W dniach 23-24 lutego odbyły się kolejne 9-10 rundy ligi niemieckiej.
W dniach 23-24 lutego odbyły się kolejne 9-10 rundy ligi niemieckiej.
Gambit jest otwarciem, w którym jedna ze stron poświęca materiał (pionki lub figury) w celu uzyskania określonych korzyści, np. ataku na króla, uzyskania przewagi rozwojowej, przejęcia inicjatywy itd.
Przedstawiam „Gambit krakowski”, który powstaje po posunięciach 1.e4 e5 2.Sf3 Sc6 3.Gc4 Gc5 4.c3 Sf6 5.d4 cxd4 6.cxd4 Gb4+ 7.Kf1!?
Komentarz Siegberta Tarrascha dotyczący ostatniego ruchu białych w książce „Die moderne Schachpartie”: Po raz pierwszy zastosował to posunięcie w 1883 roku angielski amator Lord w głównym turnieju Londyńskiego Kongresu. Wariant został nazwany „wariantem krakowskim”, ponieważ był on dokładnie przeanalizowany przez krakowskich szachistów.
////////////////////////
Ruchem 7.Kf1!? białe ofiarowują pionka po odpowiedzi 7…Sxe4. Dlatego moim zdaniem „Gambit krakowski” jest nazwą prawidłową. Zachęcam więc Krakusów do dalszych analiz gambitu, który prowadzi do bardzo ostrych i interesujących gier.
Piękny tematyczny przykład z książki Tarrascha:
W miesięczniku „Magazyn Szachista” opublikowałem serię artykułów „Zapiski trenera”. Jeden z tematów brzmiał: O repertuarze debiutowym.
W numerze sierpień 2004 m.in. pisałem: Obrona królewsko-indyjska była w moim repertuarze stałym elementem, którą stosowałem czarnym kolorem z niezłym skutkiem.
W rozgrywkach I ligi w 1979 roku grałem w zespole Hutnika Warszawa na zmianę na 1 i 2 szachownicy. Zmuszało mnie to do pojedynków z zawodowcami. Zdawałem sobie sprawę, że moje ulubione otwarcie może być niewystarczające w grze przeciwko Włodzimierzowi Schmidtowi czy Janowi Adamskiemju, którzy akurat świetnie grali białym kolorem przeciwko schematom z rozwinięciem gońca na g7. Postanowiłem przygotować coś specjalnego, tak aby zaskoczyć moich partnerów. Wybor padł na rzadko stosowany wariant Alechina w obronie holenderskiej. Decyzja okazała się trafna, gdyż wytrzymalem na pierwszej desce natarcie Schmidta, J.Adamskiego, Schinzla oraz Ignacego Nowaka. Uzyskałem 6.5 p. z 11 partii, co dla amatora było wynikiem pozytywnym.
Nieco więcej o tym ciekawym wariancie jest na mojej stronie w dziale „Teoria i praktyka/Artykuły”: Link
Moje materiały w tym numerze: partia Weber-Meijers, Bad Zwesten 2013, kombinacje oraz artykuł o wariancie Laskera w gambicie hetmańskim.
Inne artykuły: „Spotkanie z Edwardem Pałłaszem”, „Magnus Carlsen wygrywa Tata Steel-cześć 1”, „Kamil Dragun zdobywa drugą normę”, „Metlife Amplico 2012”, „Arcymistrzowskie wpadki” itd.
Pierwszy krążek olimpijski w szachach po II wojnie światowej zdobyła drużyna kobieca na Malcie w 1980 roku. Byłem szefem tej ekipy i wraz z zawodniczkami zostałem uhonorowany – za trzecie miejsce – brązowym medalem.
Już pisałem raz na blogu o tym największym w moim życiu wydarzeniu, że jako trener kadry dokonałem wtedy niespodziewanego wyboru. Zamiast 54-letniej doświadczonej Anny Jurczyńskiej wstawiłem do składu 18-letnią Agnieszkę Brustman. Dla wielu była to superniespodzianka. Anna Jurczyńska była pięć razy mistrzynią Polski. Na olimpiadzie w Buenos Aires w 1978 roku zdobyła brązowy medal za indywidualny wynik na III szachownicy. Łącznie rozegrała 17 olimpijskich partii, w których zdobyła 12 punktów.
Panią Annę znałem od wielu lat. Przygotowałem ją w 1978 roku do meczu z Małgorzatą Wiese o mistrzostwo Polski. W czasie tego pojedynku byłem jej sekundantem. Anna Jurczyńska zdobyła kolejny tytuł mistrzyni kraju. A tutaj taka decyzja! Dla samej Jurczyńskiej był to szok. Była pewna, że Malta jest w jej zasięgu.
Nie było łatwo uzyskać uznania mojego postanowienia. Zostałem wezwany do ówczesnego prezesa Polskiego Związku Szachowego Czesława Wiśniewskiego. Zadał pytanie: Dlaczego Brustman a nie Jurczyńska? Odpowiedziałem: Agnieszka to jest nasza przyszłość i musimy stawiać na młodzież. Prezes ostatecznie poparł mnie i w ten sposób juniorka, która do tej pory miała na koncie tylko jeden sukces międzynarodowy – mistrzostwo Europy juniorek w 1980 roku – znalazła się w drużynie olimpijskiej.
Na Malcie okazało się, że moja decyzja była znakomita. Agnieszka zdobyła 8 z 11 partii. Pokonała m.in. drugą szachistkę świata Aleksandriję i uzyskała srebrny medal na swojej szachownicy! Natomiast w konkurencji drużynowej Polki zdobyły brązowy medal – pierwszy po II wojnie światowej medal olimpijski i pierwszy w konkurencji kobiet!
Anna Jurczyńska nigdy nie wybaczyła mojego kroku. Ignorowala mnie i nie reagowała na moje gesty powitalne. Na jednym zgrupowaniu kadry w grze korespondencyjnej w Warszawie w trakcie mojego wykładu na temat „Jak rodzi się nowinka debiutowa?” przeszkadzała zadawaniem jakiś pytań, które nie były związane z problematyką zajęć.
Rola trenera nie jest łatwa. Pod warunkiem, że podejmuje samodzielnie decyzje i nie daje sobą manipulować przez działaczy i zawodników. A są tacy, którzy dla „świętego spokoju” wolą się nie narażać i akceptują wszelkie dogodne dla siebie rozwiązania.
Królewska gra jest pełna przeróżnych „teorii”, które stworzono już bardzo dawno i zostały przez niektórych szkoleniowców przyjęte bezwarunkowo i niepodlegające podważaniu. Hamuje to twórczy rozwój tych szachistów, którzy szkoleni przez mało elastycznych i nieoświeconych trenerów przejmują te nauki za pewnik.
Jedno jest pewne. Takich trenerów trzeba uświadamiać, że królewska gra uległa od lat dużemu rozwojowi i obecnie gra się w inne szachy, niż to było 100 lat temu. W tej sytuacji jasne jest, że pewne dawne dogmaty straciły na swej pierwotniej „wartości”.
Kilka lat temu uczestniczyłem w zgrupowaniu szkoleniowym niemieckich trenerów. Ówczesny trener niemieckiej kadry arcymistrz Klaus Darga pokazał pewną swoją partię z młodości. W krytycznej sytuacji miał duży problem z wykonaniem posunięcia. Rozważał ruch skoczkiem na skraj szachownicy, lecz był do tego stopnia „skażony” wskazaniem Siegberta Tarrascha – skoczek na bandzie to hańba szachów – że tego posunięcia ostatecznie nie wykonał. A był to najlepszy ruch, który dawał mu wielką przewagę.
Szef niemieckich trenerów na koniec swojego wykładu dał nam radę: „Koledzy, nie dajcie się omamić dogmatami, których w szachach jest wiele. Bądźcie elastyczni i w takim duchu trenujcie swoich podopiecznych”!
W nowoczesnej teorii otwarć jest wiele przypadków, kiedy skoczek idzie na na skraj szachownicy, ponieważ jest to najlepsze lub nawet jedyne rozwiązanie w danej sytuacji. Znając dobrze teorię debiutów unikamy jakiś absurdalnych przykazań przeszłości!
Inne wskazanie dla początkujących szachistów jest: „Szybko rozwijaj wszystkie figury i zabezpiecz króla”. Tutaj trzeba także wyjaśnić swym podopiecznym, że to jest ogólna zasada. Tymczasem nie zawsze trzeba tak fanatycznie podchodzić do tej kwestii. Są bowiem otwarcia i warianty, gdzie jedna strona zostawia króla w centrum i atakuje skromnymi środkami bojowymi. Trzeba więc młodych adeptów szachów uczulać na te problemy, że gra królewska jest bardzo bogata w twórcze możliwości i nie wolno ją traktować w sposób doktrynerski!
Przy tej okazji pewna historyjka opowiedziana przez Kazimierza Makarczyka na jednym obozie kadry juniorów z moim udziałem. Zapewniał nas, że jest ona prawdziwa. Mistrz Dawid Przepiórka był fanatykiem szybkiego wykonania roszady. Nawet jeśli pozycja tego nie wymagała, on zabezpieczał najpierw swego monarchę. Pewnego razu koledzy postanowili mu zrobić kawał. Ustawiono dość skomplikowaną pozycję i wszyscy udawali, że jest ona obiektem ich wspólnej analizy. Do klubu wszedł Dawid Przepiórka i z miejsca się tym zainteresował. „Mistrzu, co by pan zaproponował białym w tej pozycji?” – zapytał jeden z uczestników analizy. „Roszada jest możliwa do wykonania?” – wolał się upewnić Przepiórka. „Tak jest” – padła odpowiedź. „No to panowie, nie ma się co zastanawiać” – i mistrz wykonał roszadę. W tym momencie wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem i ktoś wyjaśnił takie zachowanie. „Mistrzu nam się wydaje, że białe w tej pozycji matują w dwóch ruchach!”.
Oczywiście Dawid Przepiórka ze zrozumieniem przyjął żart kolegów. Ale ten przykład świadczy, że w szachach naprawdę nie ma miejsca na jakieś dogmatyczne przyzwyczajenia. Szachista musi być szkolony wszechstronnie!
Jeszcze jedna doktryna: „Nie wprowadzaj za szybko do gry hetmana. Najpierw rozwijaj lekkie figury”. W obecnych czasach jest to absurdalna teoria. Jest bowiem wiele debiutów, gdzie do boju wkracza szybko nasza najsilniejsza figura i to ściśle jest związane z danym otwarciem czy wariantem.
Jako początkujący szachista przygotowałem białym kolorem „Debiut centralny” po ruchach 1.e4 e5 2.d4 exd4 3.Hxd4 Sc6 4.He3 z następnym Gc1-d2, 0-0-0 i szybkim atakiem na partnera. Dla mało doświadczonego zawodnika było to idealne otwarcie, w którym strategia gry była prosta. Tym otwarciem odniosłem wiele zwycięstw.
W części 1 nowej serii „Ciekawostki Debiutowe” wydawnictwa Penelopy zaproponowałem dwa interesujące otwarcia dla młodych i jeszcze mało doświadczonych graczy z łatwym do zrozumienia planem gry: 1.e4 c5 2.d4 cxd4 3.Hxd4 Sc6 4. He3 (lub 4.Ha4) z następnym Gc1-d2 i 0-0-0 oraz 1. e4 c6 2.Sc3 d5 3.Hf3 również z szybką roszadą w długą stronę.
W wprowadzeniu napisałem:” W obu grach biały hetman bardzo wcześnie wchodzi do akcji, co jest właściwie zaprzeczeniem ogólnych zasad w szachach, które zalecają włączenie najsilniejszej figury do działania dopiero w późniejszej fazie partii.
Współczesna teoria szachowa elastycznie podchodzi do tych problemów i wyklucza dogmatyczne traktowanie różnych otwarć. Są systemy, w których zaleca się właśnie szybką aktywizację hetmana, aby w ten sposób już na początku partii wkroczył do gry i wziął udział w bezpośrednim ataku na nieprzyjacielskiego króla.
Włączając do swego repertuaru debiutowego oba omawiane systemy – można ominąć bogato rozpracowane i bardzo znane główne warianty. W grę wchodzi jeszcze jeden ważny aspekt: zaskoczenie! Nawet, mało doświadczeni zawodnicy, mogą z powodzeniem wykorzystać ten motyw w swych pojedynkach. Przeciwnik, nawet silniejszy, z braku odpowiedniej wiedzy może się pogubić w zawiłych niuansach tych mało jeszcze znanych wariantów i wybrać słabsze rozwiązania. To są więc dodatkowe atuty młodych graczy, którzy mogą dzięki temu toczyć równorzędną walkę, nawet przeciwko silnym mistrzom…”.
Gość napisał: Przesyłam dwa ciekawe linki. Przypuszczam że są Panu znane, ale z pewnością nie wszyscy czytelnicy blogu wiedzą, co tam wypisywano. Szczególnie osoby młode, albo te które dopiero niedawno zaglądnęły na blog. Niech zobaczą co się działo.
Świadczą one o poziomie dyskusji szachistów o problemach polskich szachów. Nie śledzę forów dyskusyjnych dotyczących innych dziedzin sportu, więc nie wiem co tam się dzieje. Ale tu, pomijając wpisy anonimów, to największe zniewagi, obelgi i opluwanie pochodzi od czołowych szachistów z kadry narodowej oraz od jednego z wiodących trenerów akademii. To jest jakaś nienormalna sytuacja.
Kiedyś były ataki na Pana na forum PZSZach. Tutaj są inne naskakiwania w temacie związanym z Akademią Młodzieżową, w tym am Bartłomej Macieja znowu najeżdża na Pana.
http://forumszachowe.pl/showthread.php/88-Akademia-Szachowa
Natomiast tutaj są naskakiwania na Pana, związane m.in. z problemem debiutów.
http://forumszachowe.pl/showthread.php/870-Tata-Steel-Chess-2011
W ostatnim czasie otrzymałem kilka emailów z zapytaniem, jak właściwie należy uczyć szachów początkujących adeptów królewskiej gry. Jest tyle teorii w tej kwestii, że właściwie trudno jest się w tym połapać. Sami trenerzy stosują różnorodne metody szkoleniowe i nie wiadomo, które są prawidłowe. Jak traktować pewne wskazania, które są często różnie interpretowane przez szkoleniowców, publicystów itd.
Zacznę od moim pewnych prywatnych „badań” na przestrzeni wielu lat wśród studentów, pracowników naukowych oraz personelu technicznego uniwersytetu w Dortmundzie. Zadawałem wszystkim dwa proste pytania:
1. Jaka twoim (pana) zdaniem jest najważniejsza faza partii szachowej: początek, środek czy końcówka? Wszyscy bez wahania odpowiadali: „Początek”. Na dodatkowe pytanie: dlaczego? „To jest przecież logiczne, jeśli początek będzie pomyślny, to inne części partii będą łatwiejsze do gry”.
2. To w takim razie od czego powinno rozpocząć się naukę szachów, oczywiście zakładając że znamy już poszczególne ruchy. Odpowiedź: „Od początkowych posunięć, bo to jest najważniejsze. Jak można grać w szachy nie wiedząc, w jaki sposób trzeba zaczynać?”
Podobne pytanie zadawałem graczom klubowym niższych klas. Tutaj odpowiedzi były różne. Ale najczęściej dominowała znana teza: końcówki, ponieważ tak zalecali wielcy mistrzowie przeszłości, np. Capablanca.
Mamy tutaj do czynienia z pewnym fenomenem. Zawodnicy klubowi, którzy mieli już kiedykolwiek do czynienia z trenerami są „zakażeni” pewną ideologią, która nie zawiera w sobie zdrowej logiki. Jest ona oparta o pewne wzorce z przeszłości. Głosili je wprawdzie najsilniejsi szachiści świata, ale to było około 100 lat temu. Oni nie byli szkoleniowcami z prawdziwego zdarzenia, opierali swoje dogmaty na bazie własnych doświadczeń i ówczesnej rzeczywistości.
Wtedy szachy były grą elitarną. Było mało szachistów i imprez szachowych. Trening mógł być prowadzony więc przez wiele lat. Teoria debiutów była dopiero w zalążkach. W turniejach szachowych startowali dojrzali wiekowo zawodnicy.
Obecnie szachy są sportem masowym i wiek nie odgrywa żadnej roli. W turniejach grają nawet dzieci. Każdy chce możliwie szybko odnosić sukcesy i to jest motywacją do dalszej pracy i zajmowania się szachami. Jednakże trudno jest to szybko osiągnąć, jeśli trening jest przeprowadzony w niewłaściwym kierunku.
Na mojej stronie w wspomnieniach opisałem moje własne podejście do szkolenia szachowego. Tylko dzięki temu, że nie uległem powszechnie rozpowszechnianym kanonom, udało mi się szybko dojść do ścisłej czołówki Pomorza w kategorii seniorów. Póżniej nadrabiałem systematycznie wiedzę z gry środkowej i końcowej. Takie podejście do szachów uważam za prawidłową drogę i tak też polecałem moim podopiecznym.
Może ktoś w tym momencie zadać pytanie: „Jeśli uważa pan taki sposób szkolenia za prawidłowy, to dlaczego nie osiągnął pan wielkich wyników sportowych”?
Życie zawodowego szachisty jednak mnie nie odpowiadało i dlatego dość wcześnie zająłem się działalnością szkoleniową. Ale jako zawodnik miałem też pewne sukcesy turniejowe. Przede wszystkim w grze błyskawicznej przez wiele lat zaliczałem się do ścisłej czołówki krajowej. Na polskiej liście rankingowej FIDE w 1981 roku znalazłem się na 10 miejscu z 2400 pkt. Otrzymałem wtedy klasę mistrzowską upoważniającą mnie do pobierania stypendium sportowego w wysokości 8000 zł.
O moich pierwszych doświadczeniach trenerskich pisałem na blogu w kategorii „W roli trenera”.
Ten przypadek pogłębił jeszcze bardziej moje przekonanie, że pracę szkoleniową trzeba zaczynać od stadium początkowego, czyli debiutów.
Tak pracowałem z juniorami w punkcie szkoleniowym w Częstochowie. O osiągnięciach moich podopiecznych pisałem na stronie. Potem pracowałem jako trener około 25 lat w Niemczech, mi.in. z kadrą młodzieżową w Essen. Z tej grupy wyrosło dwóch olimpijczyków (GM Lutz i MM Heinbuch), trenowałem wicemistrzynię Niemiec kobiet Reginę Gadau, potem był roczny trening z Naiditschem, 4-letnie szkolenie internetowe Wojtaszka. Byłem kilka lat trenerem kadry niemieckiej głuchoniemych itd. W mojej pracy trenerskiej kładłem główny nacisk na dobrze dobrane otwarcia i były sukcesy! Przypominam, że byłem tylko trzy lata trenerem zawodowym (1978-1981). W innym okresie była to praca hobbystyczna!
W Polsce jako trener miałem też swoje osiągnięcia. W 1979 roku Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu opublikował listę trenerów i instruktorów szachowych:
1. J.Konikowski 719 pkt.
2. W.Schinzel 665 pkt.
3. H.Śliwiński 657 pkt.
4. S.Witkowski 623 pkt.
Na dalszych miejsca znależli się: 8. W. Schmidt, 24. A.Sydor, 27. R.Grąbczewski, 28. J.Kostro, 34. W.Balcerowski itd.
Na podobnej liście z 1981 roku stan czołówki był następujący:
1. J.Konikowski 1313 pkt.
2. K.Sikora 635 pkt.
3. W.Schinzel 593 pkt.
4. R.Drozd 475 pkt.
5. W.Jagodziński 472 pkt.
6. T.Tomalczyk 400 pkt.
Dwukrotnie w latach 1979 i 1980 byłem w piątce najlepszych trenerów w częstochowskim sporcie.
Miałem więc spore sukcesy jako szkoleniowiec i swoje doświadczenia oraz wiedzę przekazuję dalej – w różnej formie – polskim szachistom. Mimo tego niektóre osoby w kraju próbują zdyskredytować moje zaangażowanie na tym polu i także moje osiągnięcia trenerskie!