja od kilku miesięcy opracowywałem Brzeskiemu repertuar debiutowy dopasowany do jego stylu gry, a trener zagraniczny „lekką reką” zalecał otwarcia, których Maciek nie znał i nie rozumiał!

Dalej na stronie 97 jest taka moja końcowa ocena tego wydarzenia: Adrian Michalczyszyn jest naprawdę miłym człowiekiem. Znam go już od wielu lat. Ale uważam za szaleństwo obdarzanie go takim kredytem zaufania. Sprawa przygotowania debiutowego powinna być tajemnicą i zostać wyłącznie w gestii naszych trenerów! Tak więc dyrektor Akademii i inni krajowi trenerzy powinni zdawać sobie z tego sprawę!

(Kontynuacja tej kwestii nastąpi)

 

 

kw.
27

Krzysztof Kledzik w swoim komentarzu z dnia 25 kwietnia m.in. napisał:

PZSzach podał tegoroczny skład Akademii Szachowej. Mam zatem konkretne pytanie, dlaczego tam umieszczono Świercza? Chłopak jest już prawie seniorem, członkiem Comarch Teamu, związek pokłada w niego wielkie nadzieje, to dlaczego wsadzili go do „szkolnej” ławki z innymi dziećmi? Czy Darek naprawdę musi odrobić lekcje w Akademii, która wiadomo jak działa?

Jejku, proszę popatrzeć na Anisha Giri i różnice w podejściu do tych dwóch młodych szachistów. Giriego zna już świat, a Świercz nadal nieomal chodzi z tornistrem do szkółki szachowej. On potrzebuje poważnego podejścia szkoleniowego i poważnych startów turniejowych, a nie odrabiania prac domowych w Akademii.

Dobrze że Giri nie mieszka w Polsce, bo PZszach kazałby mu również chodzić na zajęcia do Akademii.

////////////////////////////////////////////////////////

Jest to bardzo słuszna uwaga. Ale niestety takie jest podejście naszych władz szachowych do problemów kształcenia najlepszych juniorów. Dariusz Świercz już powinien dawno pożegnać się z Akademią, w której uczestnictwo jest dla niego tylko stratą czasu. Powinien grać w turniejach i sprawdzać tam swoje umiejętności szachowe.

Te problemy są mi bardzo dobrze znane. W okresie, kiedy miałem kontakt z Radosławem Wojtaszkiem, to przeszkadzał nam w realizacji planów sportowych ówczesny dyrektor  Akademii Ryszard Bernard.

Opisałem to w artykule „Quo vadis… – raz jeszcze!” w Magazynie Szachista (październik 2003). Oto fragment: 

Z całym artykułem można się zapoznać na mojej stronie w dziale Szkolenie.

16. Odpowiedź – Magazyn Szachista (październik 2003)

 

 

 

 

kw.
25

Wczoraj rozmawiałem telefonicznie ze znanym działaczem szachowym w kraju, który zwrócił  mi uwagę na brak w tekście Mateusza Bartla wzmianki o roli  Akademii Młodzieżowej Polskiego Związku Szachowego w szkoleniu naszej młodzieży. A to przecież Akademia jest odpowiedzialna za stan wyszkolenia krajowych talentów. To właśnie jej trenerzy w ramach sesji powinni prawidłowo szkolić i „zaprogramować” młodzież do właściwej pracy samoszkoleniowej.

Jeśli nasze juniorki i juniorzy reprezentują coraz słabszy poziom, to tylko Akademia jest temu winna! Kiedy nasza młodzież odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej, to pod niebiosa wychwala się jej zasługi. Ale kiedy ich nie ma, to o Akademii cisza!

Narzekania na jakość zajęć szkoleniowych na Akademii słychać od lat. Na ten temat napisano także wiele krytycznych tekstów. Ale nic nie robi się w kierunku jej zreformowania!

 

kw.
18

„Quo vadis… – raz jeszcze!” jest już na mojej stronie.

Często jestem pytany o to, dlaczego opublikowałem „Quo vadis polskie szachy?”. Czy nie można było tych problemów załatwić we własnym gronie? Oczywiście miałem taki zamiar, ale osoby odpowiedzialne za działalność Akademii Młodzieżowej wcale nie miały ochoty podjąć ze mną dyskusji. Nie zaakceptowano też mojej działalności szkoleniowej z Wojtaszkiem i innymi juniorami.

Oliwy do ognia dolał sam ówczesny prezes Polskiego Związku Szachowego Przemysław Gdański, który podobnie nie znalazł dla mnie czasu na rozmowę. Byłem w Warszawie prawie tydzień. Chciałem zreferować mu tę kwestię i zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo jakie może grozić w przyszłości polskim szachom, jeśli zdolna młodzież nie będzie miała stałej opieki trenerskiej. 2-3 sesje na Akademii w ciągu roku to za mało, aby wykształcić renomowanych zawodników. A taki chyba cel ma Akademia Młodzieżowa? Ale Przemysław Gdański nie miał ochoty na dysputę ze mną!

A teraz Mateusz Bartel na swoim blogu porusza kwestię młodzieży „Gdzie się podziali zdolni juniorzy?”. Tego problemu nie byłoby, gdyby 10 lat temu doszło do wspólnych konsultacji i do uzgodnienia jakieś optymalnej koncepcji szkoleniowej. Ale tego nikt nie chciał. Dowodzą o tym moje liczne artykuły w polskiej prasie fachowej i prywatna korespondencja.

Ale co robi obecnie w kierunku szkolenia Polski Związek Szachowy? W drugim numerze związkowego pisma „MAT“ 2011 roku prezes Tomasz Sielicki w artykule „Pełzająca rewolucja“ m.in. napisał: „Przyglądamy się także Młodzieżowej Akademii Szachowej, będącej ogromnie wartościową spuścizną Prezesa Żemantowskiego. Przez wiele lat przyczyniała się ona do naszej siły w sporcie młodzieżowym, ale być może po 10 latach ona także wymaga odświeżenia i unowocześnienia“.

W ostatnim numerze tegorocznego MATa na 37 stronie Wojciech Zawadzki stwierdził, że w Akademii panuje stagnacja. Wiem z innych źródeł, że są dalej narzekania na jej działalność. Czyli przez ostatnie 10 lat nic się nie zmieniło. Więc nie dziwmy się, że nasza młodzież gra coraz słabiej.

Przyznam się, że nie wierzę w żadne reformy w szkoleniu polskiej młodzieży tak długo, jak Akademia Młodzieżowa będzie kierowana przez Marka Matlaka!

Ktoś zwrócił mi uwagę, że zbyt często piszę o problemach szkoleniowych Akademii Młodzieżowej. Robię to z pełną świadomością. Blog odwiedzają systematycznie nowe „twarze”. Wszyscy powinni znać sytuację w polskich szachach!

kw.
18

Artykuł „Quo vadis polskie szachy?” wywołał oczywiście wielką wrzawę w środowisku szachowym w kraju. Otrzymałem sporo emaili i telefonów z gratulacjami za odwagę w poruszeniu tych ważnych problemów. Były oczywiście też słowa krytyczne w rodzaju: „Jaki cel miał ten artykuł?” itd.

Krytyka wywodziła się przede wszystkim z kręgów ludzi związanych z Polskim Związkiem Szachowym. W Magazynie Szachista (wrzesień 2003) ukazał się tekst „Quo Vadis polskie szachy reakcje czytelników„.  Głos zabrali:

1. Marek Matlak – zawodowy trener, który oczywiście broni interesów ludzi związanych z Młodzieżową Akademią i ówczesnym zarządem Przemysław Gdański-Jan Macieja. O mojej współpracy z tym wybitnym szkoleniowcem – oznaczonym niedawno przez prezesa Tomasza Sielickiego – pisałem już kilkakrotnie na mojej stronie Akademia Młodzieżowa.

2. Krzysztof Pytel – były dwukrotny mistrz Polski aktywnie wraz z innymi zajął się na forum PZSZach atakami na moją osobę. Jego tekstu nie będę komentował. Szkoda słów!

3. Bartłomiej Macieja – tekst w znanym stylu „Wszystko jest super”, więc po co jakieś zmiany! Dla niego trening przez Internet to głupota. Mój tekst wyrządził tylko szkodę polskim szachom!

Na ten artykuł nastąpiła moja reakcja „Quo vadis… – raz jeszcze!” opublikowany w Magazynie Szachista (październik 2003). Jego kopia znajdzie się jeszcze dzisiaj na stronie.