
Część wakacji letnich w 1961 roku spędziłem w Gdańsku-Wrzeszczu. Tuż przed wyjazdem kupiłem sobie w antykwariacie w Bydgoszczy książkę Władysława Litmanowicza „Międzynarodowy Turniej w Sopocie 1951”. Zacząłem ją z dużym zainteresowaniem czytać i przestudiowałem wszystkie zawarte tam partie.
Będąc w Sopocie zacząłem się nawet wypytywać o turniej szachowy. Oczywiście nikt nic na ten temat nie wiedział. Potem dowiedziałem się, że to była tylko jednorazowa impreza.
Książkę Litmanowicza można obecnie kupić wyłącznie w Internecie. Polecam ją z uwagi na interesujące pojedynki oraz pouczajace komentarze.
Wyniki naszych mistrzów ilustruje tabelka. Nie są one imponujące, ale taki był poziom polskich szachów na arenie międzynarodowej.
Autorem felietonu na aktualny temat jest Marek Baterowicz – szachista, publicysta i poeta.
////////////////////////////////
W niedzielę 8 marca australijska TV ( kanał 9 ) w programie „60 minutes” przedstawiła plagę coronovirusa, która z dnia na dzień czyni takie postępy, że zamyka się kolejne szkoły i być może powoli stanie w miejscu wszystko. W Hiszpanii i w Italii zamknięto nie tylko szkoły, ale i ośrodki dla emerytów, w pewnych regionach nie odprawia się mszy, nie udziela ślubów. Trwa ścisły nadzór nad przepływem obywateli, a w wielu miastach są izolowani w domach. Wirus sparaliżował 23 prowincje, a od 10 marca rząd objął restrykcjami całe Włochy. Obawiam się, że powoli w Australii zmierzamy w tym kierunku ( w NSW już 55 zakażeń ), narazie jednak kluby są otwarte, ludzie w nich tańczą lub grają w maszyny. Rzadziej w szachy, bo tylko jeden wieczór w tygodniu. Jednak w Australii zmarły zaledwie trzy osoby, natomiast we Włoszech aż 463 – a czego dowiemy sie jutro ? W nocy z 6 na 7 marca tylko w Rzymie liczba zakażeń skoczyła z 620 na 1145, a więc prawie się podwoiła. Po Chinach to drugi kraj dotknięty tak mocno coronowirusem, choć sytuacja w Iranie też dramatyczna. Zdaniem moich korespondentów w Italii to wina władz, bo zbyt późno zawieszono loty z Chin, dopiero w lutym. I tysiące chińskich turystów – bez medycznej kontroli na lotniskach – podziwiało włoskie zabytki. Włosi krępowali się wstrzymać loty z Chin, by nie posądzono ich o…rasizm jak piszą mi znajomi z Ligurii i Sycylii. Tak jakby wirus miał jakieś etniczne oblicze, oczywista bzdura. I teraz ponoszą konsekwencje tej śmiesznej politycznej poprawności. Cały kraj w kleszczach coronowirusa. Premier Conte, by dodać ducha rodakom, nazywą tę „czerwoną strefę”, strefą ochronną. Niestety, wiele wskazuje, że wirus przenosi się w powietrzu – czy wystarczy więc ten jeden metr dystansu wobec bliźniego twego ?
W Australii jeszcze epidemia nie rozprzestrzeniła się tak dalece, ale są już oznaki, że podąża w tę stronę, a właśnie zamyka się kolejne szkoły, gdyż kilkoro uczniów zakaziło się wirusem. Nie bardzo wiadomo od kogo. Niedawno dowiedziałem się o niesłychanej beztrosce ( a nawet bezmyślności ) departamentu zdrowia w NSW. Oto Giulio, syn naszej znajomej, wraca do Sydney z Korei Południowej ( gdzie pracował ) i zalecono, aby się izolował w mieszkaniu swej matki (!). Giulio ( jeśli chory ) może jej sprzedać wirusa, a ona potem zakazi tabun dzieci, bo zawodowo opiekuje się dziećmi. Ktoś zupełnie lekceważy tu podstawowe normy prewencji. A jest już ponury precedens, bo przedwczoraj w Melbourne u jednego lekarza stwierdzono coronovirusa, a miał kontakt z 70 pacjentami. Oczywiście wszystkich umieszczono na kwarantannie. W Wiktorii jednak przedwczoraj oficjalnie podano tylko 7 przypadków zakażenia wirusem, dzisiaj być może jest ich więcej. Za to w NSW i Queensland jest ich dziesiątki.
Dwa tygodnie temu, kiedy epidemia w Australii była w stanie embrionalnym, grało się w klubach i w szachy. I ujrzałem zabawną scenę: oto jeden starszy Australijczyk rozgrywał towarzyską partię z małym Chińczykiem, może dziesięcioletnim. Obok Australijczyka siedziała jego żona, Polka, z którą rozmawiałem o zarazie w Wuhan. Usłyszał, że narzekamy na brud, który wywołał tę epidemię, bo trochę zna polski. I nagle zaczął nam wtórować: „Tak, brudasy, brudasy…” – a mały Chińczyk niczego nie rozumiał, może myślał, że starszy pan oferuje mu remis ?
O brudzie i braku higieny w tamtych krainach sporo było właśnie we wspomnianym na początku programie TV na kanale 9- tym. Pokazano chińskie rynki z psami, kotami i innym stworzeniem ( ponoć i nietoperze) , które Chińczycy jadają nie tak rzadko, a nawet bardzo często. Handel tym posępnym mięsem przynosi duży dochód, żyją z tego nieźle mało legalne sitwy, ale właśnie tam jest źródło zarazy jak utrzymują niektórzy. Jeśli tak, to niechże władze Pekinu wezmą się za ten dość makabryczny handel i wytępią przyczyny epidemii. Rzecz niestety niełatwa, bo targi z tymi zwierzakami są nie tylko w Chinach, ale w Burmie, Korei, Tajlandii, Laosie, Wietnamie czy w Indonezji. Mission impossible ? Może dlatego Pekin woli niszczyć demokrację w Hong Kongu, bo przecież o wiele łatwej polować na studentów.
Tymczasem mamy kolejny czarny dzień na giełdach światowych, pogłębia się też kryzys paliwowy – Arabia Saudyjska nie dogadała się z Rosjanami. Przewiduje się nowy spadek na giełdach. Coronowirus może uderzyć w australijską gospodarkę mocniej niz globalny kryzys finansowy. A w Irlandii odwołano wszystkie parady z okazji Św.Patryka. We Francji ( zmarły już 33 osoby) zamyka się też szkoły i ogłoszono zakaz zgromadzeń, więc mecze piłkarskie rozgrywa się bez widowni. Republika w Marszu ( partia prezydenta Macron ) też drepcze w miejscu rozważając nowe restrykcje. A coronawirus penetruje wszystkie sfery i hierarchie: zakaził dyrektora biura prezydenta i jednego z ministrów. Ale Macron odważnie chodzi bez maseczki, choć wszyscy mają cykorię.
Tylko w Korei Północnej nie przejmują się coronawirusem i dalej testują rakiety mimo protestów Japonii. Kurs na konfrontację militarną z południową Koreą i USA trwa w najlepsze, nie powstrzymały go negocjacje Trumpa. A Południowa Korea zmaga się z epidemią wirusa, która przybrała poważne rozmiary i Australia zawiesiła loty z Seulu, a dzisiaj z Włochami. Zagrożona jest Japonia, a tylko optymiści wierzą, że uda się ocalić olimpiadę w Tokio!
Z każdym dniem przybywa chorych i zmarłych.
Marek Baterowicz
Michaela Pfannkuche przedstawiłem już wcześniej w odcinku 8.
Naszą pierwszą partię w pierwszej lidze niemieckiej rozegraliśmy w Bochum w dniu 7 kwietnia 1984 roku.
Zagrałem mój ulubiony wariant Paulsena.


Wczoraj zmarł Ludwik Franciszek Stomma (ur. 22 marca 1950 w Krakowie, zm. 7 marca 2020) – polski antropolog kultury, etnolog, doktor habilitowany nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, publicysta tygodników „Polityka” i „Przegląd”.
Jest autorem interesującej książki poświęconej znanym skandalom w dziejach Polski. Jednym z jej bohaterów jest szachista warszawski Janusz Szpotański.
„Szpot” był autorem kilku poematów komicznych, w których wyszydzał rządzących w czasach PRL prominentnych działaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1964 roku napisał sztukę Cisi i gęgacze, czyli bal u prezydenta, opera w trzech aktach z uwerturą i finałem – utwór będący pamfletem przeciwko rządom Władysława Gomułki.
W styczniu 1967 został aresztowany i w 1968 skazany na trzy lata więzienia „za rozpowszechnianie informacji szkodliwych dla interesów państwa”. O tym właśnie wydarzeniu pisze w swej pracy Ludwik Stomma.
Janusz Szpotański w Wikipedii
Ludwik Stomma w Wikipedii
Wielką niespodzianką dla mnie była wiadomość z wydawnictwa RM, że patronem medialnym książki „Kombinacje szachowe” został 1893 Krakowski Klub Szachistów.
W Krakowie mieszkałem w latach 1971-1981 i w siedzibie klubu (wtedy w lokalu w pałacu „Pod Baranami” na Głównym Rynku) odniosłem sporo sukcesów. Byłem trzy razy mistrzem okręgu (1972, 1973 i 1975). Dwa razy wygrałem turnieje kadry krakowskiej (1971 przed Jędrzejkiem oraz 1974 przed Tarnowskim). Wspólnie z drużyną Hutnik Kraków zdobyliśmy w Łodzi (1973) drużynowe mistrzostwo Polski w grze błyskawicznej. W konkurencji indywidualnej (Bydgoszcz 1975) wywalczyłem brąz.
Przez jakiś czas redagowałem w Gazecie Krakowskiej kącik szachowy.
W 1976 roku zostałem członkiem klubu 1893 KKSz Hutnik. Barwy Krakowa reprezentowałem w wielu imprezach, także międzynarodowych w Jugosławii, Czechosłowacji, NRD i Węgrzech.
Zatem moje lata krakowskie wspominam bardzo mile!

Dzisiaj dowiedziałem się o śmierci Clausa Dietera Meyera, którego poznałem w 1980 roku na turnieju w Dortmundzie i przez wiele lat mieliśmy bardzo dobre kontakty koleżeńskie.
Spotykaliśmy się wielokrotnie na różnych imprezach szachowych oraz szkoleniach trenerskich.
Claus Dieter był autorem kilku książek szachowych. Swego czasu obaj aktywnie współpracowaliśmy z miesięcznikiem Deutsche Schachzeitung.
Ostatni raz widzieliśmy się w Dortmundzie pięć lat temu. Wtedy Claus Dieter był w znakomitej formie. Potem dowiedziałem się o Jego ciężkiej chorobie. Zmarł w czwartek (5 marca) w szpitalu w Bremen.
Żegnaj Przyjacielu!
„Obrona skandynawska jest lepsza od jej reputacji” (Aleksander Alechin – mistrz świata w latach 1927-1935 oraz 1937-1946).
///////////////////////////////
Na stronie ChessBase News przypomniano sylwetkę znakomitego duńskiego arcymistrza Benta Larsena.
Był on znawcą obrony skandynawskiej, którą odniósł wiele cennych zwycięstw. Oto jego wygrana z Anatolijem Karpowem (Montreal 1979).













