Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

lut
26

wagner_dennis_2013_schwetzingen_foto_maetzkow

Dennis Wagner jest jednym z największych niemieckich talentów. Urodzony w 1997 roku posiada obecnie ranking 2481 i w tym sezonie ligi niemieckiej uzyskał do tej pory 7 punktów z 10 partii. Tym samym uzyskał I normę na arcymistrza.

ChessBase News

Partie

Ilustracją talentu Wagnera jest przedstawiony pojedynek, w którym pokonał znanego rosyjskiego arcymistrza (ranking 2640).

 

lut
25

index Daniel Sadzikowski (ur. 20 stycznia 1994 w Chrzanowie) dobrze zapowiadający się szachista. Mistrz międzynarodowy od 2012 roku.

Ciekawy wywiad

lut
24

1. Wiceprezes Włodzimierz Schmidt podkreślił, że słabe przygotowanie debiutowe jest problemem zarówno czołówki kobiet, jak i mężczyzn i zadeklarował gotowość nadzorowania pracy konsultanta debiutowego kadry kobiet i mężczyzn (Protokół z zebrania zarządu Warszawa, biuro PZSzach, Al. Jerozolimskie 49, 27 października 2012 r. godz. 10.00-18.00).

2. Michał Krasenkow – trener kadry Polskiego Związku Szachowego (Pismo MAT 4-2013): Kładzenie nacisku na pracę nad debiutami jest śmiesznym podejściem.

3. Anatoli Karpow – mistrz świata w latach 1975-1985 oraz 1993-1999: Każda faza partii, otwarcie, gra środkowa i końcówka ma duże znaczenie. Jeżeli na początku gry, któraś ze stron uzyska przewagę materialną lub pozycyjną, to zniwelować ją w grze środkowej będzie bardzo trudno. W tej sytuacji do końcówki może w ogóle nie dojść. Bez poprawnej gry w debiucie, nie można więc myśleć o sukcesach w szachach.  

4. Władimir Kramnik – mistrz świata w latach 2000-2007: Moja specjalność to debiut i przejście do gry środkowej. Tu nie chodzi o wiedzę, tylko o zrozumienie oraz pojęcie kierunku działania”.

5. Borys Gelfand – wicemistrz świata w 2012 roku: Byłem wychowany, że debiut to najważniejsza część partii i trzeba go wygrać. Dlatego muszę silnie obciążać mózg.

6. Czołowy trener MASZ: Ja osobiście, w pracy i w konsultacjach z juniorami, zwracam większą uwagę na idee, myśli, najważniejsze ścieżki, nastawienie do partii, nie zalewając ich wariantami.

7. Jerzy Konikowski – trener I klasy i publicysta: Studiujcie debiuty, a w grze środkowej i końcówkach dacie sobie na pewno radę!

8. Monika Soćko – najlepsza polska szachistka: Ranking rzędu 2400 czy 2500 można zdobyć samym talentem, ale dalszy rozwój wymaga dobrych trenerów i wielkiej własnej pracy. Tak, polscy szachiści są leniwi. Naturalnie nie wszyscy, ale większość.

9. Mistrz świata Magnus Carlsen: „Głównie pracowałem nad otwarciami (przed meczem z Anandem). Myślę, że końcówki i grę środkowo opanowuje się dzięki grze turniejowej. W tym sensie nie trenowałem tych faz gry, które są moją siłą.”

//////////////////////////////////////////////

Od pewnego czasu obserwuję karierę młodego Węgra Richarda Rapporta (rocznik 1996). Młody arcymistrz (od 2010 roku) ma na swoim koncie kilka znaczących sukcesów, w tym mistrzostwo Europy w szachach szybkich w Warszawie 2014.

Jego repertuar debiutowy jest bogaty w różnorodne i rzadkie warianty, którymi zaskakuje swych silniejszych przeciwników, np. 1.c4 c5 2.Sc3 g6 3.g4!?, 1.e4 c6 2.Sc3 d5 3.d4 dxe4 4.Sxe4 Gf5 5.Hf3!?, 1.e4 e6 2.d4 d5 3.Sc3 dxe4 4.Sxe4 Sf6 5.Sxf6 gxf6!?, 1.b3 itd.

W grze Rapporta jest wiele elementów taktycznych i dzięki temu potrafi ograć nawet silnych arcymistrzów. Na turnieju w Wijk aan Zee 2014 jego ofiarą stał się wicemistrz świata z 2012 roku Borys Gelfand, który nie znalazł optymalnej recepty przeciwko gambitowi budapeszteńskiemu.

Podejście Richarda Rapporta do repertuaru debiutowego powinno być wzorcem dla naszej młodzieży, która w przeciwieństwie do Węgra często stosuje otwarcia, których nie rozumie i ich gra nie rzadko upodabnia się do przysłowiowego suwania drzewa na szachownicy.

O tych problemach piszę już od dawna i w tym kierunku opracowałem „Ciekawostki debiutowe 1”.

Niestety ta kwestia nie jest odpowiednio zrozumiana przez polskich szkoleniowców. Jeszcze nie tak dawno jeden z trenerów Młodzieżowej Akademii Szachowej nazwał moją książkę badziewiem.

Tymczasem w naszych szachach młodzieżowych nie mamy zawodnika klasy Richarda Rapporta i wszystko wskazuje na to, że długo będziemy na niego czekać!

Dodatkowe informacje:

Link 1

Link 2

Link 3

Link 4

Link 5

lut
23

baner

Doszły do mnie słuchy z kraju, że Polski Związek Szachowy nie otrzymał corocznej dotacji z Ministerstwa Sportu na prowadzenie działalności Młodzieżowej Akademii Szachowej, która była finansowana przez tą instytucję od ponad 20 lat.

Podobnie odwołanie nie odniosło skutku, ale mamy nadzieję, że jednak te środki znajdą się niedługo. Może ktoś ma bliższe informacje i podzieli się z nami w tej kwestii na blogu?

lut
16

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

Wawa79

Zawsze z dużą rezerwą odnosiłem się do wszelkich ubocznych zajęć naszej kadry. Uważałem, że  powinni zajmować się przede wszystkim uzupełnianiem swej wiedzy szachowej, studiowaniem teorii oraz wprowadzaniem nowych elementów w grze.

Oczywiście nie wszyscy nasi kadrowicze zajmowali się psychologią, filozofią dalekiego wschodu, czy ćwiczeniami jogi. W sumie jednak stan wyszkolenia naszych kadr  w odniesieniu choćby do tzw. „krajów demokratycznych” był niewystarczający. Świadczą o tym jakość partii i wyniki w skali międzynarodowej.

Przykład z okresu, kiedy pełniłem stanowisko trenera kadry. W dniach 6-31 stycznia 1979 roku odbył się w Warszawie turniej strefowy. Organizatorem był Polski Związek Szachowy. Otrzymałem dość wcześnie osobowe składy poszczególnych krajów uczestniczących w turnieju: Czechosłowacji, Rumunii, Węgier i Bułgarii.

Na podstawie tych informacji opracowałem dla naszych zawodników w formie pisemnej bazę z partiami przeciwników oraz ogólną ich charakterystykę. Był to materiał pomocniczy, który miał być wykorzystany w pracach przygotowawczych do turnieju.

Polskę reprezentowali nasi najlepsi wówczas zawodnicy: Włodzimierz Schmidt, Adam Kuligowski, Aleksander Sznapik oraz Ryszard Skrobek. Każdy z nich miał do pomocy indywidualnego zawodnika-trenera. Turniej odbył się w dwóch fazach: eliminacje i finał. Niestety do finału zakwalifikował się jedynie Aleksander Sznapik.

Wyniki finału:

1. Ribli (Węgry) 4.5
2. Sax (Węgry) 4
3. Smejkal (Czechosłowacja) 4
4. Gheorghiu (Rumunia) 4
5. Adorjan (Węgry) 4
6. Ghinda (Rumunia) 3
7. Prandstetter (Czechosłowacja) 2.5
8. Sznapik (Polska) 2

Polacy nie byli odpowiednio przygotowani do tej bardzo ważnej imprezy. Niektóre pojedynki przegrywali już w debiucie. Widziałem osobiście trening jednego zawodnika, któremu zawodnik-trener pokazywał jakieś ogólne plany, bez konkretnych wariantów. Taka praca – na tak wysokim szczeblu – jest niewystarczająca, czego skutki były widoczne w partiach.

Nawet nasz najlepszy szachista – znawca debiutów – Włodzimierz Schmidt miał kłopoty z początkową fazą partii. W partii z Ghindą zagrał błędne 10…Gd7?, zamiast polecanego przez teorię i sprawdzonego w praktyce 10…Hc7. Rumun energicznie obalił błędną koncepcję Schmidta. Oto ta partia.

 

lut
15

Na kilku blogach szachowych trwa dyskusja o wpływie (oraz formie) przygotowania psychologicznego na efekty uzyskiwane przez polskich i zagranicznych szachistów. Pojawiają sie zatem różne teorie zastępcze, zasadniczo mające podbudować morale naszej kadry narodowej oraz usprawiedliwić ich kiepską formę szachową. Ta zaś, jak widać od lat, wystarcza do osiągania sukcesów w przeciętnych openach, w których polska czołówka gra z zawodnikami o rankingu najwyżej 2650. Powyżej, dla naszych asów, jest już tylko przysłowiowa „ściana”.

W ramach promowania roli przygotowania psychologicznego w szachach, Waldemar Świć opublikował na swoim blogu wpis pod tytułem „Przygotowanie psychologiczne niejedno ma imię”. W artykule tym trener MASz tłumaczy jak to Kasparow posiłkował się twórczością Włodzimierza Wysockiego w celu przezwyciężenia przedłużającego się krachu szachowego. W tym celu pan Waldemar przypomniał sprawę fatalnego dla Kasparowa przebiegu pierwszego meczu o mistrzostwo świata z Anatolijem Karpowem. Ale trener MASz nie zauważył, że przygotowanie Kasparowa do meczu nie polegało wyłącznie na słuchaniu pieśni Wysockiego, lecz wiązało się z wcześniejszym poważnym treningiem szachowym i nastawieniem na bezwzględne zwycięstwo. Zresztą efekty przygotowania szachowego przyszłego mistrza świata były dobrze widoczne na długo przed samym meczem o koronę szachową. Na przykład warto wspomnieć o nieomal „zniszczeniu” przy szachownicy przez G.K. innych pretendentów do korony, w cyklu meczów pretendenckich. Nikt nie neguje tego, że słuchanie piosenek Wysockiego dobrze wpływało na psychikę Kasparowa, ale WŚ powinien zaznaczyć że stanowiło to jedynie dodatek do całości przygotowania szachowego.

Pieśni Wysockiego ani inny trubadurów nie zastąpią gruntownego szkolenia szachowego. Zagadnienie dotyczy też i innych dziedzin sportu. Na przykład nasza wspaniała zawodniczka, Justyna Kowalczyk, może nosić talizmany w kieszeni, może słuchać Maryli Rodowicz albo donGURALesko, ale swoje fenomenalne wyniki osiągnęła ciężką i systematyczną pracą na treningach. Natomiast bardzo wątpię czy bez solidnego treningu szachowego samo słuchanie Lady Gagi czy Dody pomoże naszym szachistom w przebiciu się chociażby przez grupę B jakiegoś lepszego turnieju.

Krzysztof Kledzik

lut
12

KacperW Budapeszcie odbył się w dniach 1-10 lutego 2014 w tradycyjny turniej „First Saturday”. W turnieju kołowym „A” świetnie spisał się nasz junior Kacper Drozdowski, który z 6 punktami podzielił 1-3 miejsce.

Końcowe wyniki

lut
12

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

W ostatnich odcinkach opisałem uzupełniające w przeszłości zajęcia niektórych członków naszej kadry narodowej.

A czym zajmuje się dodatkowo nasza współczesna czołówka? Tym problemem jeszcze się zajmę.

Natomiast dzisiaj poruszę inną bardzo ciekawą kwestię. Zmobilizowało mnie to tego obejrzany wczoraj w polskiej telewizji kablowej ITVN interesujący program pt. „Wróżka”. Dowiedziałem się z niego, że to jest oficjalny zawód w Polsce i z usług wróżek lub wróżbitów korzystają osoby różnych grup społecznych i zawodowych, także sportowcy.

Nasunęło mi to myśl, czy z wiedzy  „jasnowidzów” nie mogłaby skorzystać nasza czołówka? Może miałoby to jakiś pozytywny wpływ na rozwój ich szachowej twórczości!

W Internecie znalazłem ciekawe tematyczne oferty, które można by z pewnością wykorzystać w uzupełniającym szkoleniu polskich szachistów.

1. Terapeutka duszy i trener rozwoju osobistego. W swojej zawodowej drodze łączy podejście naukowe z naturą. Uważa, że każdy nosi odpowiedzi na najważniejsze pytania w sobie, a rolą doradcy duchowego jest jedynie naprowadzić poszukującą osobę na znalezienie odpowiedzi. Od wielu lat z pomocą narzędzi jakimi są pozycje planet, karty anielskie i karty tarota, jak również wahadła, stara się dawać odpowiednie drogowskazy osobom poszukującym swojej życiowej ścieżki.

2. Zajmuję się zgłębianiem Królewskiej Wiedzy, jaką jest Astrologia. Korzystam również z wielu innych znaków jakie są pozostawione dla nas przez Merkurego – przewodnika po moście pomiędzy, tym co widzialne i niewidzialne. W interpretowaniu ZNAKÓW oprócz astrologii pomaga mi również tarot, karty anielskie, oraz symbolika dnia codziennego, przyrody, ludzkiego języka i zachowania zwierząt.

3. Zajmuję się profesjonalnym i kompleksowym doradztwem duchowym. W swojej zawodowej pracy łączę osiągnięcia nauki z magią naturalną. Po wielu latach praktyki stwierdzam, że nauka i natura nie wykluczają się, ale uzupełniają. Możesz skorzystać z wielu różnych narzędzi, dzięki którym można uzyskać szerszy wgląd w Twoją drogę życia: horoskopy osobiste, biznesowe, partnerskie, karty tarota, karty anielskie, analiza radiestezyjna. Najważniejsze jednak jest to, aby odpowiedź jaką uzyskasz przyczyniła się do zmiany Twojego życia na lepsze. Moją rolą jest jedynie naprowadzić Cię na drogę do SAMOUZDROWIENIA i SAMOUDOSKONALENIA, ponieważ siła, która Cię uleczy jest w Tobie.

4. Wróżę z kart Tarota i z linii dłoni (chiromancja). Tarotem zajmuję się od 20 lat i wypracowałam z nim bardzo skuteczną i osobistą formę komunikacji. Połączyłam gruntowną wiedzę z intuicją, co daje mi możliwość bardzo dokładnego przewidzenia przyszłości osoby pytającej. Tarot jest sztuką zadawania pytań, przy konkretnie zadanym pytaniu otrzymuję jasną i precyzyjną odpowiedź.

5. Specjalista od spraw psychologii i biznesu, spełnia się również, jako trener liderów biznesu oraz doradca życiowy. Od 12 lat zajmuje się interpretacją kart Tarota, ale także szeroko rozumianą astrologią. Dlatego pomaganie innym w rozwiązywaniu problemów życia codziennego stanowi dla niego prawdziwe wyzwanie.

6. Nie dam Ci gotowej recepty na wszystkie niepowodzenia, ale mogę rozłożyć dla Ciebie karty tarota, które wskażą jakie masz przed sobą możliwości. Pokażę Ci drogi, ale tylko od Ciebie będzie zależało, którą z nich podążysz. Pamiętaj, że nic nie dzieje się poza Twoją wolą. W gwiazdach zapisana jest przyszłość. Odczytam ją dla Ciebie i pomogę ją zmodyfikować, jeśli nie jest tym czego pragniesz, lub ustrzegę przed zboczeniem ze ścieżki, która doprowadzi Cię do szczęścia.

7. Zajmuję się pracą z wahadłem, nad skutecznym i bezpiecznym oczyszczaniem centr energetycznych/czakr/usprawniając przepływ energii w ciele człowieka. Pozwala to na dokładne zlokalizowanie zakłóceń oraz usunięciu blokad.

8. Odczytuje stan emocjonalny, fizyczny i psychiczny swoich rozmówców. Uwalnia od traumatycznych wspomnień i destrukcyjnych doświadczeń wpływających negatywnie na stan psychosomatyczny. Wykorzystuje także elementy jasnowidzenia, channelingu i uzdrawiania duchowego.

9. Potrafi być niezwykle dokładna i precyzyjnie określić daną sytuację oraz możliwe drogi jej dalszego rozwoju. Talia Tarota pomaga jej dostrzec najbardziej dogodny czas na realizację przedsięwzięć długo i krótkoterminowych, zarówno na polu zawodowym, w kwestiach finansowych jak i w życiu uczuciowym. Odczytuje także, jakie zadania wybraliśmy sobie na to wcielenie oraz indywidualne predyspozycje.

cdn

lut
09

raj777 29 stycznia 2014 o godz. 21:18 napisał w swym komentarzu:

Robert Fischer: „Nie wierzę w psychologię. Wierzę w dobre ruchy.”

///////////////////////////////////

We wspomnianym ostatnim odcinku o obozie kadry w Zakopanem, byłem świadkiem jeszcze innego wydarzenia. W trakcie posiłków zauważyłem, że jeden z zawodników jakoś nerwowo zachowuje się przy stole. Ręce miał schowane pod obrusem i co chwilę tam zaglądał.  Zapytałem się: „Masz jakieś problemy i co tam właściwe szukasz?”. „Sprawdzam za pomocą wahadełka jakość jedzenia” – odpowiedział. Myślałem, że żartuje. Odsunąłem nakrycie stołu i rzeczywiście trzymał w ręku wahadełko, które puszczał w ruch. „I co ci te wahadełko mówi?” – zapytałem. „Tego posiłku nie mogę spożyć, gdyż może mi zaszkodzić. Mogę iść do miasta, aby coś innego zjeść?” – zapytał. Odpowiedziałem, że oczywiście może iść, ale musi być punktualnie na zajęciach. Ta historia powtórzyła się w czasie zgrupowania kilkakrotnie. W końcu zadałem mu pytanie w formie żartu: „ Jeśli tak wierzysz w to swoje wahadełko, to możesz sprawdzać ruchy w czasie partii. Pomyślisz sobie o jakimś posunięciu, które chcesz wykonać, puścisz instrument w ruch i sprawdzisz jego reakcję”. Spojrzał na mnie, krótko się zastanowił i odpowiedział: „Nie to jest niemożliwe. Ruch szachowy nie jest związany z materią”.

W okresie 1978-1981 w kadrze narodowej było kilku zawodników, którzy fascynowali się – jak już poprzednio wspomniałem – filozofią dalekiego wschodu. Poświecali dużo czasu na studiowanie odpowiedniej literatury fachowej kosztem szachowej. Ta sama grupa też zajmowała się różnymi ćwiczeniami, jak techniką oddychania oraz jogą.

Widziałem na własne oczy te ćwiczenia, którymi zawodnicy zajmowali się w wolnym czasie od zajęć szachowych. Nie dziwiło mnie, jeśli zawodnik o szczupłej budowie ciała stał na głowie, czy siedział w pozycji „lotosu”, „kobry” itd. Ale pewnego razu w hotelowym pokoju młodszej kadry zobaczyłem zawodnika, około 100 kg żywej wagi, który stał na głowie. Miałem wrażenie, że mu ta górna część ciała  (w tej sytuacji dolna) już prawie koloru buraka zaraz odłączy się od korpusu. „Przestań” – krzyknąłem. Zawodnik posłusznie wrócił do normalnej pozycji. „To jest niebezpieczne co robisz” – zwróciłem mu uwagę – „Jak ta twoja głowa utrzyma tyle kilo?”. „Jurek, mam wszystko pod kontrolą” – odpowiedział.

Od tego momentu zawodnik otrzymał przezwisko „Jogin wagi ciężkiej”. Po latach stwierdzam, że te ćwiczenia raczej mu zaszkodziły, niż pomogły.

cdn