Jerzy Konikowski - wpisy autora

cze
18

Kontynuacja odcinka 75

Kiedyś czołowy trener MASZ w piśmie Szachy-Chess (2002) napisał:

„Ja osobiście, w pracy i w konsultacjach z juniorami, zwracam większą uwagę na idee, myśli, najważniejsze ścieżki, nastawienie do partii, nie zalewając ich wariantami”…

Moja reakcja w tym samym czasopiśmie:

„Zgadzam się, że w pracy z  młodzieżą trzeba zwracać uwagę na idee, myśli itd. Ale to nie wystarczy, aby zrozumieć jakieś otwarcie. Radek Wojtaszek reprezentuje już pewną klasę i potrzebuje także konkretnych wariantów. Bo cóż da znajomość planów, kiedy nie będzie wiadomo jak je wprowadzić w życie. Uczenie się teorii debiutów polega więc nie tylko na poznaniu planów strategiczno-taktycznych, ale także na ich realizacji w praktyce. Czyli konieczne jest jednak poznanie lawiny wariantów i komputerowych ocen!”

W tej wymianie poglądów chodziło o szkolenie młodych i z ambicjami sportowymi zawodników.

W 1999 roku, kiedy zacząłem współpracę z Radosławem Wojtaszkiem, miał on 12 lat i posiadał pewną ogólną wiedzę szachową. Był to więc już odpowiedni moment, aby zacząć intensywnie zajmować się teorią debiutów oraz jego repertuarem. Radek przyjął moją propozycję i takim torem pracowaliśmy przez 4 lata. Niestety praca na odległość i brak bezpośrednich kontaktów, w czym „pomogły” mi osoby PZSzach odpowiedzialne za szkolenie młodzieży, nie mogła przekonać młodego mistrza, że powinien grać także 1.e4 i stosować dynamiczne otwarcia, warianty itd.

Dla przypomnienia: link.

W mojej wieloletniej działalności trenerskiej i także we współpracy z Wojtaszkiem opierałem się na zaleceniach znakomitej „szachowej szkoły radzieckiej”, która szczególny akcent stawiała na solidne przygotowanie debiutowe! Tak w Związku Radzieckim szkolono przyszłych arcymistrzów światowego formatu.

„Zachód” te problemy zrozumiał zbyt późno i dlatego dominacja szachów radzieckich trwała wiele lat. Dopiero Robert Fischer zaczął trenować we właściwym kierunku i samotnie pokonał hegemonię Rosjan. Nie tylko wielki talent mu w tym pomógł, lecz także prawidłowe podejście do szachów. Jego mocną stroną były otwarcia oraz trafnie dopasowany repertuar debiutowy do stylu jego gry! Oczywiście o tym wiemy z różnych publikacji.

Na tym blogu oraz w wielu moich artykułach w krajowych pismach szachowych oraz w ostatniej książce „Szachy dla przyszłych mistrzów” zwracałem uwagę na to, że ci co myślą o karierze wyczynowego szachisty, muszą wcześniej zacząć pracę z początkową fazą gry, gdyż to jest fundament każdej partii. Tak zaczął pracować też m.in. obecnie czołowy szachista świata Siergiej Karjakin.

Dla przypomnienia: link.

Podobnie podszedł do treningu szachowego również obecny mistrz świata Magnus Carlsen. Opisuje to m.in. książka Michalczyszyna i Stecko „Magnus Carlsen – Mozart szachów” (Penelopa 2011). Na stronie 25 autorzy m.in. piszą „Czyta wiele … i oczywiście wiele książek debiutowych…”.

Zawarte w książce pojedynki ilustrują znakomitą wiedzę Carlsena w kwestii debiutów. Przytaczam notację tylko pierwszego przykładu z tego zbioru (dokładna analiza tej partii jest w wymienionej książce).

Tę fantastyczną partię Carlsen rozegrał w wieku 12 lat! Widać w niej świetne przygotowanie teoretyczne. Na tym blogu wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na ten aspekt. Tymczasem w polskim środowisku szachowym często mówi się o rzekomym przeskakiwaniu debiutów przez mistrza świata.

Dlaczego ta teoria jest tak modna u nas? Z prostego powodu. Zajmowanie się debiutami, analizą jakimiś skomplikowanymi wariantami czy opracowanie solidnego repertuaru wymaga kolosalnego zaangażowania. Ta praca jest po prostu nieopłacalna. Włodzimierz Schmidt w wywiadzie (mat 3-2016) mówi: „Mamy dużo dobrych trenerów, tylko warunki finansowe są żenujące”…

W tym jest właśnie sęk! Dlatego niektórym trenerom odpowiada teoria głosząca, że gra środkowa i końcówki są najważniejsze. Po co studiować otwarcia, kiedy można je po prostu „przeskoczyć” itd. Potem czytamy, iż czołowy nasz arcymistrz i przyszły olimpijczyk dopiero w wieku 25 lat zrozumiał istotę solidnego przygotowania repertuaru debiutowego! Była o tym niedawno mowa na blogu.

Dla przypomnienia: link.

 

cze
17

Kontynuacja odcinka 7

Ostatnio zrobiło się dość głośno wokół osoby Bogdana ŚliwyDlatego warto przypomnieć sylwetkę tego wybitnego szachisty, szczególnie gdy dla młodego pokolenia jest ona raczej mało znana.

Biografia 

Bogdana Śliwę „poznałem” w 1961 roku po lekturze świetnej książki turniejowej „Międzynarodowy turniej szachowy Sopot 1951″ autorstwa Władysława Litmanowicza. To była jedna z moich pierwszych książek o tematyce szachowej. Kupiłem ją w antykwariacie. Zafascynowała mnie, gdyż opowiadała barwnie o silnym międzynarodowym turnieju. Przestudiowałem wszystkie zawarte tam partie, także Bogdana Śliwy. Część wakacji letnich w 1961 roku spędziłem w Gdańsku-Wrzeszczu. Będąc w Sopocie zacząłem się nawet wypytywać o turniej szachowy. Oczywiście nikt nic nie mógł mnie bliżej na ten temat cokolwiek powiedzieć. Nie wiedziałem wtedy, że to była tylko jednorazowa impreza.

Na „żywo” poznałem mistrza dopiero w 1967 roku. W dniach 2-3 września odbył się w Ystad mecz międzypaństwowy Polska-Szwecja seniorów i juniorów. Śliwa grał na 3 szachownicy i zremisował obie partie z Nilssonem. Natomiast ja grałem też na trzeciej desce i zdobyłem 2 punkty z Olaussonem. Miałem kilka okazji porozmawiania z nim o szachach, szczególnie na promie w trakcie podróży do Szwecji.

Bogdan Śliwa mimo tego, że mieszkał w Krakowie, to w jakimś okresie reprezentował barwy Kolejarza Katowice. Po raz pierwszy przy szachownicy spotkaliśmy się w styczniu 1975 roku w ramach meczu Kraków – Katowice. Graliśmy ze sobą na I szachownicy i pojedynek zakończył się remisem. Spotkanie zakończyło się naszą porażką 10.5-11.5.

W dniach 6-15 stycznia 1978 roku odbył się w budynku Zarządu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w Rynku Głównym turniej dla uczczenia 33 rocznicy wyzwolenia Krakowa.

W turnieju wziął także udział Bogdan Śliwa. Niespodziewanie zwycięstwo odniósł Stanisław Kostyra 7 z 9 partii, przed Śliwą 6.5. Ja zająłem 4 miejsce z 5 pkt. Na 6 miejscu uplasował się były mistrz Polski Józef Gromek z 4.5 punktami.

W turnieju grałem całkiem nieźle, ale na finiszu przegrałem wygraną pozycję z Andrzejem Szyszko-Bohuszem i nie docisnąłem w dużym niedoczasie Śliwę. Partia była w sumie ciekawa i dlatego przedstawiam ją Państwu.

Rok później udał mi się rewanż. W X Międzynarodowym Turnieju o Puchar Prezesa „Korony” Kraków odniosłem zwycięstwo nad wielokrotnym mistrzem Polski. Niestety zaginął mi zapis tej partii, ale zachowała się fotografia z tego pojedynku i tabelka.

Krak1

 

cze
17

Kocham szachy…

Chociaż to zabrzmi, prawie że – banalnie?

Może, przyjmuję, zbyt emocjonalnie!

Także w sposób – dosyć ekonomicznie,

Dozując wydatki – godnie i praktycznie.

 

Ograniczam, też inne zainteresowania

Bo, obecnie, mam kłopoty wydatkowania

Na regulowanie długów kredytowania,

Które powstało, dla zdrowia uratowania.

 

Rezygnację z miesięczników „Szachy”, „Panoramy”

Uzupełniam z „m.technika” – wiadomościami,

Jakie, całkowicie zastępują wszystkie ramy

Obecnego, interesowania się szachami.

 

Dawniej, jeszcze były takie, jak technika gry,

Prowadzenie szkolenia, sędziowanie zawodów.

Jednak, one już nie wytrzymują wymogów?

Do dalszego, ukształtowania się nowej – ery!

Józef Rybak

17.06.2016 r. 29312/169/`16

 

cze
16

Kontynuacja odcinka 9

Stanisław Gawlikowski w swojej książce Olimpiady szachowe 1924-1974 (II wydanie 1978) tak skomentował udział naszej ekipy na olimpiadzie w Tel-Awiwie:

Sliwa3

A tak ocenił w swym piśmie Magazyn Szachista (marzec 2014) występ Polaków kapitan zespołu Andrzej Filipowicz:

Sliwa1

Bogdan Śliwa zdobył 9 punktów z 14 partii i był na olimpiadzie najlepszym naszym zawodnikiem. Mimo tego nie zagrał w ostatnim meczu, gdyż jak to skomentował grający kapitan „wszelkie niepowodzenia Śliwa topił w alkoholu”.

Ta decyzja Andrzeja Filipowicza wywołała wtedy w naszym środowisku wielką dyskusję i odpowiednie komentarze. Mogliśmy już w 1964 roku mieć arcymistrza, co z pewnością miałoby istotny wpływ na dalszy  dynamiczny rozwój królewskiej gry w Polsce. A tak czekaliśmy aż 12 lat na tytuł Włodzimierza Schmidta!

cze
15

Wycinek z wywiadu Włodzimierza Schmidta (Mat 3-2016).

Schm1

Schm2 (Kopie 2)

Schm2 (Kopie)Tak! Wreszcie doczekaliśmy się w 1976 roku pierwszego arcymistrza. Wszyscy cieszyliśmy się z tego wydarzenia, gdyż było to wielkie święto polskich szachów!

Ale jednocześnie przyszły wspomnienia i zaduma. Mogliśmy mieć już przecież wcześniej szachistę z najwyższym tytułem. Ten wywiad jest więc okazją, żeby o tym przypadku wspomnieć.

Władysław Litmanowicz napisał w swojej książce Polscy Szachiści (Warszawa 1982):

Sliwa1

 

cze
15

Przedstawiona partia była grana w I rundzie turnieju międzynarodowego w Lublinie i zakończyła się szybką przegraną naszego arcymistrza z powodu słabej znajomości wariantu.

Kacper Piorun ma jeszcze pewne braki w swym repertuarze, które powinien możliwie szybko zlikwidować. Partię powinien przeanalizować gruntownie razem z trenerem kadry Bartoszem Soćko, który już kiedyś zanotował także porażkę w tym otwarciu.

 

cze
15

Kontynuacja odcinka 74

Wycinki pochodzą z wywiadu w piśmie „Mat” (3-2016):

Wyw2a

Wyw2a (Kopie)

Włodzimierz Schmidt nie odpowiedział konkretnie na pytanie: A czy dawniej inni zawodnicy z polskiej czołówki również trenowali debiuty? Jedynie stwierdził, że korzystano z jego notatek. Arcymistrz widocznie nie miał odwagi powiedzieć prawdę, że faza debiutowa była od dawna najsłabszą stroną polskich kadr, zarówno w konkurencji kobiet i mężczyzn. W tamtych czasach nasi mistrzowie Polski przeważnie zajmowali dolne miejsca (nawet ostatnie) w turniejach międzynarodowych właśnie wskutek niedostatecznej znajomości otwarć i niedopracowanych repertuarów debiutowych.

Ta kwestia była też kilkakrotnie omawiana na blogu, np. link.

Właśnie Włodzimierz Schmidt był pierwszym po 1945 roku szachistą, który ten problem zrozumiał i w tym kierunku intensywnie pracował. Dowodem tego są jego znakomite notatki debiutowe. Nikt w Polsce nie miał tak świetnie opracowanych materiałów. Potwierdzam to, gdyż je kilkakrotnie widziałem.

Dzięki tej właściwej pracy Schmidt szybko awansował do krajowej czołówki i następnie przez wiele lat był zdecydowanym liderem polskich szachów.

Drugim zawodnikiem, który ten problem poważnie potraktował jest Radosław Wojtaszek i dlatego jest od pewnego czasu zdecydowanie najlepszym polskim arcymistrzem.

W Polsce nie ma tradycji w kwestii „Debiuty i repertuar debiutowy” i dlatego jest tak, jak jest. Mamy praktycznie jednego klasowego zawodnika i jednego juniora Dudę z przyszłością. Kacper Piorun (rocznik 1991) ostatnio przyznał się do pracy nad własnym repertuarem i dzięki temu stwierdził poprawę w swej grze. Niestety ten utalentowany zawodnik zbyt późno zajął się tym problemem.

Już dawno zwróciłem uwagę na to, że został zmarnowany wielki talent światowego formatu Iwety Radziewicz, gdyż wieloletni trener kadry nie potrafił opracować zawodniczce repertuaru zgodnie z charakterem jej stylu gry. Tak jak obecnie nie umiał to uczynić w odniesieniu do Kariny Szczepkowskiej-Horowskiej: link.

Dlatego dla mnie jest nie do pojęcia, że w Polsce dalej propaguje się teorie sprzed około 100 lat. Dla przypomnienia:

link 1
link 2
link 3

 

 

 

 

 

 

 

 

cze
14

Kontynuacja odcinka 6

W dniach 28-29.04.1973 odbyły się w Łodzi VIII mistrzostwa Polski w grze błyskawicznej.

Rok wcześniej wzmocniliśmy się silnym „blickarzem” Markiem Rogalewiczem z Bydgoszczy i w tej sytuacji liczyliśmy na sukces w konkurencji drużynowej.

Po emocjonujących bojach udało się nam rzeczywiście zająć I miejsce. Ostatecznie zadecydował o naszym zwycięstwie mój lepszy wynik indywidualny na pierwszej szachownicy od Andrzeja Filipowicza.

Punkty zdobyli (eliminacje i finał):

Konikowski 14 z 20
Gąsiorowski 11
Rogalewicz 14
Porębski 12.5

Niestety zawiedliśmy w konkurencji indywidualnej, zajmując dalsze miejsca.

Arch1

Arch2 (Kopie 2)

Arch2 (Kopie)

cze
13

Kontynuacja odcinka 73

W tym punkcie wywiadu arcymistrz Włodzimierz Schmidt dalej podkreśla znaczenie debiutów we współczesnych szachach.

Wyw1a

Wyw2