W punkcie 2 swojego programu Radosław Jedynak pisze:
- Nowa kadra trenerska
Kadra trenerska od wielu lat pozostaje prawie niezmienna. Nie zawsze duża rotacja sprzyja podnoszeniu poziomu, ale w tym przypadku jest niezbędna.
Na tę kwestię zwróciłem już uwagę w czasopiśmie „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) na stronie 82. Potem pisałem o tym w różnych publikacjach w polskiej prasie fachowej, także na blogu.
Okazuje się, że ten problem jednak dalej istnieje.
////////////////////////////////
Dla przypomnienia wpis z dnia 28 marca 2013 roku wraz z komentarzami:
Niedawno rozmawiałem z kolegą trenerem II klasy i byłym mistrzem Polski. Zapytałem się go, dlaczego nie uczestniczy w sesjach Młodzieżowej Akademii Szachowej. Ma tak wielką wiedzę o szachach, że mógłby wiele cennych informacji przekazać naszym talentom. Odpowiedź mnie nie zdziwiła: „Etatowi trenerzy MASZ się tak okopali, że nie ma tam dla mnie wejścia”.
Nic nowego. O tym pisałem już dawno i sygnalizowałem poważny problem: Trenerzy MASZ stworzyli sobie pewną małą grupę wzajemnej adoracji i wejść tam jest bardzo trudno. W Polsce mamy natomiast sporo doświadczonych szkoleniowców, z której wiedzy – z różnych względów – się nie korzysta, ze szkodą dla naszych szachów.
W dniach 17-24 marca rozegrano Mistrzostwa Polski Juniorów do lat 16 i 18. Inny kolega trener II klasy stwierdził – po obejrzeniu wszystkich partii – słaby poziom wyszkolenia uczestników. W tej kwestii nie wypowiadam się, ponieważ nie widziałem żadnej partii.
Komentarzy: 13
- Krzysztof Kledzik
No właśnie, to jest dla mnie niezrozumiałe. PZSzach to instytucja państwowa, dotowana przez ministerstwo i podatników, a panują tam zwyczaje przypominające mi prywatny klub. Dopuszcza się do niego tylko osoby zaprzyjaźnione, rekomendowane przez osoby z wewnątrz klubu.
- Radko
Na układy nie ma rady i prezes to akceptuje. Poczekajmy do mistrzostw juniorów.
Nie wiem czy czekanie coś tutaj da. Przecież od jakiegoś czasu juniorzy mają coraz słabsze wyniki w konfrontacji z juniorami z innych krajów. I co, i nikt niczego specjalnie w procesie szkolenia nie zmienia. To że szkoli się przy pomocy internetu w MASZ nie oznacza w cale że zmieniły się materiały szkoleniowe serwowane przez szkoleniowców w tej akademii. Ja uważam że potrzebny jest otwarty i jednocześnie alternatywny program szkolenia. Od jakiegoś czasu staram się namówić Pana Jerzego na napisanie książki szkoleniowej. Dobrze by było gdyby zachęcić innych trenerów (dla których w MASZ niema miejsca) do współpracy nad tą książką.
U mnie jest problem z czasem. Zresztą mam do wykończenia jeszcze kilka rozpoczętych projektów dla Penelopy. Niedawno ukazała się książka „Stare i nowe anegdoty szachowe” w wykonaniu trenerów MASZ. Niech napiszą jakiś podręcznik dla młodzieży. Ostatnio namawialem bardzo doświadczonego trenera, który nie znalazł miejsca w MASZ, do napisania podręcznika, ale na razie nie ma na to czasu.
Panie Jerzy cieszy mnie bardzo informacja że ma Pan do ukończenia kilka projektów dla Penelopy. Czekam na owoce Pańskiej pracy z niecierpliwością. A co do trenerów MASZ nie liczyłbym zbytnio na ich inicjatywę w postaci poważnej książki szkoleniowej. Notabene taka książka jaką spłodzili trenerzy MASZ powinna być dodatkiem a nie daniem głównym.
- Krzysztof Kledzik
Trenerzy z MASZ nie podejmą się pisania nowoczesnych książek szachowych, o wprowadzeniu alternatywnego programu szkolenia nawet nie wspomnę, bo narażą się i kierownictwu Akademii i własnym kolegom. Poza tym nie będą tym zainteresowani, bo PZSzach i tak z radością „łyka” wszystkie, nawet podrzędne osiągnięcia naszych szachistów, a ich mierne wyniki obraca w sukces. Więc po co wprowadzać zmiany? Z drugiej strony podziwiam pana Jerzego, że jeszcze nie stracił ochoty i zapału do publikowania książek szachowych, tym bardziej że były i są wyszydzane w internecie. Te obecne twierdzenia o „badziewiu” i inne starsze wypowiedzi, bodajże na forum B. Maciei.
Każdy autor książek musi się liczyć z krytyką. Oczekujemy jednak na konstruktywne uwagi w kulturalnym tonie, gdyż to umożliwia poprawę jakości naszej pracy. Ale zdarzają się też chamskie ataki. Najwięcej ich było – niestety – ze strony „kolegów” z Polski. Moje książki sprzedają się w Niemczech dobrze, co świadczą ciągle nowe projekty i wznowienia. Mam do końca 2014 roku wypełniony plan pracy w wydawnictwie Joachima Beyera. W wolnych chwilach staram się robić coś dla Penelopy. Brutalne krytyki niektórych polskich szachistów nie zniechęcą mnie do dalszej pracy.
Panie Jerzy a czy to byłby jakiś problem żeby wydawnictwo Joachima Beyera współpracowało z Penelopą? Może warto pomóc w nawiązaniu kontaktów między tymi dwoma wydawnictwami.
Taka współpraca jest. Penelopa wydała jedno tłumaczenie na polski książki dla początkujących.
- Krzysztof Kledzik
Krytyka krytyką, ale jak się z góry zakłada że coś jest badziewiem, to trudno polemizować z takimi „argumentami”. Przez naszych przemawia zazdrość, bo oni nie publikują zaawansowanych książek szachowych, a z tym co ewentualnie napiszą, nie mają nawet co marzyć o zainteresowaniu poważnych wydawców. Więc z zazdrością patrzą na osiągnięcia innych.
- anonim
Jezeli Panstwo sa tacy madrzy,to zalozcie wlasna szkole szachowa i zobaczymy jakie beda efekty „waszej pracy”
Jestem ciekaw,czy Pan udostepni moj post,bo slyszalem,ze Pan lubi czasami nie udostepniac komentarzy innych osob.
Tylko wulgarne komentarze są usuwane. W przeszłości nawet wiele chamskich uwag dopuściłem, aby pokazać „kulturę” niektórych szachistów w Polsce.
Tutaj toczy się konstruktywna dyskusja o Młodzieżowej Akademii Szachowej, która działa już wiele lat. Kosztowała dużych nakładów finansowych a efekty nie są adekwatne do tej działalności. Staramy się wyjaśnić tego przyczyny.
Po co zakładać więc jakąś prywatną szkołę? Trzeba wyciągać wnioski i modernizować to, co mamy. Ale wiem z własnych doświadczeń, że nikomu na tym nie zależy.
Wystarczy przeczytać teksty na mojej stronie i blogu.
- Krystian
Mądry anonimie, dlaczego się ukrywasz?
W wpisie
zrelacjonowałem, jak to czołowy trener MASz próbował pokrzyżować szyki w mojej współpracy drogą faksową z Maciejem Brzeskim.
W piśmie „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) na stronie 92 przedstawiłem ustalenia, jakie zapadły na sesji w Wiśle w 2000 roku pomiędzy kierownictwem MASz w obecności tego trenera oraz mną w sprawie Maćka. Mnie dano wtedy wolną rękę. Zgodziłem się na to, gdyż prosił mnie o to wcześniej ojciec Brzeskiego.
Ustaliliśmy repertuar po 1.e4 i w tym kierunku pracowałem. Zatem próba zbojkotowania uzgodnionego programu szkoleniowego przez … była nieodpowiedzialna i wręcz skandaliczna. Zaskoczony tym wysłałem faks wiceprezesowi d/s sportowych … i poinformowałem go o tym fakcie. Ale nie było żadnej reakcji.
Już następnego dnia, czyli 16 października 2000 roku, wysłałem faks ojcu Brzeskiego, w którym m.in. pisałem: „Po 1.d4 powstaje dużo sytuacji o charakterze pozycyjnym (podobnie jak po 1.c4), gdzie przede wszystkim doświadczenie odgrywa decydującą rolę. Tak więc niech pan nie słucha …, gdyż jego ocena dalszego przygotowania debiutowego Maćka jest po prostu błędna. Już … radził Maćkowi granie 1.e4. Każdy dobry zawodnik tak zaczynał grać w szachy. Po 1.e4 jest mniej strategii na rzecz taktyki. Maciek ma za mało doświadczenia. Musi więc grać taktyczne szachy … .
To przekonało ojca Brzeskiego i mogliśmy dalej już bez przeszkód kontynuować dalszą pracę.
Potem po publikacji tekstu w „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002) kilka osób zadało mi pytanie, czy próbowałem tę kwestię wyjaśnić z trenerem MASz. Nie, gdyż już nigdy nie miałem możliwości spotkania się z nim.
Za współpracę z Wojtaszkiem i Brzeskim nie pobierałem żadnego wynagrodzenia. To był eksperyment w celu sprawdzenia, czy to może funkcjonować w praktyce. Potem chciałem podzielić się moimi doświadczeniami z innymi szkoleniowcami MASz.
Do tego jednak nigdy nie doszło, gdyż nikt w Polskim Związku Szachowym wtedy tą formą szkolenia nie był zainteresowany!
Od lewej: Kacper Piorun, Piotr Górski, Piotr Murdzia i Aleksander Miśta
Mistrzowie świata w rozwiązywaniu zadań szachowych: Polacy sięgnęli po ten tytuł już po raz dziesiąty z rzędu.
Indywidualnie Piotr Murdzia zdobył złoto, natomiast Kacper Piorun srebro.
Gratulacje!
Jan Krzysztof Duda (Dortmund 2018)
Wczorajsze zwycięstwo naszego młodego arcymistrza nad byłym wicemistrzem świata Rosjaninem Siegiejem Karjakinem uradowało chyba wszystkich sympatyków szachów w Polsce: link.
Mamy wreszcie – po Radosławie Wojtaszku – drugiego klasowego zawodnika, który potrafi walczyć z czołowymi szachistami świata! Sam wielokrotnie podkreślałem w różnych publikacjach, że jestem pod wrażeniem talentu Dudy i jego wzorcowego podejścia do samoszkolenia w szachach:
Jan Krzysztof Duda – największa nadzieja polskich szachów: „Szachy to gra bezwzględna. Tak uważa Jan. W meczu koszykówki czy tenisa długo można odrobić nawet dużą różnicę punktów, w szachach źle rozegrany debiut, czyli 10–12 pierwszych posunięć, często kosztuje porażkę. Dlatego te debiuty – choć nie tylko – analizują z trenerem Kamilem Mitoniem. Pracują po 5–6 godzin dziennie. Na zawodach trener w nocy rozgryza rywali, a rano przekazuje Jasiowi, co powinien grać”. Źródło.
Niedawno w „Panoramie Szachowej” (12 – 2017) opublikowano partię Duda – Eljanow z moim obszernym komentarzem.
We wstępie napisałem:
Co mnie cieszy, to że młodzież w Polsce zaczyna już pojmować znaczenie debiutów, np. link.
Radosław Jedynak w swoim programie porusza kwestię centralnego i spójnego systemu szkolenia.
To jest dawna historia. Takiego programu nie było w latach 1999-2000, kiedy to trzykrotnie brałem udział w sesjach MASz.
Dlatego w emailu w dniu 15 sierpnia 2003 do ówczesnego prezesa PZSzach zaproponowałem zorganizowanie spotkania roboczego w gronie czołowych trenerów kraju, coś w rodzaju „okrągłego stołu”, w celu opracowania optymalnego systemu szkolenia dla polskiej młodzieży.
W odpowiedzi w dniu 18 sierpnia 2003 roku prezes napisał, że ta idea mu się podoba i na tym się skończyło.
W czasopiśmie Polskiego Związku Szachowego MAT 2-2015 na stronie 19 w wywiadzie Pawła Dudzińskiego (redaktor prowadzący pisma) Radosław Wojtaszek wypowiedział się odnośnie szkolenia młodzieży w Polsce:
Co do polskiej myśli szkoleniowej, to w mojej ocenie takowa po prostu nie istnieje. Mimo tego, że funkcjonuje Akademia Szachowa, to nie ma w niej spójnego programu treningu. Nie mówię, że trenerzy nie pomagają juniorom, ale raczej nie jest to uporządkowane …
Wypowiedź Radosława Wojtaszka wywołała burzę w środowisku szachowym, choć nasz arcymistrz właściwie nic nowego nie powiedział. Od dawna słyszy się, że z tym trenowaniem młodzieży nie jest optymalnie, co widać po wynikach ostatnich lat w imprezach rangi mistrzostw świata oraz Europy.
Już dawno kilku moich korespondentów w prywatnych listach zwracało uwagę na tę kwestię i na to, że w polskich szachach nie ma jakiś konkretnych wytycznych szkoleniowych dla trenerów. Wielu szkoleniowców często jest zdezorientowanych różnymi teoriami głoszonymi przez autorytety i potem nie wiedzą, na co powinno się właściwie zwracać większą uwagę w swej pracy.
Dla przypomnienia jeszcze:
Młodzieżowa Akademia Szachowa – szkoła z tradycjami
Agnieszka Fornal-Urban i Marek Matlak (MAT 8-2015)
„Na przestrzeni wielu lat działalności szkoły system szkolenia był nadzorowany, koordynowany i dofinansowywany ze środków publicznych. Przechodził wiele przeobrażeń i modyfikacji. Wdrażano nowe rozwiązania, które miały na celu uczynić go bardziej skutecznym. Zmiany dotyczyły nie tylko ram programowych, metodyki prowadzenia szkolenia, ale również doboru kadry trenerskiej, doboru kandydatów i selekcji zawodników. Ponadto uwzględniano trendy rozwoju sportu szachowego na świecie i dostosowywano sposób nauczania do odbiorcy w różnym wieku” …
Od mojego listu do ówczesnego prezesa w tej kwestii minęło już 15 lat i problem centralnego i spójnego systemu szkolenia polskiej młodzieży jest dalej aktualny?
Pismo, które jest organem Niemieckiego Związku Gry Korespondencyjnej, zawiera wiele informacji o turniejach drogą pocztową oraz emailową, uzupełnione jest także ciekawymi partiami oraz tematycznymi artykułami.
Z „Fernschachpost” współpracuję od 2008 roku i głównie zajmuję się teorią debiutów. W swoich artykułach staram się zwracać uwagę na ciekawe idee i zachęcić do dalszej pracy badawczej nad poszczególnymi zagadnieniami. Bardzo często na bazie moich przemyśleń organizuje się turnieje tematyczne, które w istotny sposób wzbogacają wiedzę o różnych wariantach.
W tym numerze zająłem się teorią wariantu portugalskiego w obronie skandynawskiej (B01) po ruchach 1.e4 d5 2.exd5 Sf6 3.d4 Gg4!?
Z programu kandydata na prezesa PZSzach Radosława Jedynaka:
W 2000 roku rozpocząłem również współpracę z utalentowanym juniorem MASz Maciejem Brzeskim z Koszalina.
Poniższy wycinek pochodzi z czasopisma Piotra Kaczorowskiego „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002).
Tym trenerem był wieloletni szkoleniowiec Młodzieżowej Akademii Szachowej. Niedawno został zaliczony do wybitnych trenerów w historii polskich szachów!
Program Radosława Jedynaka został ogłoszony niedawno. Te same problemy były już mi znane w 1999 roku.
Poniższy wycinek pochodzi z „Szachy/Chess” (Gorzka Prawda: 75/76 – 2002). Moja koncepcja miała jasny cel: pomóc utalentowanej polskiej młodzieży w samoszkoleniu.
Jak już pisałem w poprzednim odcinku, idea ta nie znalazła uznania kierownictwa Młodzieżowej Akademii Szachowej Polskiego Związku Szachowego. Na dwóch sesjach z moim udziałem w Wiśle 2000 roku nie zaproszono Radka, mimo że o to prosiłem. Podkreślałem bowiem, że szkolenie drogą emailową powinno być połączone z bezpośrednimi kontaktami.
Zatem nie tylko nie zaakceptowano zaproponowanego przeze mnie programu szkolenia, to jeszcze naciskano na Radka, aby zerwał ze mną współpracę.
Poniższy wycinek pochodzi z listu elektronicznego (oryginał jest w moim archiwum) z dnia 14 sierpnia 20003 roku, po czym Wojtaszek rzeczywiście więcej się nie odezwał.
Dalej omawiam poniższy punkt programu Radosława Jedynaka:
Nie ma żadnych wątpliwości, że bez systematycznego treningu w sporcie, także w szachach, nie można liczyć na większe sukcesy turniejowe. Tę kwestię poruszałem wielokrotnie w wielu moich tekstach m.in. na bazie doświadczeń z MASz. Przypominam to, gdyż problem świetnie harmonizuje z programem Radosława Jedynaka.
Dylemat szkolenia młodzież poruszała ze mną na konsultacjach indywidualnych w trakcie sesji w Zakopanem w 1999 roku. Kilka osób przedstawiło swoją sytuację: „Nie mam trenera, gdyż w moim mieście nie ma wykwalifikowanych szkoleniowców, natomiast jednorazowy udział w sesji niewiele mi daje…”.
Z podobną sprawą zwierzył się mi 12-letni Radosław Wojtaszek, który był w mojej grupie treningowej. Radek mieszkał w Kwidzyniu i w jego klubie nie było osoby, która mogłaby mu pomóc w szlifowaniu jego talentu szachowego.
Już w wywiadzie dla „Panoramy Szachowej” (1/99) zwróciłem uwagę na możliwość treningu poprzez Internet. Sam wymieniałem z niemieckimi kolegami analizy dotyczących różnych zagadnień z zakresu teorii szachów. Kontakty bezpośrednie były niemożliwe, gdyż każdy z nas mieszkał w innym mieście. W tej sytuacji połączył nasz komputer oraz Internet i dzięki temu mogliśmy wyjaśnić szybko wiele wątpliwości i także kwestii w różnych dziedzinach szachów.
Swoimi spostrzeżeniami z rozmów z młodzieżą podzieliłem się z niektórymi trenerami w Zakopanem. Przedstawiłem poznaną sytuację, iż w rozmowie część młodzieży uczestnicząca w sesji „skarżyła” się na brak większego zainteresowania ze strony Polskiego Związku Szachowego w zapewnieniu systematycznej opieki trenerskiej poza zgrupowaniami. Nie wszyscy mieszkają w silnych szachowo ośrodkach, gdzie byłaby możliwość systematycznego korzystania z pomocy szkoleniowców. Natomiast 1-2 sesje w ciągu roku tych problemów nie rozwiążą.
Zaproponowałem wykorzystanie dla celów szkoleniowych w ramach MASz najnowszej techniki, czyli Internetu. Według mojego projektu można byłoby pomóc w ten sposób zainteresowanym np. w opracowaniu optymalnego repertuaru debiutowego, ponieważ jest to poważnym problemem naszych kadr młodzieżowych. Taki proces szkoleniowy wymaga dużo czasu, natomiast na sesjach można byłoby bezpośrednio omawiać kwestie techniczne. Tak więc byłoby to połączenie stacjonarnego szkolenia na zgrupowaniach i systematycznego wirtualnego treningu jako formy uzupełniającej. W tym celu można byłoby stworzyć grupę szkoleniową składającą się z 2-3 doświadczonych trenerów, którzy np. w ramach prac zleconych mogliby pomagać tym, co takiego wsparcia by potrzebowali. Mój pomysł nie spotkał się z zainteresowaniem obecnych szkoleniowców MASz.
Przez kilka dni w Zakopanem przebywał Jacek Żemantowski. Jemu ta idea bardzo się spodobowała. Jednakże oświadczył, że w następnych wyborach nie będzie już kandydował na stanowisko prezesa, więc powinienem tę ideę przedstawić nowym władzom.
Nie czekając na zmiany w PZSzach, uzgodniłem z Radosławem Wojtaszkiem, który posiadał odpowiedniej klasy komputer oraz dojście do Internetu, że w celach eksperymentalnych rozpoczynamy natychmiastową współpracę. Trwała ona praktycznie od października 1999 do 14 sierpnia 2003.
Obecny w Zakopanem czołowy szkoleniowiec w kraju, który pełnił funkcję kierownika sesji, nie wykazał tym faktem żadnego zainteresowania. Po powrocie do Dortmundu zadzwoniłem do Zbigniewa Czajki i poinformowałem go o rozpoczęciu treningu za pomocą poczty elektronicznej oraz programu ChessBase z Wojtaszkiem. Zaznaczyłem jednak, że to musi być powiązane z bezpośrednimi spotkaniami. Wyraziłem gotowość do wzięcia udziału w sesjach Akademii w przyszłym roku i jednocześnie poprosiłem go, aby spowodował w tym samym czasie także udział Radka. Zbigniew Czajka zapewnił mnie, że pomoże mi w pełnym przeprowadzeniu tego nowatorskiego eksperymentu!
Niestety kierownictwo MASz nie zaakceptowało mojej inicjatywy i Radosława Wojtaszka nie było na kolejnych dwóch sesjach z moim udziałem w Wiśle w 2000 roku.
Poniższy wycinek pochodzi z Magazynu Szachista, w którym jest przytoczona ocena ojca Radka dotycząca korzyści treningu wirtualnego.






















