Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

sie
01

W dniach 22 lipca – 1 sierpnia odbył się tradycyjny turniej  „Poikovsky Karpov Tournament„ z udziałem naszego najlepszego arcymistrza Radosława Wojtaszka.

Strona turnieju

Końcowe wyniki

sie
01

[kontynuacja https://blog.konikowski.net/2016/08/01/z-zycia-pzszach-54/]

„(…) zawodnicy mieli poszanowanie życia społecznego i regulaminy PZSzach w dupie” zr http://kolokwium.blogspot.com

„Młodzież za skandaliczne schlanie się na zawodach rangi mistrzowskiej nie poniosła żadnej kary (poza karą formalną)”

zr psychologiaiszachy.blogspot.com/

sie
01

01oozr FB

„Polska drużynowym Mistrzem Europy IBCA! Na rundę przed końcem drużyna w składzie Marcin Tazbir, Marek Maćkowiak, Adam Czajkowski, Ryszard Suder, Tadeusz Żółtek zapewniła sobie złoty medal!” zr PZSzach.pl

GM Marcin Tazbir: „Jestem ślepy, mam na to papiery; (śmiech)” zr YT.com

Paweł Suwarski: „Osoba, która jest w stanie normalnie zobaczyć szachownice i figurki bez względu na rodzaj choroby oczu nie powinna rywalizować z niewidomymi” zr FB.com

IM Kallatroh: „Even though he is my teammate I have to say wtf. The regulations should be harder. He can see just fine.” zr chess.com

GM Mateusz Bartel: „He can see something, but saying „he can see just fine” is not even close to the truth.” zr chess.com

Piotr: „Niestety zawsze znajdą się tacy, którzy w 100% potrafią wykorzystać „niedoskonałe przepisy” na swoją korzyść”

zr https://blog.konikowski.net/2016/07/30/paradoksy-szachowe-179/

Gość: „Przepisy mają poważne luki i wykorzystują to cwaniacy”

zr https://blog.konikowski.net/2016/07/30/paradoksy-szachowe-179/

sie
01

Kontynuacja odcinka

„Zarząd PZSzach „przeoczył”: 2. Na wniosek ukaranego, kara może być częściowo darowana, obniżona lub zawieszona przez organ dyscyplinarny, który wydał orzeczenie lub przez organ nadrzędny, jedynie w przypadku spełnienia następujących warunków: a) ukarany odbył co najmniej połowę kary, b) w okresie dyskwalifikacji zachowanie ukaranego nie budziło zastrzeżeń”

zr http://kolokwium.blogspot.com

sie
01

Sz W-wa Klub 001

(Autor wspomnień z lewej strony)

Biografia szachowego samouka:

Urodziłem się na kresach (wówczas) zachodnich, tuż nad rzeczułką Pyszną i tuż przed samiutką wojną. A na Prośnie dla przypomnienia leżała granica.  Naszych dobrych sąsiadów – od pokoleń rodzina tam na saksy jeździła – licho podkusiło i pierwsze bomby drugiej wojny światowej zwalili na moją biedną grzywkę, ozdobę gołej jeszcze główki… Czarne Krzyże jeszcze przed wojną sfajdały moją ojcowiznę, a ja z przejęcia sfajdałem się w pieluchy. Mam porwała mnie w ramiona i na bosych nosagach przed Sztukasami uciekła. I mnie nie poroniła, ani mnie nie uroniła.

Bardzo wcześnie nauczyłem się czytać (obie moje babcie nie umiały pisać), bo w naszym podwórku mieszkała nauczycielka od tajnych kompletów. Gdy kończyły się te komplety, to ja stawałem się widomym znakiem postępu.

Podobnie wcześnie grać zacząłęm w szachy. Kątem w podwórku rezydował niemowa, który mnie uczył grać w szachy, a których ja jeszcze na oczy nie widziałem. W dniu Wyzwolenia ten niemowa zarzucił plecak na ramię, donośnym głosem powiedział „Zostańcie z Bogiem” a do mnie czystą polszczyzną dodał: „Amici sumus”.

Po drugiej stronie rogatki, na skaraju parku (który za Niemców nazywał się „Nur fur Deutsche”, znajdowała się stara cerkiew,  Tam po wojnie urządzono dom kultury. Sala widowiskowa dla gościnnie tutaj występujących artystów na parterze i świetlica na piętrze dla miejscowych szachistów. Jakie tam piętro… Był to pozoim chóru w tej świątyni, przerzucono stropy od ściany do ściany i w ten oto sposób powstała świetlica. Sekcją szachową dowodził tam red. Eugeniusz Cielecki, a stroną muzyczną kierownik tego DK Józef Jaskulski. I tym sposobem los szachistów harmonijnie współgrał z losem muzyków, a na odwrót nie bardzo, bo jakże tu dmuchać w drugą stronę.

Szachom zostałem wierny przez całe życie… Jak zostałem mistrzem mojego miasteczka, to wojsko mnie wybrało jako kandydata na mistrza. Grywałem jako reprezentant pułku od Kostrzynia i Słubic aż po Komorów, a nakońcu wylądowałem w Komendzie Garnizonu, wśród kolegów – elewów z mojego rocznika. Mistrzem tam nie mogłem zostać, więc nad ranem puścili mnie wolno.

Po wojsku z biegiem Nysy i Odry docelowo wylądowałem na pochylni w Szczecinie, uprzednio jednak zdobyłem tytuł mistzra Gryfii. W wolnych chwilach potykałem się na szachownicy w klubie PTTK przy Placu Lotników czy nawet Grunwaldzkim. Przegrałem tam partię sromotnie (pół wieku temu) i na pocieszenie usłyszałem: z byle kim Pan nie przegrał. Profesor Laure jestem. Pewnie uczył się Pan z moich książek. Jak nie upaść na kolana przed takim Partnerem, prawdziwym mistrzem przecież.

I tak już mi szło (albo raczej nie szło) od mistrza do mistrza. Mistrz Makarczyk z Łodzi, Mistrz Plater z Warszawy, Mistrz Śliwa z Krakowa… A  nie chwalący się pobiła mnie także niejedna Mistrzyni  (Pani Brustman i Pani Ereńska…).
I Ostrzyli sobie na mnie zęby i pióra redaktorzy Czesław Krulisch i  Jacek Żemantowski, a w memoriale Gawlikowskiego (w części dla amatorów) miałem pewne miejsce pod koniec drugiej setki. Tam toczyłem boje z przyszłym Mistrzem Europy (gdy ledwie swoją obecność nad stołem swoją grzywką zaznaczał). W pierwszym roku jego startów pewnie wygrałem (tylko z nim), w drugim roku z trudem zremisowałem a w trzecim roku sromotnie przegrałem. Tata przyszłego mistrza – a mój znajomy z PZSzach nie mógł wyjść z podziwu. A to właśnie ja odkryłem przyszłego mistrza. I na tym moja droga odkrywcy na 64 polach się zakończyłą. Trochę wyżej poszedłem w szachach zaocznych, ale to już jest całkiem inna historia.

Adam Frysiak

lip
31

Gość napisał: Kto odpowiada za podział środków PZSzach dla juniorek oraz juniorów i gdzie jest to publikowane?

Zasiągnąłem informacji w tej kwestii u kilku osób w kraju. Okazuje się, że to jest przede wszystkim w gestii trenera koordynatora Młodzieżowej Akademii Szachowej Marka Matlaka. To on sporządza takie osobowe wykazy i składa oficjalne wnioski do Ministerstwa Sportu.

Podobno te zawodniczki i zawodnicy, których ekstra trenuje sam Marek Matlak znajdują się na tych listach. Czyli trener bierze oficjalną pensję z Polskiego Związku Szachowego i dodatkowo dorabia sobie prywatnymi lekcjami. Zainteresowanie jego treningami jest rzekomo bardzo wielkie. Każdy chce być szkolony przez znakomitego trenera i mieć potem plusy, np. przy powoływaniu na różnego rodzaju imprezy międzynarodowe itd.

Podkreślam, że tę wiedzę posiadam od wielu osób z Polski! 

Załączam wycinek wywiadu Pawła Dudzińskiego z Danielem Sadzikowskim „Za słaby do Akademii, wystarczająco dobry do kadry?!” w piśmie Mat (4-2016).

Nasz utalentowany zawodnik młodego pokolenia musiał czekać kilka miesięcy na odpowiedź Marka Matlaka, niezwykle zapracowanego trenera koordynatora MAS.

S1 (Kopie)

A może Daniel Sadzikowski powinien już dawno pomyśleć o osobnych zajęciach z Markiem Matlakiem i wtedy problem ten nie istniałby?

Przy tej okazji przypomiała mi się wypowiedź Jacka Bielczyka w tekście „Niechciana gorzka prawda” (Szachy-Chess 2002):

„Dobrze oceniłeś Marka Matlaka, i to cieszy, choć oczywiście może niektórych (dla mnie to nieistotne, jeśli zainteresowani się z tym godzą) irytować fakt trenowania jednocześnie konkurentów i konkurentek, zwłaszcza, że przychodzi mu często, np. w wypadku indywidualnych mistrzostw kraju czy lig, przygotowywać materiały na zawodnika, którego trenuje indywidualnie” …

Od publikacji tego artykułu minęło już prawie 15 lat i problem nadal istnieje…!

 

lip
30

Kontynuacja odcinka 3

Barbara Szumiło (Czarni Rzeszów) przyszła żona znanego publicysty oraz redaktora pisma Szachy/Chess Piotra Kaczorowskiego.

Zdjęcie wykonała Maria Moldenhauer (ze zbiorów Eugeniusza Iwanowa).

lip
30

[kontynuacja https://blog.konikowski.net/2016/07/25/mistrz-europy-gra-z-warszawie/]

„Paweł Suwarski: Nie wchodząc w temat bloga J.K. to odkąd miałem okazję być jednym z organizatorów, mniej ważnym, ale zawsze, Olimpiady Niewidomych i Słabowidzących w Zakopanem w roku 2000 i współpracując z osobą niewidomą przy tworzeniu biuletynu turniejowego uważam za bzdurę łącznie zawodów niewidomych i słabowidzących. To powinny być dwa oddzielne turnieje, chyba, że słabowidzący widzi dużo mniej na oba oczy niż na jedno oko moja mama odkąd rozerwała i odkleiła jej się siatkówka, czyli np. widzi, że ktoś stoi, ale kto to już raczej nie rozpozna. I to jest nadal nieporównywalne z niewidomą całkowicie.

Osoba, która jest w stanie normalnie zobaczyć szachownice i figurki bez względu na rodzaj choroby oczu nie powinna rywalizować z niewidomymi″.

zr https://www.facebook.com/warakomskiofficial/

lip
30

„Jestem w szoku czytając relację pani Katarzyny Szczurek z MEJ. To bardzo dobrze, że wreszcie prawda ujrzała światło dzienne o trenerach i kierownictwie polskiej ekipy. Ciekawe czy po tym skandalu prezes wyciągnie wreszcie konsekwencje do tych osób, które etatowo wyjeżdżają na tego typu imprezy i o których ciągle słyszymy negatywne opinie.

(…) Kto doprowadził do takiego bagna w PZSzach?” komentarze z https://blog.konikowski.net/2013/10/08/mistrzostwa-europy-juniorow-2/

[tu znajdował się logotyp PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikacje tutaj logotypu PZSzach]

[tu znajdowało się zdjęcie z facebook’a PZSzach, ale PZSzach nie zezwolił na publikację tutaj rzeczonego zdjęcia PZSzach]