Archiwum kategorii ‘Szachy w Polsce’

lut
06

W turnieju otwartym w Lizbonie startowało 213 zawodników, w tym liczna grupa z Polski.

Najlepsze miejsce jedenaste w szachach klasycznych wywalczył Igor Janik z Elbląga. Natomiast w konkurencji szachów szybkich Polak zajął doskonałą 8 pozycję.

(zdjęcie z Internetu: Anna Dembińska)

Czołówka (szachy klasyczne)

Źródło

Dokładne wyniki w tym miejsca Polaków

Partie i wyniki na ChessBomb

Wyniki w szachach szybkich

Partie i wyniki na ChessBomb (rapid)

 

 

lut
03

– Radosław Jedynak, prezes PZSzach (MAT 1-2019)

link

lut
02

link
link

                  – Artur Jakubiec, wiceprezes PZSzach ds. sportu wyczynowego (MAT 5-2019)

link

lut
01

Kontynuacja odcinka 106
                     – Artur Jakubiec, wiceprezes PZSzach ds. sportu wyczynowego (MAT 5-2019)
link


sty
29

Kontynuacja odcinka 58

Po ukazaniu się wywiadu z czołową juniorką kraju Julią Antolak

i jej wypowiedzi

nadesłano mi kilka komentarzy, który tylko jeden został opublikowany. Inne były zbyt „polemiczne” w swej treści i dlatego wolałem uniknąć ewentualnych awantur.

Krzysztof Kledzik

24 stycznia 2020 o godz. 11:04

W środowisku szachowym za mało było wizjonerów, osób o otwartym umyśle, chętnych do wprowadzania innowacyjnych zmian. A te wymagały pracy i zaangażowania. Więc łatwiej było bronić starej, skostniałej i nieefektywnej metody szkoleniowej. I to niestety mściło się przez wiele lat, a efekty są nadal widoczne. Czyli zawodniczki które indywidualnie nie liczą się w świecie, uzdolnieni i dobrze rokujący juniorzy którzy gremialnie porzucali szachy (a właściwie to nie oni porzucali, lecz zachęcano ich do takiego posunięcia), i tylko dwóch(!) arcymistrzów którzy coś znaczą w świecie. Stary, nie do ruszenia system szkoleniowy był w stanie „wyprodukować” zaledwie dwóch arcymistrzów o poziomie światowym. A właściwie to żadnego, bo prawdę mówiąc R.Wojtaszek i JKDuda są „produktami” już współczesnego systemu szkoleniowego, który zerwał z usilnie promowanymi metodami treningowymi sprzed stuleci, czyli Capablanka i inne sprawy, opisywane na tym blogu.

///////////////////

Ogólnie przypomniano, że tę formę szkolenia zaproponowałem dawno i było to już przedmiotem wielu dyskusji na blogu.

Zgadza się. Już w wywiadzie dla Panoramy Szachowej (styczeń 1999, strona 6) zwróciłem uwagę na nowe możliwości treningu szachowego drogą elektroniczną. W maju tegoż roku w trakcie spotkania z ówczesnym prezesem Polskiego Związku Szachowego Jackiem Żemantowskim wspomniałem o zaletach wirtualnego szkolenia i zaproponowałem włączenie tej nowej formy treningu do szkolenia kadry młodzieżowej.
Na mojej pierwszej sesji Akademii Młodzieżowej w Zakopanem (październik 1999) przedstawiłem grupie obecnych trenerów korzyści nowoczesnego szkolenia. Między innymi byłyby to konsultacje poprzez pocztę elektroniczną (wtedy nie było jeszcze skype!) ze słuchaczami Akademii, aby łączność pomiędzy trenerem i zawodnikiem była systematyczna, a nie ograniczała się tylko do sporadycznych spotkań na sesjach stacjonarnych. Szczególnie takie kontakty byłyby bardzo pożyteczne dla zawodników z małych ośrodków szachowych i nie mających możliwości regularnych treningów z trenerem.
Aby pokazać, jak to może funkcjonować w praktyce, zaproponowałem trening poprzez Internet juniorowi z Kwidzyna Radosławowi Wojtaszkowi. Udzielałem Radkowi bezinteresownie rady dotyczące jego repertuaru debiutowego i przygotowywałem różne materiały szkoleniowe. Ta nasza współpraca trwała w sumie cztery lata i dała znakomite efekty.
Mimo tego, moja praca nie znalazła uznania wśród osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży w kraju. Wręcz przeciwnie, utrudniano pełną realizację mojej koncepcji. Dokładnie chodzi o to, że na kolejnych sesjach z moim udziałem w 2000 roku nie było Wojtaszka. Tymczasem trening wirtualny musi być połączony z bezpośrednimi spotkaniami.

Blokada trenerów MASZ wprowadzenia reform w działalności akademii została w pełni zaakceptowana przez prezesów Polskiego Związku Szachowego i osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży!

Dokładny opis tych wydarzeń można znaleźć na mojej stronie:

Akademia Szachowa
Komputery w szachach
Szkolenie

Także na blogu kwestia ta była wielokrotnie dyskutowana, np.  w 25-ciu odcinkach wpisów „Trening wirtualny w MASZ”. Kto jest tym zainteresowany, to zapraszam do lektury. Można z niej się dowiedzieć,  kto był za reformami w naszych szachach młodzieżowych, a kto przeciw!

Od pewnego czasu pracuję nad książką, w której chcę przedstawić „Problemy szkoleniowe w polskich szachach” na bazie własnych doświadczeń. Jeden rozdział będzie poświęcony właśnie tej kwestii.

sty
28

Kontynuacja odcinka 11

Mamy mało książek po polsku w kwestii „Debiuty szachowe”. Dlatego od dawna mobilizuję krajowych trenerów do zajęcia się tą problematyką i następnie udostępnienie swej wiedzy naszej młodzieży.

W mojej bibliotece posiadam świetną tematyczną pracę Eduarda Gufeda.

Polecam ją tym szachistom, którzy chcą poznać w szybkim tempie ogólne zasady rozgrywania popularnej obrony królewsko-indyjskiej.

Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa RM.

sty
16

Uzupełnienie do wpisu. 

Stanisław Gawlikowski, dziś niestety jakby zapomniany, pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiego powojennego życia szachowego. Więcej : chyba dopiero teraz dociera do nas wymiar jego olbrzymiej pracowitości i znaczenie jego dorobku. Cenne książki z teorii końcówek nie znalazły do dzisiaj kontynuacji ani konkurencji. Imponujące erudycją prace z historii szachów, nie zamykają się w obrębie ukochanej dyscypliny, lecz wybiegają na szerszy obszar kultury.

Na dzisiejszym czytelniku ( nie tylko na szachowym profesjonaliście ) niezwykłe wrażenie muszą robić okoliczności porzucenia królewskiej gry przez Paula Morphy’ego. U szczytu kariery, w roku 1839, prasa nazwała go wielkim szachistą z a w o d o w y m. „Morphy’ego niesłusznie to dotknęło” – pisał Gawlikowski- „oświadczył, że nie jest zawodowcem tylko dżentelmenem (! podkreślenie moje -RM ), gra w szachy dla przyjemności, a nie dla zysku, po czym – wycofał się raz na zawsze z wielkiej areny i grał już tylko w domowym zaciszu, z przyjaciółmi, pogrążony w głębokiej melancholii. Nie zdołały go skłonić do powrotu najbardziej nawet atrakcyjne, również pod względem finansowym, propozycje”. Ta historia, z pewnością egzotyczna z punktu widzenia młodych odbiorców, stanowi ilustrację głębokich przemian mentalnych, jakie się dokonały.

Z kolei opisując VIII Olimpiadę Szachową rozgrywaną w Argentynie na przełomie sierpnia i września 1939 ,Gawlikowski przywołał scenę, będącą interesującym przypisem do historii najnowszej. – „Czechosłowacja oficjalnie występowała jako ‘Protektorat Czech i Moraw’. Niemieckim ‘protektorom’ nie udało się jednak skłonić organizatorów do zdjęcia z frontowej ściany teatru, w którym odbywały się rozgrywki, flagi czeskiej i zastąpienia jej ‘oficjalną’ flagą ‘Protektoratu’ ze swastyką. Po dłuższych negocjacjach wywieszono ostatecznie dawny czeski sztandar…”
Mistrz szachowy, teoretyk, historyk dyscypliny ,publicysta , felietonista : tych zawodowych wcieleń Gawlikowskiego było dużo. Lecz przede wszystkim dużo było Stasia jako człowieka : niesłychanie żywego, pełnego temperamentu i inwencji.
Myślę ,że jego osobowość najpełniej wyrażała się w sferze językowej. Spontaniczna ekspresja słowna w życiu codziennym była naznaczona nie byle jakim ryzykiem. W ponurej, stalinowskiej dobie, podczas grupowego spaceru nad brzegiem Bałtyku, Staś zaimprowizował strzelisty hymn „ o wietrze wolności przychodzącym do nas ze Skandynawii”. Tylko chwalebnej solidarności braci szachistów domorosły poeta zawdzięczał wtedy ,że nie dostał się do ubeckiego lochu. Potem kiedyś ,też w okresie głębokiego Peeerelu, na biesiadnym zakończeniu drużynowego meczu z reprezentacją Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Staś pozwolił sobie wznieść przyjacielski toast za zdrowie „ Sturmbannfữhrera Schulza”. Na te słowa niemiecki gospodarz spotkania śmiertelnie pobladł : nie z obrazy, ale ze strachu . „Nicht gut Herr Gawlikowski, nicht gut” – wyjąkał przerażony. Zapachniało politycznym skandalem…

Natomiast to samo , co narażało Gawlikowskiego na kłopoty w życiu powszednim, okazywało się darem pisarskim, zjednującym mu popularność . Znany publicysta sportowy, redaktor „Życia Warszawy” Stefan Sieniarski , wspominał jak po wprowadzeniu do gazety działu szachowego prowadzonego przez SG , zaczęły napływać do redakcji listy dziękczynne z różnych stron kraju. Było co czytać i kogo czytać.

Styl Gawlikowskiego, lapidarny i barwny zarazem, trudno byłoby podrobić. Zjadliwe charakterystyki : słabeusza przypadkowo zabłąkanego wśród krajowej elity –„ Pisać krytycznie o jego grze byłoby dla niego komplementem” czy czołowego polskiego szachisty „skutecznego na własnych śmieciach”, ale zupełnie „nie nadającego się na eksport” należały do rzadkości. Zazwyczaj Staś dawał wyraz fascynacjom , które ubierał w niebanalne skojarzenia. W beznadziejnym oporze stawianym rywalowi przez pewnego Hindusa, Gawlikowski odnajdywał cechy „iście indyjskiego fatalizmu”. Wygrana naszego szachisty z wysoko notowanym przeciwnikiem ( co w tamtych czasach było sensacją ) opisywana była w duchu młodzieżowych powieści Karola Maya jako „skalp zdarty z arcymistrza”. Pod piórem Stasia nieoczekiwane zwroty akcji jawiły się jak „grom z jasnego nieba”. Ładnie wygrane partie bywały „pogromowe”, a zwycięzca partii triumfował zwykle „ w porywającym stylu”. Błędy popełniane przy szachownicy najczęściej zaś były „nieprawdopodobnymi lapsusami” albo „tragicznymi pomyłkami”, vulgo „samobójczymi golami”. Zakończenia partii opisywane przez Gawlikowskiego były w zależności od kontekstu : słynne, pouczające , finezyjne, subtelne, dramatyczne , emocjonujące. Któż by się spodziewał , że nisza drewnianych figur kryje w sobie tyle niuansów ! Zasób leksykalny, którym dysponował nasz autor, był naprawdę bogaty.

Staś ciekawy świata, bystry w obserwacjach i ocenach ,zdystansowany , pogodny i dowcipny okazywał życzliwość kolegom. W jego niewielkim mieszkaniu na warszawskiej Ochocie goście, nawet ci niezapowiedziani, zawsze byli mile widziani. Przy filiżance kawy, z miłą asystą troskliwej żony gospodarza pani Zofii , szachiści wiedli długie rozmowy. Dzisiaj takich domostw zostało niewiele ; życie wygląda inaczej. Nieprzypadkowo dom państwa Gawlikowskich stał przy ulicy Baśniowej.

Rafał Marszałek